Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 4 из 30

Przez dwa tygodnie Mahlke polował już tylko na plakietki, znalazł też coś w rodzaju cynowego talerza pamiątkowego z regat żeglarskich na redzie w Gdyni w trzydziestym czwartym roku – a w śródokręciu, jeszcze przed maszynownią, w wąskiej i trudno dostępnej mesie oficerskiej, wyszperał srebrny ryngraf wielkości marki, ze srebrnym uszkiem do zawieszania; odwrotna strona ryngrafu była niezwykle płaska i starta, przednia zaś bogato rzeźbiona i ozdobiona: mocno wypukłym wizerunkiem Marii Pa

Była to, jak głosił również wypukły napis, sły

Podczas gdy my kłóciliśmy się jeszcze i koniecznie chcieliśmy, żeby srebro się świeciło, on ukląkł w cieniu kabiny nawigacyjnej i tak długo przesuwał znalezisko przed swoimi kościstymi kolanami, aż wizerunek znalazł się pod odpowiednim kątem dla jego spuszczonych do modlitwy oczu. Śmieliśmy się, kiedy siny i trzęsący się kreślił wymoczonymi palcami znak krzyża, usiłował odmawiać pacierz drżącymi wargami i mamrotał coś po łacinie za kabiną nawigacyjną. Dziś myślę, że już wówczas było to coś z jego ulubionych sekwencji, rozbrzmiewających tylko w piątek przed Niedzielną Palmową: „Virgo virginum, praeclara, mihi iam non sis amara…”

Później, kiedy nasz dyrektor, profesor Klohse, zabronił Mahlkemu publicznego noszenia polskiego medalu w szkole – Klohse był amtsleiterem, ale z rzadka tylko wykładał w mundurze partyjnym – Joachim zadowalał się dawnym małym amuletem i stalowym śrubokrętem, dyndającym pod jabłkiem Adama, które pewnemu kotu wydało się myszką.

Mahlke powiesił sczerniałą srebrną Matkę Boską pomiędzy brązowym profilem Piłsudskiego a pocztówkowym zdjęciem komodora Bontego, bohatera spod Narviku.

II

Czy ta adoracja była jedynie żartem? Wasz dom stał przy Westerzeile. Twoje poczucie humoru, jeżeli je w ogóle posiadałeś, było osobliwego rodzaju. Ależ nie, wasz dom znajdował się przy Osterzeile. Zresztą i tak wszystkie ulice osiedla wyglądały jednakowo. Wystarczyło, żebyś jadł kawałek chleba z masłem, a już pękaliśmy ze śmiechu, zarażając się nim nawzajem. Dziwiliśmy się, kiedy musieliśmy się śmiać z ciebie. Gdy jednak profesor Brunies zapytał wszystkich uczniów z naszej klasy o ich przyszły zawód, a ty – wówczas umiałeś już pływać – odpowiedziałeś mu: „Ja zostanę klownem i będę rozśmieszał ludzi”, w czworokątnej klasie nikt się nie roześmiał – a ja przestraszyłem się, bo kiedy Mahlke oświadczył, że pragnie być klownem w cyrku lub gdzie indziej, zrobił bardzo poważną minę i naprawdę można się było obawiać, że pobudzi kiedyś ludzi do okropnego śmiechu, choćby wsuniętą między numer z dzikimi zwierzętami a akrobacje na trapezie publiczną adoracją Marii Pa

Mieszkał przy Osterzeile, a nie przy Westerzeile. Jednorodzi

Krótko mówiąc, był to numer dwudziesty czwarty i Mahlke mieszkał, jeśli szło się od strony Wolfsweg, w czwartym domu po lewej stronie ulicy. Osterzeile, podobnie jak równoległa do niej

Westerzeile, stykała się pod kątem prostym z Bärenweg, równoległą do Wolfsweg. Kto szedł przez Westerzeile od strony Wolfsweg, widział, ponad czerwonymi dachówkami, po lewej ręce przednią i zachodnią stronę wieży z oksydowaną cebulastą kopułą. Kto szedł w tym kierunku przez Osterzeile, widział ponad dachami po prawej ręce przednią i wschodnią stronę tej samej dzwo

Ze swego pokoju Mahlke widział tarczę zegara po wschodniej stronie wieży. Urządził sobie izdebkę na poddaszu, między lekko pochylonymi ścianami, z deszczem i gradem tuż nad swoją czupryną z przedziałkiem pośrodku głowy; była to mansarda pełna chłopięcych rupieci, od zbioru motyli po fotosy ulubionych aktorów, lotników z wysokimi odznaczeniami i generałów wojsk pancernych; pomiędzy nimi zaś nie oprawiona reprodukcja Mado

Już podczas pierwszych odwiedzin zwróciła moją uwagę wypchana biała sowa. Mieszkałem niedaleko, na Westerzeile; ale nie o mnie mamy mówić, tylko o Mahlkem albo o Mahlkem i o mnie, lecz zawsze ze względu na Mahlkego, ponieważ on miał przedziałek na środku głowy, nosił wysokie buty, miał to lub owo zawieszone na szyi, żeby odwrócić uwagę wiecznego kota od wiecznej myszy, klęczał przed ołtarzem Marii Pa

Sowa miała również pełen powagi przedziałek na środku głowy i tak samo jak Mahlke miała cierpiącą, łagodną i zdecydowaną, jak gdyby wewnętrznym bólem zęba wywołaną minę Zbawcy. To ojciec pozostawił mu w spadku tego dobrze spreparowanego, tylko lekko podbarwionego ptaka, którego szpony obejmowały brzozową gałąź.

Dla mnie, starającego się nie widzieć ani sowy, ani reprodukcji Mado

Na krótko przed końcem pierwszych wakacji spędzonych na krypie Mahlke zdobył ten gramofon – zresztą, podobnie jak gaśnica, niemieckiej produkcji – nurkując chyba ze dwanaście razy, przy czym holował pudło metr po metrze w kierunku dziobu aż pod luk w pokładzie i wreszcie wywindował je na tej samej linie, za pomocą której wydobył przedtem Minimaxa do nas, na górę, na mostek.

Z drzewa i korka, naniesionego przez wodę, musieliśmy zmajstrować tratwę, żeby przewieźć na ląd skrzynkę, której korba była zardzewiała. Holowaliśmy ją na zmianę, Mahlke nie ciągnął wcale.

Tydzień później gramofon stał w jego izdebce zreperowany, naoliwiony, z pobrązowanymi częściami metalowymi. Talerz do płyt był pokryty nowym filcem. Nakręciwszy gramofon, Mahlke puścił w ruch pusty, jaskrawozielony talerz. Stał ze skrzyżowanymi rękami obok białej sowy na brzozowej gałęzi. Jego mysz spoczywała nieruchomo. Ja stałem plecami do sykstyńskiego oleodruku, spoglądałem to na pusty, lekko kołyszący się talerz gramofonowy, to przez okno mansardy, ponad jasnoczerwonymi dachami, w kierunku kościoła Serca Jezusowego z zegarem od frontu i zegarem po wschodniej stronie cebulastej wieży. Zanim wybiła szósta, sprężyna gramofonu z minowca rozkręciła się z monoto