Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 15 из 44

– Nie rozczulaj się, Joh

Spojrzał z nienawiścią na Conrada. Postanowił, że kiedyś go zabije. Za ten jeden żart powtarzany z uporem od iluś tam lat. Zabije go, jak również kierowcę Sama, który od czternastu lat wita go niezmie

Śniadanie było rzeczywiście znakomite. Widocznie przywieziono je z pałacu prezydenckiego. Wszystko z konserw, prócz chleba. Była szynka, masło, jajecznica, sok pomarańczowy i ananasy. Pomyślał sobie, że są to właśnie te zapasy wojskowe, których brakowało w schronach, a które przeżera teraz Prezydent i jego zgraja. Armii nie ma, Szef Intendentury ograbia więc własną instytucję!

Do diabła z nimi! Wraz z upływem lat coraz mniej obchodziły go i oburzały ich draństwa, ambicje i wygórowane apetyty. A swoją drogą gdyby częściej miał takie żarcie, to świat wydawałby mu się bardziej znośny.

Otarł usta.

– Kiedy pojedziemy do pałacu?

– Tak ci spieszno, Joh

– To już coś! – pomyślał z ulgą. – Całe jego pieprzenie funta kłaków niewarte! Ale urlop? Proszę bardzo.

Przygotowanie było standardowe. Po kąpieli autostrzykawka zamigotała w powietrzu i bijąc w jego ciało krótkimi impulsami, nafaszerowała go niezliczoną ilością środków farmakologicznych, mających za zadanie utrzymać jego buksujący coraz częściej organizm w jakiej takiej kondycji. Właściwie już wszystko w jego wnętrzu wymagało stymulacji: począwszy od mózgu i układu nerwowego, któremu trzeba było zapewnić równowagę chemiczną, a Joh

Było to zrozumiałe zważywszy, że jego norma wynosiła pięć wizyt dzie

Dawniej miał marzenie: czekał na chwilę, kiedy pierwsi jego synowie osiągną wiek, w którym ustawowo staną się zdolni do prokreacji. Wtedy on, Joh

– Gotowe, Joh

Ocknął się z zamyślenia. Umyty, uczesany, natarty jakimś świństwem mającym podtrzymać dawno nie istniejącą elastyczność skóry, podkolorowany, wyretuszowany, polakierowany niemal i skropiony jakimiś pachnidłami wyglądał o całe niebo lepiej niż zaraz po przebudzeniu. Przedtem wyglądał jak trup, a teraz jak żywy trup. I takie też mniej więcej było jego samopoczucie.

– Frankenstein ci się kłania – powiedział do lustra i wyszczerzył zęby.

Poczekał chwilę, czy nie padnie nieśmiertelny kawał o tym, jak bardzo mimo wszystko jest pożądany, ale nie usłyszał go. Doktor Conrad wyznawał widocznie zasadę, że co za dużo to niezdrowo i ten sam dowcip opowiadał tylko raz na dwa dni.

Westchnął i począł się ubierać. Po chwili był gotów. W asyście czterech mężczyzn – dwóch lekarzy i dwóch sanitariuszy do specjalnych poruczeń – wyszedł przed dom. Willa, którą mu przydzielono czternaście lat temu, leżała na uboczu. Nie wiedział, czy działo się to samoistnie, czy też administracyjnie zakazano osiedlania się w jego sąsiedztwie. Prezydentowi zależało na tym, aby Procreatorzy pozostawali w zasadzie nie znani.

Oczywiście, tysiące ludzi, przede wszystkim kobiet, widziało ich, ale niewielu tylko wiedziało, gdzie mieszkają i jak żyją. Miało to uchronić Joh

Joh

Ustawa Ciążowa mówiła także o tym. co czeka kobietę pragnącą się pozbyć płodu. Jej los, jak łatwo się domyślić, nie był godny pozazdroszczenia. Kara, jaka ją spotykała, była zrozumiała, jeśli zważyć, ile i

Joh

Jeżeli je poniżał, to siebie w dwójnasób.

Sam wyprowadził z garażu samochód i,podjechał przed dom. Wsiedli. Wóz był duży i stary. Dwaj lekarze ulokowali się z przodu obok kierowcy, a Joh

– Jak się spało, Joh

Joh

Dawniej, na samym początku ich znajomości, kierowca usiłował wyciągnąć go na zwierzenia, prowokował do opowiadania i sam się wywnętrzał. Często dawał Joh

Dla Sama właśnie to, od czego Procreator odżegnywał się tak gorąco, było kwintesencją męskości, szczytem marzeń i rzeczą ze wszech miar godną pożądania. Jeżeli do niego dotarło cokolwiek z duchowych rozterek Joh