Страница 50 из 62
Raimundo Silva uczynił przerwę, aby powiedzieć, Tu następuje paragraf opisujący nawrócenie się Guialda, jego krewnych i przyjaciół, oszczędzę pani lektury, ale nie można stracić końcowego ustępu, O, jak zawsze godna podziwu cnoto Antoniego, Ona sprawia, że Bestie stają się ludzkie, ku zaskoczeniu Ludzi, ona sprawia, że Ludzie przestają być dzikimi zwierzami, dzięki nauce Bestii. Skarżył się Dawid, że nierozumne stworzenia znały tylko stajnię, gdzie znajdują jadło, nie zważając na dłoń Pana, który czyni im dobro, jednakże przy tej okazji za sprawą Antoniego, zapominając o niewdzięczności natury, wzgardziła ta wdzięczna istota pożywieniem i stajnią, aby złożyć hołd prawdziwemu Panu, który dał jej życie i jadło. O, szczęśliwy Zwierzu, teraz dowiedzieliśmy się za twoją sprawą, że istnieją Bestie inteligentne, bo iluż ludzi stało się Bestiami, choć zostali ostrzeżeni. Pewnego razu w Betlejem przestałeś żuć słomę, aby przygarnąć Boga zrodzonego, teraz w Tuluzie przestajesz jeść owies, aby oddać hołd Bogu w Sakramencie. Zapomniałeś o słomie w Stajence, aby wielbić Dzieciątko objawione w piekarni, zapomniałeś o owsie, aby czcić Chrystusa skrytego w różnych rodzajach zboża. Gdybyś ty wiedział, jak bardzo zasługujesz na uznanie. Twój instynkt pewnie jest fantazją, ale wydaje się dyskursem, twoje pojmowanie nie jest myśleniem, ale zdaje się rozumieniem. Nie mając pamięci, zdaje się, że wiesz, co czcisz, nie mając woli, zdaje się, że wykazujesz uczucie wobec tego, co adorujesz, nie mając zdolności rozumienia, zdaje się, że odnajdujesz rozum w tym, co znasz. Dwa cuda sprawił Antoni, dokonując jednego. Sprawił, że twój bydlęcy instynkt wydał się rozumną myślą, bo złożyłeś hołd, sprawił, że twoja tępa żarłoczność wydała się pokutną abstynencją, bo nie jadłeś. Nie były to tylko te dwa zaskoczenia, bo więcej było nieoświeconych. Był Guialdo, ślepy na wiarę w tę tajemnicę, ułomny w Wierze, ale wiara, którą dał mu Antoni, przywróciła jego oczom nigdy nie wytropiony cud, wiarę, która zaraz poruszyła Guialdem w sposób nigdy wcześniej nie oglądany. Oto w jaki sposób jeden tylko czyn Antoniego sprawił trzy wspaniałe cuda, bo trzykrotnie większa była jego cnota w jedynej trzy krotności, bo trzy cuda w jego czynach odznaczyły się godną podziwu wielkością. Amen.
Raimundo Silva zamknął książkę ruchem kpiącej powagi i powtórzył, Amen, Amen jest w tekście, czy pan je dodał, zapytała Maria Sara, Taka oracja musi się zakończyć godnie, Co to za świat, w którym wierzono w takie rzeczy i wypisywano takie rzeczy, Ja powiedziałbym raczej, w którym takich rzeczy się nie wypisuje, ale się w nie wierzy, jeszcze dzisiaj, Rzeczywiście, jesteśmy szaleńcami, My dwoje, Mówiłam ogólnie o ludziach, Jestem z tych, dla których istota ludzka od zawsze jest chora psychicznie, Jak na komunał, to nie najgorzej, Może nie zabrzmi pani jak komunał moja hipoteza, że szaleństwo wynikło ze zderzenia człowieka z jego własną inteligencją, jeszcze nie udało nam się podnieść po tym wstrząsie, choć minęły trzy miliony lat, A według pana będzie coraz gorzej, Nie jestem wróżką, ale obawiam się, że tak. Poszedł położyć książkę na stole dokładnie w chwili, kiedy Maria Sara wstawała, stanęli naprzeciwko siebie, żadne z nich nie może uciec i nie chce tego. On przytrzymał ją za ramiona, pierwszy raz dotknął jej w taki sposób, ona uniosła głowę, bardzo mocno błyszczały jej oczy, odbijające światło lampki, i wyszeptała, Proszę nic nie mówić, ani jednego słowa, proszę nie mówić, że mnie pan lubi, że mnie pan kocha, proszę po prostu mnie pocałować. On trochę ją do siebie przysunął, ale nie tak blisko, by ich ciała się zetknęły, i nachylił się, żeby ustami dotknąć jej ust, najpierw tylko dotknął, delikatnie musnął, a potem, po chwili wahania, wargi rozchyliły się nieznacznie, nagle pocałunek, intensywny, pełen pożądania. Mario Saro, Mario Saro, szeptał, nie odważył się na i
Raimundo Silva niewiele zjadł na kolację, pisał do późna, a kiedy nadeszła pora snu, zdał sobie sprawę, że nie zdoła rozłożyć łóżka, położyć się w świeżej pościeli ani nawet zaburzyć harmonii poduszki. Wyjął z szafy dwa koce i zaniósł do saloniku, położył się na wąskiej kanapie i tam zasnął.
