Страница 59 из 69
Do tej pory nie wiem jak to się stało, że uczestniczyłem w dalszych wydarzeniach, może zresztą Bo
Z Miami International Airport przejechaliśmy do pobliskiego Miami Springs, a stamtąd, już z Bo
Pod hotel Plazza zajechaliśmy od tyłu. Obaj starsi panowie zdradzali duże podniecenie, choć pokrywali je oschłością profesjonalistów. Nie zatrzymani przez nikogo weszliśmy wejściem dla personelu, a następnie windą towarową wjechaliśmy na szóste piętro. Bo
Nadinspektor Steincr leżał na podłodze. Z twarzą na odgiętej wykładzinie, przy wydłubanym otworze, ze stetoskopem w uszach i z. kościstymi palcami zaciśniętymi na długopisie. Na leżącej kartce widać było kilka niewyraźnie skreślonych słów. Miałem potem w ręku tę kartkę…
“Zawał… Losy Świata. Departament Stanu. Zniszczyć: California, Oni…" potem był już tylko nieczytelny zakrętas. – Zabili go? – spytałem z lękiem.
– Trzeci zawał. Ostrzegałem Steinera przed nadmiernymi wzruszeniami, ale zbywał to żartem, wprost palił się do akcji – odparł Bo
Naraz Welman poderwał się na równe nogi.
– Wychodzą!
Bo
– Ty zostań!
Posłuchałem ich. Ale na bardzo krótko.
Spięcie
Levecque ubierał się. Właściwie nie wiedział, czy jest to jeszcze potrzebna czy
A co zyskiwał mówiąc prawdę? Vick w ciągu pięciu minut połączy się ze stałym łącznikiem. Po piętnastu minutach o wszystkim będzie wiedziała Kwatera Naczelna Mocodawców. Znajdą sposób aby zestrzelić Californię, zanim ta na dobre rozpocznie swoje dzieło… A jeśli nawet nie zniszczą? Profilaktyczne zbombardowanie atolu Raronga – miał meldunek, że Groner jest u celu – wystarczy, by Ziemia pozostała, bez broni wprawdzie, ale za to ze spuszczonymi z łańcucha armiami konwencjonalnymi. Jeszcze gorzej stałoby się, gdyby mocodawców skorciła perspektywa pójścia na gotowe. To znaczy poczekania, aż De
Pytanie: ile wie Vick? Co podejrzewa?
Gra na zwłokę. Tylko gra na zwłokę!
– To nie jest miejsce, abym mógł przekazać ci wszystko to, co wiem – powiedział wreszcie.
– Co proponujesz?
– Mój wóz. Jest w garażu. Sprawdzony, z generatorem antypodsłuchowym.
– Ostrzegam cię przed próbą pułapki. Sztab wie o mej misji. I nawet gdyby mi się coś stało, oni ci nie darują.
– Rozumiem Vick. Ale muszę mieć jakieś gwarancje, że zapomnicie…
– Masz moje słowo.
Ruszyli ku drzwiom. Pierwszy wyjrzał major. Korytarz świecił pustkami. Więc wyszli. Levecque przekręcił klucz w zamku, kiedy w drzwiach wyjścia awaryjnego i służbowej szafy wyrosły dwie sylwetki z wycelowaną bronią.
– Ręce do góry! Bo
Zdziwienie odbiło się na zwiędłej twarzy majora.
– Jednak żyjesz, Marcel.
– Żyję i zmuszony jestem pana aresztować!
– Nie masz takiego prawa!
– Zostanę rozgrzeszony post factum.
Na piersi Welmana kiwa się stetoskop, na garniturze widać kawałki betonu.
Vick kojarzy takty. Wszystko słyszeli.
– Co zamierzasz zrobić, Marcel?
– Skontaktować się z Admirałem.
– Wtedy będzie za późno – woła Levecque – Zieloni opanowali laboratorium California…
– Cooo?
Informacja jest prawdziwa, ale tak zdumiewająca, zarówno dla majora jak i dla obu emerytów, że na moment rozluźniają uwagę. Profesor, którego częściowo przysłonił major wykonuje gwałtowny skok, obala Bo
Marcel Bo
– Wychodził ktoś tędy? – rzuca Marcel. Przeczenie. Bo
Schody, dalej schody. Siódme piętro. Zza drzwi dolatuje jakiś krzyk i brzęk tłuczonych naczyń. A więc tam!
W połowie korytarza jego wzrok rejestruje przewrócony wózek śniadaniowy i spłoszoną kelnerkę, dalej – szczupłe plecy uciekającego mężczyzny.
– Stać! Stać! – krzyczy Bo
Mógłby strzelać, ale dziewczyna i wychylone z pokojów twarze ciekawskich znajdują się na linii ognia. Posapując więc biegnie dalej, z prędkością, która dałaby mu medal na Igrzyskach Olimpijskich Oldboyów.