Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 47 из 66

Miesiąc minął i nic się nie działo. Sadowski, zapytany na sianokosach o swoje przewidywania na przyszłość, rozłożył na trawie parę patyków, dwa wiechcie siana i garstkę różnokolorowych jagód i rozpoczął interesujący wykład. Jego zdaniem decydujące były pierwsze cztery tygodnie walk. Słuchając oficjalnych komunikatów sowieckich, należało mieć przed oczyma pamięci mapę Rosji i zadawać sobie pytanie, w jakim tempie posuwa się naprzód pochód niemiecki. Jeżeli w bardzo szybkim – to źle, jeżeli w przeciętnie szybkim – to nic groźnego. Klęska Rosji byłaby bowiem możliwa tylko w wypadku, gdyby porażkom na froncie towarzyszyły oznaki wewnętrznego rozkładu na tyłach. Otóż jedynie Armia Czerwona, cofająca się w takim popłochu i tempie, że musiałyby ją powstrzymywać przytknięte do pleców bagnety wojsk NKWD, mogłaby – wzięta w dwa ognie – obrócić się przeciwko swym rodzimym prześladowcom i zapoczątkować wojnę domową w Rosji. Nic podobnego nie wchodziło w grę. Wojska sowieckie cofały się we względnym porządku („w organizowa

Przyjąłem ten pogląd za swój, wydał mi się bowiem logiczny, w mojej sytuacji osobistej natomiast zaszły od czasu podpisania paktu polsko-sowieckiego i ogłoszenia amnestii dla więźniów polskich w Rosji zasadnicze zmiany. Mogłem już teraz pragnąć klęski sowieckiej tylko dla zaspokojenia uczucia zemsty; nie dyktował mi jej zaś ani zdrowy rozsądek, ani uczucia, jakie żywiłem dla Niemców. Znalazłem się tedy wśród 15 do 20 najwyżej więźniów na dwa tysiące w Jercewie, którzy na przekór trwającym jeszcze ciągle klęskom sowieckim na froncie wschodnim mieli odwagę twierdzić, że Rosja nie ulegnie. Miałem też za to później – jak się dalej okaże – drogo zapłacić w… Trzecim Oddziale NKWD obozów kargo-polskich.

Sytuacja nas, Polaków, zmieniła się po pakcie Sikorski-Majski i amnestii w sposób aż nadto widoczny. Przed wybuchem wojny rosyjsko-niemieckiej uważano nas za,,antigiermanskich faszystów” i tchórzów, od końca czerwca do końca lipca za proniemieckich faszystów i nie takich znowu tchórzów, w pierwszych dniach sierpnia za bojowników wolności i sojuszników. Nasz nowy konwojent z 57. brygady, który – jak mi mówiono – nie szczędził dawniej Polakom obraźliwych wymówek za klęskę wrześniową i „porywanie się z motyką na słońce”, poklepał mnie na wieść o amnestii po ramieniu i rzekł:

,,Mołodiec, budiem wmiestie bit' Giermancew”. Nie w smak mi było to nagłe zbratanie z dwóch względów: po pierwsze więzień nie przebacza nigdy swemu dozorcy, a po drugie obracało ono przeciwko mnie współtowarzyszów niewoli, którzy nie urodzili się na swoje nieszczęście Polakami, lecz do których przywiązałem się był wielokrotnie głębiej i serdeczniej niż do własnych rodaków. Po amnestii bowiem Rosjanie i cudzoziemcy odsunęli się od Polaków z niechęcią, uważając ich odtąd za przyszłych współuczestników w złowrogim dziele obrony więzień i obozów sowieckich.

W grudniu 1941 roku Stalin przemówił po raz drugi. Nie zapomnę nigdy tego twardego głosu, tych słów wybijanych jak gdyby kamie

Takie jest (być może, nieco za szerokie) tło polityczne wypadku, jaki rozegrał się w pierwszych dniach lipca 1941 roku w baraku technicznym w Jercewie. Nazwa,,barak techniczny” wymaga jednak również krótkiego choćby wyjaśnienia. Mieścił się on w Jercewie na zakręcie ścieżki prowadzącej z naszego baraku na wartownię i zamieszkany był wyłącznie przez więźniów, zatrudnionych w obozie według kwalifikacji zawodowych z wolności. Wśród szczęśliwych wybrańców losu przeważali inżynierowie i technicy z wyższym wykształceniem, ale nie brakło też paru humanistów, którzy w drodze wyjątku mieli prawo piastować podrzędne stanowiska w dziale administracji i gospodarki obozowej. Piszę „wybrańcy losu”, bo przydział do grupy technicznej dawał pewne przywileje mieszkaniowe, odzieżowe i żywnościowie, których pozbawieni byli – rzecz jasna – ludzie z wyższym wykształceniem, odesłani z braku odpowiednich wakansów do ogólnych baraków i na ogólne roboty. Barak techniczny urządzony był znacznie przyzwoiciej niż wszystkie i

Miałem w baraku technicznym wielu znajomych. Dystyngowany inżynier hydrolog o twarzy starego arystokraty angielskiego. Pienin, wypytywał mnie często z sympatią o stosunki panujące w Polsce; z wiedeńczykiem, inżynierem Weltma