Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 16 из 66

Był za słaby, by zrozumieć wszystko. Ale był jeszcze niestety dość silny, by zrozumieć tyle, ile potrzeba do powolnej, dławiącej za gardło śmierci.

Przed nią zaś, jak ostatni sakrament, chciał wziąć na siebie zbrodnię, której nie popełnił, czyn, którego nie dokonał. Przez tyle długich lat nie wiedział, za co cierpi. Dziś zapragnął się przyznać, zapragnął się zmieścić w okrutnym i niezrozumiałym wyroku losu, który mu przedłożono do podpisu siedem lat temu. Broniąc się przed nieznaną przyszłością, szamocąc się w sidłach teraźniejszości, ratyfikował nałożoną nań przeszłość. Aby choć na chwilę przed skonem uratować jeszcze poczucie realności i wartości swego gasnącego istnienia.

Drei Kameraden

Wieczorami, jeżeli miałem całkowitą pewność, że brygada nie zostanie w nocy wezwana na bazę, zachodziłem często do małego baraku obok wartowni, który zwano „pieriesylnym”. Spędzali w nim zawsze parę nocy w oczekiwaniu na etap przybysze z więzień, którym niełaskawy los nie pozwolił zostać w Jercewie. Droga od nas prowadziła na wszystkie „łagpunkty”, ale wśród wymienianych spotykało się najczęściej Drugą Aleksiejewkę, mały obóz karny bez dna, tyle doń szło etapami więźniów, nigdy już nie wracając. Raz tylko, po amnestii, spotkałem w „pieriesylnym” dawnego towarzysza z więzienia grodzieńskiego, sympatycznego robotnika-trockistę z Warszawy, Andrzeja K., gdy wracał przez Jercewo na wolność. Z tego, co półsłówkami i bardzo niechętnie opowiadał, wynikało, że Aleksiejewka nastawiona jest wyłącznie na wyrąb lasu i nie ma ani w połowie takich warunków jak Jercewo. Porzucona w sercu puszczy archangielskiej, z dala od osiedli ludzkich i o kilkadziesiąt kilometrów od najbliższej linii kolejowej (nie licząc wewnętrznego toru, którym szła żywność z bazy w Jercewie), zdana jest wyłącznie na łaskę zwyrodniałego naczelnika-enkawudzisty i jego ścisłego sztabu. Więźniowie żyją tam w półzawalonych i zaciekających wiecznie barakach, nie są w stanie przekroczyć „drugiego kotła” (500 gramów chleba i dwie porcje rzadkiej zupy), otrzymują tylko zupełnie znoszone i podarte ubrania, pracują w lesie trzynaście zamiast dwunastu godzin, czekają na uroczystą proklamację wolnego dnia niekiedy po dwa lub trzy miesiące i z braku należytego pomieszczenia na szpital odchodzą w razie choroby wprost do „trupiarni”. Jedynie w lipcu i sierpniu – w okresie, gdy nie kończąca się zima północna wybucha nagle krótkim, ale upalnym latem – bagniste poręby leśne otwierają przed chorymi na szkorbut nędzarzami bogactwo jagód, cierpkich jarzębin i grzybów, a ziemiste twarze, pokryte skorupą brudu, i zaropiałe oczy, w których tli się jeszcze iskierka życia, wznoszą się z wdzięcznością i nową nadzieją ku słońcu. Aleksiejewka jest „łagpunktem sztrafhym” tylko z nazwy. W gruncie rzeczy spędzono do niej, jak ławicę szprotek do sieci, więźniów cudzoziemskich, którzy nic jeszcze nie zdążyli zawinić w obozie, w tej liczbie lumpenproletariat z dzielnicy północnej w Warszawie, zbiegły tu przez świętą rzekę Bug z hitlerowskiego piekła do sowieckiego raju. Ci wyrobnicy, kamasznicy, chałupnicy i pokątni wózkarze żydowscy marli w Aleksiejewce jak muchy i Andrzej widział ich nieraz wygrzebujących ze śmietnika zgniłe liście kapusty lub oskrobiny z kartofli. Toteż w „karnym łagpunkcie” wybuchały ciągle bunty i one to dopiero pozwalały ex post zalegalizować istniejący od dawna stan rzeczy. Tłumiono je bezkrwawo, wstrzymując na parę dni wydawanie racji więzie

Do baraku „pieriesylnego” schodziło się z drewnianej ścieżki w dół, po paru wyrąbanych w śniegu schodkach, które od ciągłego stąpania przybrały kolor zabłoconej podłogi w sionce; był ciemny, brudny, bez wody i „chwoi” – i znacznie niższy od i

Barak tranzytowy spełniał również w naszym obozie rolę Instytutu Badania Koniunktur Politycznych z żywymi wskazaniami cen pracy niewolniczej i odchyleń ideologicznych w postaci napływających fal więźniów. I tak – wedle opowiadań moich towarzyszy – w roku 1939 gościł on resztki dogorywającej już Wielkiej Czystki, dobierane chaotycznie i bezplanowo. Rok 1940 był świadkiem rytmicznych przypływów Polaków, Ukraińców, Białorusinów i Żydów ze wschodniej Polski oraz Bałtów i Ukraińców z Rusi Zakarpackiej. W roku 1941 przyszły pierwsze transporty Finów i krasnoarmiejców z „finskogo plena”, którzy prosto przez umajoną bramę tryumfalną w Leningradzie z napisem „Rodina pozdrawlajet swoich gierojew” i w takt marsza Budio