Zwykle uważa się za przejaw niedoścignionej odwagi pozwolenie skazanemu na śmierć, by wydał rozkaz do strzału plutonowi egzekucyjnemu, i nawet zdeklarowani pacyfiści albo najwięksi tchórze z pewnością choć raz w życiu śnili o takim pełnym chwały końcu, szczególnie jeśli przeżyłby ktoś, kto mógłby zaświadczyć o ich bohaterstwie, bo chwała wewnętrznych blizn nie cieszy się tak wielkim uznaniem. I rzeczywiście, trzeba było przyjść na świat z nerwami wydzierganymi gęstym ściegiem, albo skoro są drżące i kruche, musi się posiadać miłość wybijającą się ponad przeciętną, miłość ojczyzny albo jej podobną, aby naszym ochrypłym, a w chwilę potem już na zawsze zamilkłym głosem zawołać, Ognia, w jakiś sposób uwalniając od winy sumienie zabójców i wynosząc samego siebie w ostatniej chwili na wyżyny najwyższego poświęcenia i oddania sprawie. Jest bardzo prawdopodobne, że zwyczajowa sceneria takich zdarzeń, szczególnie w ich wersjach filmowych, sprzyja uniesieniom zdolnym do przekształcenia każdej, nawet najbardziej banalnej postaci w bohatera tylko przez przypadek nieobecnego w miejscu dramatycznego wydarzenia właśnie dlatego, że dzisiaj udał się do kina, żeby zobaczyć, jak aktor odegrał scenę śmierci albo jak zginął raz na zawsze bezimie
Zatoczyliśmy tak wielkie koło tylko po to, żeby pokazać, jak ktoś, nie mając o tym pojęcia, może wydać rozkaz własnej śmierci, nawet jeśli nie pojawi się ona natychmiast, i jak w tym przypadku słowa wypowiedziane w zbożnym celu zmienią się we wściekłe węże, które za nic w świecie się nie cofną. Było południe, almuademowie wspięli się na balkony almaden, aby zwołać wiernych na modlitwę, bo oblężenie i bitewny zgiełk nie wpłynęły na zmianę rytuałów wiary, i choć ten z głównego meczetu był świadom, że z każdej strony mogli go dostrzec chrześcijańscy żołnierze, szczególnie ci, którzy nacierali na Bramę Żelazną z tak bliska, nie zwracał na to uwagi, po pierwsze dlatego, że odległość nie była wystarczająca, aby dosięgnęła go zbłąkana strzała, po drugie dlatego, że jego własne słowa chroniły go przed niebezpieczeństwem, La ilaha illa llah, miał zawołać, Nie ma Boga nad Allacha, i na co by mu się to zdało, gdyby tak nie było. Stojąc więc przed pięcioma bramami, wojsko portugalskie tylko czeka na ten okrzyk, aby przypuścić ogólny i jednoczesny atak, pierwszy z trzech elementów planu ustanowionego przez naszego dobrego króla po wysłuchaniu opinii członków sztabu generalnego. Musimy przezwyciężyć pokusę, by rozkaz ataku ironicznie włożony w usta nieświadomych niczego Maurów określić mianem działania makiawelicznego, bo Machiavelli w tym czasie jeszcze się nie narodził, a i żaden z jego przodków z okresu zdobywania Lizbony albo wcześniejszy nie zasłynął na arenie międzynarodowej sztuką oszukiwania. Należy z wielką dbałością dobierać słowa i nigdy nie używać ich w odniesieniu do epok poprzedzających ich wejście w ogólny obieg idei, bo zawsze może się nas posądzić o anachronizm, co pośród zasługujących na naganę czynów w dominium pisarstwa znajduje się zaraz za plagiatem. Prawdę mówiąc, byliśmy już wtedy ważnym narodem, tak jak jesteśmy teraz, i nie trzeba było czekać trzy wieki na Machiavellego, aby wzbogacić praktykę i słownictwo politycznej przebiegłości, natychmiast nazywając to genialne posunięcie uderzeniem alfonsowym, Nie ma Boga nad Allacha, krzyczy almuadem i Portugalczycy jak jeden mąż ruszają szturmem na bramy miasta, krzycząc dla dodania sobie animuszu, chociaż bystry, ale bezstro