Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 19 из 30

Nie to, żeby nieobecność Mahlkego wprawiła nas w rozpacz, bynajmniej. W szczególności ja byłem nawet zadowolony, że się go pozbyłem, że nie muszę za nim biegać; ale dlaczego zaraz po rozpoczęciu roku szkolnego zgłosiłem się znów do księdza Guzewskiego na ministranta? Twarz księdza zrazu uśmiechnęła się spoza okularów bez oprawki tysiącem życzliwych zmarszczek, lecz potem, kiedy czyszcząc jego suta

Otóż niespełna dwa tygodnie przedtem otrzymaliśmy wiadomość, że mój brat Klaus poległ w stopniu podoficera nad Kubaniem. Jego śmierć podałem więc jako powód powrotu do ministrantury. Zdawało się, że ksiądz Guzewski uwierzył, albo przynajmniej starał się uwierzyć, w nawrót mojej pobożności. Nie bardzo przypominam sobie szczegóły twarzy Hottena So

Kiedy po raz pierwszy po letnich wakacjach służyłem do wczesnej mszy, zobaczyłem go znowu i na nowo. Już zaraz po modlitwach na stopniach ołtarza – ksiądz Guzewski stał po stronie Lekcji i był właśnie przy Introitus – odkryłem go w drugiej ławce przed ołtarzem Marii Pa

Przy balaskach Mahlke zachowywał się mniej afektowanie.

Złożone ręce opuścił poniżej obojczyka i pachniało mu z ust, jakby w jego wnętrzu, w garnuszku na małym płomieniu, gotowała się ustawicznie włoska kapusta. Ledwo otrzymał opłatek, zwróciła moją uwagę następna śmiała i

– Gdy Mahlke podniósł się z klęczek i opuścił znów ręce na wysokość wykładanego kołnierzyka, miał na zaczerwienionych kolanach – odciśnięty wzór dywanu.

Księdza Guzewskiego również uderzyły szczegóły nowej mody Mahlkego. Nie zadawałem oczywiście pytań. To on sam, zaniepokojony, jakby chcąc pozbyć się ciężaru lub podzielić się nim, zaczął mówić zaraz po mszy o nadmiernej pobożności Mahlkego, o jej przesadnych zewnętrznych przejawach i o trosce, która go w związku z tym od długiego czasu gnębi. Powiedział, że kult, jakim Mahlke otacza Matkę Boską, graniczy z pogańskim bałwochwalstwem, niezależnie od tego, jaka wewnętrzna potrzeba sprowadza go do stóp ołtarza.

Czekał na mnie przed wyjściem z zakrystii. Strach omal że nie wepchnął mnie z powrotem do wnętrza, ale Mahlke ujął moje ramię, zaśmiał się w nowy, swobodny sposób i zaczął beztrosko gawędzić. On, zazwyczaj taki małomówny, rozprawiał o pogodzie – babie lato, złote nitki w powietrzu – i nagle tym samym tonem, nie zniżając głosu, powiedział:

– Aha, zgłosiłem się na ochotnika. Sam kiwam głową nad sobą. Wiesz przecież, co ja o tym sądzę: wojsko, zabawa w wojnę i to przesadne podkreślanie żołnierskości. Zgadnij, do jakiej broni. Nic podobnego. Do lotnictwa już dawno nie warto. Spadochroniarze! Koń by się uśmiał. A czemu nie pytasz, czy nie do łodzi podwodnych? No więc, nareszcie! To jedyna broń, która ma jeszcze jakieś szansę; chociaż będę się sobie wydawał dzieci