Страница 62 из 69
– Czyżbym dożył końca świata? – przemknęło przez głowę Bo
Nie indagowany przez nikogo opuścił gmach, doszedł do rogu. gdzie nieświadomy zbliżającego się Końca kioskarz sprzedawał być może ostatnie hotdogi świata. Tam zaczekał. Nie upłynął kwadrans, a z przerzuconą przez ramię marynarką Levecque opuścił gmach z definicji broniącej prawa i porządku. Twarz mu promieniała, co wskazywało, że jeśli nawet nadchodził Wielki End, pewne kategorie łajdaków nie musiały się go obawiać. Levecque skręcił do małego bistra. Bo
– Co się dzieje? – spytał Marcel.
– Podobno Kubańczycy lądują – flegmatycznie odpowiedział barman – chce pan z tej okazji cuba librę?
Ekskomisarz podziękował za ten skądinąd niezły cocktail. Szukał Levecque'a. Nie było to trudne. Drobne, wręcz dziecięce buciki, widać było pod przykrótkimi drzwiami kabiny telefonicznej. Odbezpieczył broń i szarpnął drzwiczki. Ekspert nie zdążył się jeszcze z nikim połączyć. Na widok Bo
– Słuchaj, wszystko ci wyjaśnię… – wybełkotał.
Marcel wbił mu lufę między brodę a grdykę. Najmniejszy ruch lub gest spowodować mógł tylko jedno: zwolnienie języka spustowego.
– Mów, co się dzieje! Krótko.
– Wyjdźmy stąd. tego nie da się powiedzieć w dwóch słowach.
– Powtarzam: mów. co się dzieje, i natychmiast dzwonimy do Admirała.
– Jest już. chyba za późno. Zaczęło się!
– Co z tą Californią"!
– Na pokładzie są ludzie De
– Co za emitor?
– Wysyła promienie… Promienie kappa, powodujące neutralizację reakcji rozszczepialnych… Wiązka promieni zmienia elektrownie, wyrzutnie w bezużyteczny szmelc. To się już zaczęło i nie można, nie trzeba, przeszkadzać!
– A co będzie potem?
– Pozostanie tylko jeden uzbrojony punkt, dzięki niemu będą… będziemy mieli pełną kontrolę nad światem. Ty też możesz pójść z nami…
– Co to za miejsce?
– Nie… nie wiem!
Mógł nie wiedzieć. Bo
Zderzyli się wzrokiem.
– Nie możesz mnie zabić, Bo
Dziwny chłód przeniknął całe jestestwo eks-komisarza. Ciasna, telefoniczna kabina przypominała szafę, w której schroniła się uciekająca przed pościgiem Paulina. Miejsce, w którym zginęła.
– Nie jesteś mordercą, jesteś sprawiedliwy! – gorączkowo mamrotał Levecque wyczuwając rozterkę starego policjanta.
Od drzwi bistra dobiegł rumor. Na ulicy jęczała syrena policyjna. Potem zabrzmiał pełen służbistości głos miejscowego inspektora.
– Poddaj się Bo
– Wypuść mnie – powiedział trochę pewniejszym tonem Levecque.
– Jutro pomogę ci wyplątać się z tej kabały…
Może gdyby się nie uśmiechnął. Może gdyby nie pogardliwy ruch kącików warg, Bo
– Nie! – zawył ekspert odgadując wyrok.
Padł strzał. Jeden. Więcej nie było potrzeby. Zresztą nie istniała taka możliwość. W ekipie inspektora znalazł się ktoś narwany. Seria z automatu przestebnowała drewniane drzwi kabiny. – Jak Paulina! – ostatnia myśl błysnęła w umyśle Marcela Bo
Końcówka
Los nie jest mimo wszystko tak okrutny jak Will Szekspir. Wkraczając w okres personalnej kośby z góry pragnę uprzedzić, że przynajmniej część bohaterów opowieści pozostanie przy życiu – choćby na jakiś czas – i nasza historia nie skończy się jak owe dramaty krwistego Anglika, które przeżywają zazwyczaj jedynie sufler i inspicjent.
