Страница 59 из 62
Zostało napisane trochę wcześniej, dzięki jednej z tych niemożliwych do wyjaśnienia, dalekowzrocznych wycieczek w przyszłość, że pewnego dnia Mogueime w wodach zatoki mył zbroczone krwią dłonie i że odnaleziono dwóch zasztyletowanych żołnierzy z królewskiego obozu, którzy wzięli byli Ouroanę siłą. Wiedząc, z jaką zwi
Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, oto przepiękne przysłowie wyprzedzające wiele filozoficznych stwierdzeń i mądrze nas pouczające, że skazane na niepowodzenie są wszelkie próby oceny życiowych przypadków, jakby chodziło o oddzielanie ziarna od plew. Bał się nasz Mogueime utracić nadzieję zdobycia Ouroany, gdyby jakiś szlachcic powodowany kaprysem albo pychą, albo kto wie, uczuciem jeszcze poważniejszym, ale nietrwałym, zagarnął ją dla siebie przynajmniej na czas wojny. Nie zdarzyło się tak, i to było dobre, ale powód, za sprawą którego się to wydarzyło, był zły, ponieważ stało się publicznie wiadome, że ta samotna kobieta, nie będąc oficjalnie dziwką, sprzedawała swoje ciało zwykłym żołnierzom, z których dwóch zginęło w tajemniczych okolicznościach, co nie ma wprawdzie znaczenia dla tej historii, pozwoliło jednak, jak już wiemy, uspokoić panów, którzy nie zadowalają się resztkami i są wystarczająco przesądni, by nie kusić diabła, nawet jeśli objawia się on pod postacią tak wspaniałej kobiety. Pozostawiona więc sama sobie przez wszystkich, choć z przyczyn tak odmie
Mogueime wstał i zbliżył się do niej, sześć kroków, człowiek przechodzi wiele mil podczas całego życia i nie zyskuje w ten sposób nic poza zmęczeniem i ranami stóp, jeżeli nie duszy, a nadchodzi taki dzień, kiedy musi zrobić zaledwie sześć kroków, aby spotkać to, czego szuka, tutaj, podczas tego oblężenia Lizbony, tę kobietę, która klęczała i teraz wstała, żeby mnie powitać, ma mokre ręce, zmoczoną spódnicę i nie wiem, w jaki sposób znaleźliśmy się oboje w płytkiej wodzie, czuję delikatną pieszczotę strumienia na kostkach, chrzęst drobnych kamieni na dnie, jeden z giermków pojących muły rzucił kpiąco, Ej, człowieku, jakby mówił, Ej, byku, po czym zniknął, Mogueime nie słyszy, widzi tylko twarz Ouroany, wreszcie ją widzi, tak blisko, że mógłby jej dotknąć jak rozkwitłego kwiatu, w ciszy dotknąć jej tylko dwoma palcami prześlizgującymi się po policzkach i ustach, po brwiach, jedna, druga, przebiegając po ich łuku, a potem czoło i włosy, w końcu zapytał, już z dłonią na jej ramieniu, Chcesz od teraz zostać ze mną, i ona odpowiada, Tak, chcę, wtedy otworzyły się uszy Mogueime, wszystkie królewskie trąby zadęły na wiwat, jak to możliwe, że przy takiej donośności dźwięku nie przyłączyły się do nich trąby niebiańskie. Skończyła Ouroana prać bieliznę, bo przyjście obiecanego dnia nie oznacza, że możemy puścić w niepamięć obowiązki, podczas gdy Mogueime opowiadał jej historię swego życia, o krewnych nie, bo ich nie znał, a ona wręcz przeciwnie, o życiu po porwaniu nie opowiadała, a co do wcześniejszego, jest identyczne jak życie i
Maria Sara przyszła o obiecanej godzinie. Przyniosła trochę jedzenia, bardziej odpowiednie byłoby nazwanie go amunicją dla ust, przyszła wszak na wojnę, bardzo świadoma swej odpowiedzialności, Tak, pocałunek, dwa, trzy, ale nie rozpraszaj się, pracowałeś, więc pracuj dalej, czasu starczy na wszystko, nawet jeśli jest go mało, a my będziemy mieli dla siebie całe dwie noce i jeden dzień, to wieczność, pocałuj mnie tylko jeszcze jeden raz, a teraz usiądź, powiedz mi tylko, jak się rozwija historia, Mogueime i Ouroana już się spotkali, Mniej eufemistycznie, chcesz powiedzieć, że już poszli do łóżka, W pewien sposób, tak, Jak to w pewien sposób, Chodzi o to, że nie mieli łóżka, położyli się pod rozgwieżdżonym niebem, Co za szczęście, Ciepła noc, oni byli razem i wzbierał przypływ, Mam nadzieję, że zapisałeś to tymi słowami, Nie, nie zapisałem, ale jeszcze jest na to czas. Maria Sara wniosła pakunki, podczas gdy Raimundo Silva, stojąc, wpatrywał się w kartki, jakby podążał za i