Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 60 из 69

Z notatek doktora

Kiedy Bo

Rozsunęły się drzwi. Zawahałem się…

W hali recepcyjnej znacznie trudniej byłoby mówić o spokoju.

W drzwiach zewnętrznych dostrzegłem dwie rosłe sylwetki mundurowych policjantów, przy recepcji czaili się z wydobytą bronią w ręku detektywi hotelowi. Wyjść, nie wyjść?

Wyszedłem. Jeden z ubranych po cywilnemu drabów obszukał mnie i kazał dobić do grupy, która mocno przerażona okupowała fotele w kącie holu. Czekaliśmy. Z minuty na minutę przybywały kolejne fale glin. W dziesięć minut potem dojrzałem i bohaterów spektaklu. Bo

– Proszę mnie przepuścić, mój status dyplomatyczny… – tuż obok siebie usłyszałem wypowiedziane dość apodyktycznie zdanie. Mówiącym był szczupły, wysoki Murzyn, którego miałem już nieprzyjemność poznać. Red Gardiner… Wydawał się nie zwracać uwagi na panujące zamieszanie. Skutecznie docisnął się do recepcji.

– Chciałem prosić o podstawienie mojego wozu. Pod wyjście B – powiedział.

– Naturalnie -uśmiechnęła się recepcjonistka. Podniosła słuchawkę, wcisnęła trzycyfrowy numer.

– Pico, chevrolet pana Gardinera… Tak za pięć minut… Za chwileczkę będzie – posłała Murzynowi czarujący służbowy uśmiech.

Po co właściwie ja to wówczas usłyszałem?

Spięcia ciąg dalszy

Zarówno Levecque'owi jak i Bo

Marcel znajdował się w gorszej sytuacji. Bez służbowej legitymacji, bez pełnomocnictw, eks-komisarz na wakacjach, trudniej mógł przekonać o swych czystych intencjach. Ale znajomość kryptonimu Admirała i parę ce

– Władze, władze… skąd mamy ci znaleźć władzę w samo południe wielkanocne? – burczał pakujący go za kratki sierżant.

– Ale to kwestia o znaczeniu światowym, to być albo nie być…

– Być albo nie być, fajnie powiedziane…

De

– Tego tylko brakowało! – jęknął Le

– Niech Barbara przejmie dowództwo. Reszta bez zmian. Over!

Śniadoskóry Pico wyprowadził opalizującego, kuloodpornego chevroleta. Red Gardiner rzucił parę dolarów napiwku i siadł przy kierownicy. Trochę śpieszył się. Wystartował z piskiem opon i w ciągu kilkudziesięciu minut wydostał się na Federal Highway, przy pierwszym parkingu zwolnił. Oczekiwała tam niezwykle malownicza grupa kolorowych autostopowiczów reprezentujących parę odcieni czerni. Red szerokim gestem zaprosił ich do środka, co spotkało się z ich żywiołowym zrozumieniem. Dwóch pasażerów należało do ciekawego rodzaju osobników, którym za samą twarz dają dożywocie w Sing-Sing, trzeci – odbijał korzystnie od nich schludnością ubioru i gładkością twarzy. Gardiner znał go od dawna, ich związki jednak nie przekraczały dotąd ram luźnej współpracy. Teraz jednak przyszła pora na mocniejsze zadzierzgnięcie więzów przyjaźni.

– Cieszę się, że zdecydowałeś się, Raul.

– I ja też. Mam nadzieję na kawał dobrej, mokrej roboty – odpowiedział kapitan Bongote.

Hammersmith, czy jak kto woli Silvestri, zajął się przeglądem urządzeń elektronicznych laboratorium kosmicznego. Obiecał przecież usunięcie awarii dźwięku. W istocie chodziło o wypakowanie emitora z luku bagażowego, podłączenie go do zasilania i wreszcie rozruch. W tym czasie, zgodnie z harmonogramem, pa

Zaniepokojony odszukał Silvestriego. Cybernetyk wydobył już emitor i wspólnie przetaszczyli go do dolnej kabiny, z której przenikliwe promienie mogły razić całą planetę. Aldo zasiadł przy pulpicie. Sprawnie odblokował systemy zabezpieczające. Na dużym monitorze zapłonął kontur Ziemi. Po kolejnych czy

– Czy Ziemia nie może zorientować się w naszych manewrach? – zapytał David.

– Puściłem im transmisyjną fałszywkę, zresztą Lee Grant trwa na posterunku. Ty pilnuj kobiet. Ja zaczynam…

– Co wy tu robicie? – na progu kabiny pojawiła się drobna sylwetka Patty Blum.

– Nie powi

– Zauważyłam niezgodność w aparaturze, sygnał wychodzący nie zgadza się z nadawanym… Ale co wy tu robicie? Uruchomiliście Zespół Delta! To przecież zabronione.

Dass musiał działać. Brzydził się przemocą, ale uciszenie Patrycji, której głos podniósł się do krzyku, stawało się koniecznością.

– Zobacz co z tą drugą? – mruknął cybernetyk nie zaprzestając programowania.

Dass skinął głową i pozostawiając ogłuszoną kobietę na podłodze, wybiegł z kabiny.

– Rozpoczynamy! – gonił go radosny głos Silvestriego.

– Jak? – Lion Groner zmierzył Maggi czujnym spojrzeniem.

– Pijany. To znaczy utrzymuje, że jest gotów do akcji, ale co chwila żąda “kropelki", przynajmniej piwa. Czerwienieje, poci się… ciekawe, wystarczy, że przełknie łyk, staje się prawie normalny…

– Znam te reakcje. Co na to Kitajce?

– Wang jest przerażony. Łączył się z De

– Świetnie. Moi ludzie przybędą tu za dwie, trzy godziny.

– Późno.

– Bardzo wcześnie! Nie można było wynająć samolotu zanim nie dowiedzieliśmy się, że celem akcji jest atol Raronga i Mątwa 16. Zresztą i tak musimy czekać na sygnał, że operacja się zaczęła.