Страница 17 из 66
W lutym 1941 roku spotkałem w „pieriesylnym” trzech Niemców, którzy od reszty mieszkańców odróżniali się pewną odruchową wyniosłością gestów i stosunkowo przyzwoitym ubraniem europejskim. Najniższy przy tym – tęgi brunet o szerokiej twarzy i świdrujących oczkach, krępy i zwalisty jak kloc – nosił na głowie czarny berecik z ogonkiem, wysoki i barczysty blondyn miał zawiązany pod szyją szalik sportowy, a szczupły młodzieniaszek o pociągłej i inteligentnej twarzy nie rozstawał się z podkutymi butami narciarskimi. Razem więc posiadali coś w rodzaju zdekompletowanego stroju turystycznego i istotnie na pierwszy rzut oka mogli uchodzić za trójkę bezrobotnych inteligentów w schronisku wysokogórskim. Jakież tedy było moje zdziwienie, gdy się później okazało, że tylko młodziutki Stefan studiował na uniwersytecie w Hamburgu, a pozostali dwaj – rosły Hans i przysadzisty Otto – pracowali w warsztatach mechanicznych w Disseldorfie. Zaczęliśmy rozmowę po rosyjsku (wszyscy trzej posługiwali się z trudem topornym i przeraźliwie niemelodyjnym rosyjskim ze sporą domieszką ukraińskiego), ale po paru minutach przeszliśmy na niemiecki i wdrapałem się do nich na górną pryczę, żeby się lepiej odgrodzić od huczącej w baraku czarnej giełdy.
Wszyscy trzej należeli przed puczem hitlerowskim do niemieckiej partii komunistycznej, ale nie znali się nawzajem, mimo że Hans i Otto pracowali przecież w tym samym mieście. Po pożarze Reichstagu partia, przeżarta prowokacją i rozkładająca się na oczach milionów własnych członków, wysłała ich za granicę; cel ucieczki mógł być tylko jeden – przybrana ojczyzna Dymitrowa, w owym czasie także przybrana ojczyzna wszystkich komunistów świata. Szli do niej różnymi drogami: Hans przez Danię, Szwecję i Finlandię, Stefan i Otto przez Paryż, Włochy i Bałkany. Przerzucani gładko z kraju do kraju, podziwiali sprawność europejskich organizacji komunistycznych, a w czasie długich godzin nocnych, spędzanych na coraz to nowych kwaterach, śnili na jawie pospołu z przygodnie napotykanymi towarzyszami obraz ojczyzny proletariatu światowego taki, jakim go pamiętali z ilustrowanej bibuły partyjnej i opowiadań wysła
Otto i Hans spotkali się w roku 1936 w charkowskiej fabryce maszyn, Stefan zaś próbował w tym czasie studiować w Kijowie. Ich pierwsze wrażenia nie były podobne do marzeń ze szkółek niedzielnych, ale wiele jeszcze rozczarowań można było wówczas położyć na karb pierwszych przeszkód w aklimatyzacji i nieśmiertelnego okrążenia kapitalistycznego. Otto i Hans pracowali ciężko, zarabiali nieźle i mieszkali znośnie, a wieczorami – gdy poznali już na tyle język – rozkoszowali się w świetlicy fabrycznej wysokim poziomem referatów z „politgramoty”. Pierwsze próby odżywek w „swobodnej dyskusji” ostudziły nieco ich zapał; Otto wymykał się teraz często po pracy na piwo i bilard, a Hans zaczął odprowadzać do domu młodą robotnicę ukraińską. Co ich obu w tych „swobodnych dyskusjach” uderzyło i zaskoczyło, to kłamstwa, jakie głoszono nieusta
Nadszedł wreszcie pamiętny rok trzydziesty siódmy. Wielka Czystka zbliżała się jak nadciągająca burza, lecz wyładowywała się na razie krótkimi spięciami błyskawic i dalekim odgłosem gromów za siedmioma górami i rzekami. Nie dawano wiary dziwnym pogłoskom, sprzecznym wiadomościom i tajemniczym listom z Moskwy lub Leningradu. Wezbrana fala przerwała jednak wreszcie stawidła rosyjskiego upustu i wdarła się z ogłuszającym hukiem na Ukrainę, zabierając po drodze kogo popadło, jak powódź unosząca dachy, belki stropów i wiązań, puste ramy okie
Śledztwo było monoto
Była to już chyba pierwsza połowa września, bo dozorca donosił im codzie