Miał rację ojciec Jana Pawłowskiego – stawiający przypadek wśród sprawczych demonów władających historią. Przecież gdyby Człowiek-Cytryna przeżył, Levecque się dodzwonił, a Ziegler nie zaskoczył w alkoholiczny ciąg, losy naszego globu potoczyłyby się najprawdopodobniej zupełnie inaczej.
Chociaż jeszcze teraz wszystko mogło się odwrócić, ciąg dalszy zależał od obrotów zdarzeń w ciasnych komorach Californii, na zaniedbanej florydzkiej farmie i wśród potarganych przez tsunami kokosowych palm Oceanii.
Najpierw pomyślał, że wszystko jest stracone, że od początku Rosę Higgins przejrzała ich grę. Śmieszne, cały czas obawiał się Patty… a tymczasem Rosę… Gdzie ona może być? Może w wahadłowcu odbija już od stacji. Może komunikuje się z NASA, żądając natychmiastowego zniszczenia obiektu. David ruszył ciężko w stronę kabiny nawigacyjnej, gdzie za kwadrans czekał go seans łączności z Ziemią.
Doktor Higgins wpadła na niego w korytarzu, uśmiechnięta, dobroduszna, nie podejrzewająca niczego.
– Gdzie byłaś? – rzucił, odrobinę zbyt napastliwie.
– Zwiedzałam tutejsze toalety. Komfort!
– Jeff i Patty są zajęci przy usterkach, mamy we dwójkę zająć się seansem łączności – powiedział poważnie.
– W porządku – uśmiechnęła się. Swoją drogą, tu w kosmosie wszystko niby jest takie same, a wydaje się i
– Na przykład?
– Przysięgłabym, że jesteś swoim własnym bratem bliźniakiem… i jakoś inaczej słyszę twój głos.
Nic nie odpowiedział. Po seansie trzeba będzie ją jakoś uciszyć. Okropne – stosować przemoc fizyczną wobec kobiet!
Farmę De
– W porządku – mówił wycierając stara
– Mija trzecia godzina – powiedział Le
– A co potem? – zapytała Tamara.
Nasza kosmiczna ekipa przesiądzie się na wahadłowiec i wróci na Ziemię.
– Pozostawiając na Californii emitor…? dopytuje się dziewczyna.
– Nie, to by było związane ze zbyt dużym ryzykiem, ktoś niepowołany prędzej czy później mógłby chcieć dobrać się do niego i zlikwidować nasz pływający arsenał. Emitor zostanie automatycznie wyrzucony w przestrzeń kosmiczną i tam zdetonowany…
De
Ciekawe, czy jest tam panika? Przecież na skutek makroawarii energetycznych amerykański i europejski system gospodarczy właściwie nie istnieje. Nagłe wyłączenie siłowni atomowych wywołało zawał przeciążonych łącz. W sumie szok najlepiej zniosły zapóźnione kraje Trzeciego Świata pozbawione energetyki jądrowej. Dodatkowe eksplozje, dokonywane tu i ówdzie przez bojowników Ziu Donga, wywołały powszechną panikę.
Czy mogli już zorientować się, co się dzieje? W pierwszych dwóch godzinach zapewne panowało przekonanie o sabotażu w paru siłowniach, ponieważ wysiadła znaczna część telekomunikacji, trudno było nawet zbierać dane.
Tymczasem Lee Grant doniósł, że u schyłku trzeciej godziny zdano sobie wreszcie sprawę z uniwersalnego charakteru wydarzeń. Z rezydencji w Camp David wysyłano rozpaczliwe monity do naukowców. Pentagon szukał swych ekspertów, a CIA ścigało swego szefa, który nieświadom niczego ze swoją młodą sekretarką wybrał się na ryby. Tymczasem napływały niepokojące sygnały z baz – przestały działać reaktory lotniskowców i atomowych łodzi podwodnych.