Страница 51 из 62
Z balkonu almadeny almuadem słyszał straszliwy tumult, jakże odmie
Ta aluzja do psów Maurów, to znaczy do psów, które jeszcze wtedy współżyły z Maurami, choć jako zwierzęta nieczyste, i które już niebawem zaczną swoim mięsem karmić wycieńczone ciała wyznawców Allacha, rzeczona aluzja, jak już mówiliśmy, przywodzi na myśl Raimundowi Silvie psa ze schodów Świętego Kryspina, jeżeli, wręcz przeciwnie, to nie on właśnie posłużył jako pretekst do wprowadzenia alegorycznego obrazka z owym krótkim komentarzem na temat rozumu i instynktu. Niemal zawsze aby złapać tramwaj, Raimundo Silva idzie do Bramy Słońca, chociaż musi przebyć większą odległość, i wraca tą samą drogą. Gdybyśmy go zapytali, dlaczego to robi, odpowiedziałby, że prowadząc siedzący tryb życia, dobrze jest od czasu do czasu przejść się piechotą, lecz nie jest to do końca prawda, rzeczywiście Raimundo Silva chętnie zszedłby po stu trzydziestu czterech stopniach, oszczędzając czas i korzystając z sześćdziesięciu siedmiu zgięć i rozprostowań każdego kolana, gdyby męska próżność nie kazała mu również wdrapać się na górę po tychże schodach, narażając się na zmęczenie trapiące wszystkich, którzy tędy przechodzą, co pozwala mu zrozumieć, dlaczego na świecie jest tak mało alpinistów. Kompromisowym rozwiązaniem byłoby zejście aż do Bramy Żelaznej, a potem wybranie podejścia łagodniejszego, ale równałoby się to przyznaniu, że płuca i nogi już nie są takie jak kiedyś, stwierdzenie to zaledwie hipotetyczne, bo okres dziarskości w życiu Raimunda Silvy należy do i
Ułożeni w rzędzie, z nagimi stopami dotykającymi krawędzi błotnego wału, którego wilgoć i miękkość utrzymują przypływy oraz fale, zmarli pod spojrzeniami i przekleństwami zwycięskich Maurów czekają na załadunek. Zwłoka bierze się stąd, że transportowanych jest mniej niż ochotników, co mogłoby nas dziwić, skoro chodzi o zadanie tak ciężkie i ponure, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę spodziewaną rekompensatę w postaci odzieży, ale chodzi o to, że wszyscy ci ludzie naprawdę chcą popłynąć jako przewoźnicy i tragarze, bo obok cmentarza właśnie w ostatnich dniach zainstalowała się dzielnica rozrywki, dotąd koczujące w jarach i parowach kobiety czekały, aż się okaże, jak zakończy się ta wojna, czy Portugalczycy szybko uporają się z przeciwnikiem, czy też dojdzie do dłuższego oblężenia, wszystko na to teraz wskazuje, w takiej sytuacji należy urządzić się wygodniej, wybrać jakieś ocienione miejsce, bo dni są upalne, a i ciało się rozgrzewa od fizycznej pracy, powstało więc kilka chałup z gałęzi, jako łóżko wystarczy wiązka siana albo zielonej trawy, która z czasem zmieni się w proch i zmiesza się z prochem zmarłych. Nie potrzeba było wspinać się na szczyty erudycji, aby zauważyć, jak w tych średniowiecznych czasach, mimo oporu Kościoła wobec podobnych klasycznych zestawień, razem spacerowali Eros i Tanatos, w tym przypadku z Hermesem w charakterze pośrednika, bo nierzadko tymi samymi ubraniami zmarłych płacono za usługi kobiet, które u zarania sztuki i w początkach państwa jeszcze towarzyszyły szczerze i radośnie transportom klientów. Wobec tego nie będzie już nas dziwić licytacja, Ja pojadę, ja pojadę, bo nie chodzi o współczucie dla poległych towarzyszy ani o ucieczkę na kilka godzin od walk frontowych, chodzi o nieugaszony apetyt ciała, zależny, któż by to pomyślał, od kaprysu, sympatii lub antypatii sierżanta.
A teraz przejdźmy się odrobinę wzdłuż tego rzędu zakrwawionych i brudnych ciał leżących ramię w ramię w oczekiwaniu na załadunek, niektórzy mają jeszcze otwarte oczy utkwione w niebie, i