Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 16 из 44

Z kierowcą przestał rozmawiać, gdy tamtemu urodziło się dziecko. Oczywiście jego dziecko, Joh

Jechali teraz niedaleko Muru, który widać było w prześwitach bocznych ulic. W jego pobliżu nie można się było poruszać, gdyż była to strefa strzeżona. Być może jemu pozwoliliby przyjrzeć się Murowi, ale, mówiąc szczerze, niewiele go on obchodził.

Byli co prawda tacy, którzy swoją fascynację kamie

Prezydent przyjął ich w gabinecie. Przywitał się najpierw z Joh

Joh

Prezydent, siwy i poważny, w ciemnopopielatym garniturze, siedział za wielkim bordowym biurkiem. Za nim na ścianie wisiała mapa państwa, tego sprzed wojny, a nad nią godło. Obok sztandar. Na biurku stało kilka telefonów w różnych kolorach i piętrzył) się jakieś szpargał), a przed nim przycupnęły skórzane iotele, w których usiedli goście. Ściany po obu bokach Procreatora zajęte były w całości przez wielkie szafy biblioteczne. /a których ciemnymi. matowymi szybami domyślał się niew)raźnych grzbietów ksiąg. Jedne szklane drzwi były odsunięte i Joh

Sufit pokrywał fresk przedstawiający akt państwowotwórczy. Procreator obejrzał sobie to wszystko i skierował pytający wzrok na gospodarza. Prezydent nie kwapił się jednak do rozpoczęcia rozmowy. Sekretarka podała prawdziwa kawę i wobec tego rarytasu wszelkie i

– Moja żona już się przygotowuje – powiedział Prezydent, a brwi Joh

– Taki jesteś? – pomyślał Joh

– Owszem, smakowało – powiedział głośno. – Dziękuję. Ale chciałbym wiedzieć…

Prezydent podniósł ostrzegawczo dłoń do góry. Zadzwonił telefon i zdawało się, że ten starszy już mężczyzna niemal wessał się w słuchawkę.

– Co tu się dzieje? – zastanawiał się Joh

– Wszystko gotowe! – sapnął Prezydent, odkładając słuchawkę. – Możemy iść. Porozmawiamy podczas lunchu.

Gdy Joh

To, że czekała na niego, również było określeniem na wyrost. Leżała rozpięta na fotelu ginekologicznym, poniżona, przerażona i nade wszystko nieszczęśliwa. Joh

Dziewczyna była na razie przykryta prześcieradłem; staruch podszedł do niej i coś jej szeptał do ucha, na co ona kiwała potakująco głową, a usta coraz bardziej wykrzywiały się w podkówkę. Wreszcie skinął głową w stronę Joh

Dziewczyna miała kurczowo zaciśnięte powieki i głowę starała się obrócić jak najdalej w bok. Joh

– Daj rękę. Joh

– Nie trzeba, doktorze. Nie muszę jej dotykać.

Wtedy dziewczyna otworzyła oczy i popatrzyła na niego. Uciekła Wzrokiem, ale już po chwili wpatrywali się w siebie uważnie. Joh

Wszedł w nią. Ręce trzymał zaciśnięte na niklowanych poręczach i marzył, by to były nagie szyje tych drani, co stoją za jego plecami. Złorzeczył im w duchu, a najbardziej temu siwemu bydlakowi, staremu satyrowi, temu Prezydentowi od siedmiu boleści!

Dziewczyna jęczała, a potem zaczęła szlochać i krzyczeć rozdzierająco. Wydawało mu się, że czyjeś ręce starają się oderwać go od niej i nagle, w tej chwili pięknej jak błysk, gdy stopili się w jedno, zrozumiał coś ważnego. Coś, co było tak oczywiste, że aż się zdumiał. Nie zdążył tego przemyśleć. Nogi ugięły się pod nim i zemdlał.

Gdy przyszedł do siebie, stwierdził, że leży w jakimś nie znanym mu pomieszczeniu, prawdopodobnie w gabinecie osobistego lekarza Prezydenta. Świadczyły o tym nagromadzone wokół akcesoria. Rozpoznawał je bezbłędnie, bo towarzyszyły mu nieprzerwanie od kilkunastu lat. Poruszył się na kozetce i rozejrzał wokół. Jego świta była jak zwykle obecna, ale miny mieli chłopcy nietęgie. Domyślał się, że to on jest tego przyczyną. Po głowie snuła mu się cały czas myśl, że zrozumiał coś bardzo ważnego, tylko ani rusz nie mógł sobie przypomnieć, co to takiego było. Im bardziej wysilał pamięć, tym bardziej czuł, że się od rozwiązania oddala. Po chwilowym, daremnym wysiłku dał. za wygraną. Nie pytał o nic. Leżał i czekał, aż mu sami powiedzą.