Страница 45 из 62
W końcu telefon. Raimundo Silva zerwał się z miejsca, pchnięte krzesło zachwiało się i przewróciło, a on już był w korytarzu, wyprzedzając kogoś, kto go obserwował, uśmiechając się z lekką ironią, Któż by powiedział, mój drogi, że takie rzeczy się nam przytrafią, nie odpowiadaj mi, odpowiedzi na pytania retoryczne to strata czasu, wiele razy już o tym rozmawialiśmy, idź, idź, ja pójdę za tobą, nigdy mi się nie śpieszy, to, co kiedyś będzie twoje, również do mnie będzie należeć, ja jestem tym, który zawsze przychodzi później, przeżywam każdą twoją chwilę, jakbym poprzez ciebie wdychał zapach róż skrywany w pamięci albo, mniej poetycko, woń twego talerza z fasolą i warzywami, w której w każdej chwili odżywa twoje dzieciństwo, a ty go nie widzisz i nie uwierzyłbyś, gdyby ci o tym powiedzieć. Raimundo Silva rzucił się na telefon, przez sekundę pomyślał, wątpiąc, A jeśli to nie ona, to była ona, Maria Sara mówiła do niego, Nie powinien był pan tego robić, Dlaczego, zapytał zbity z tropu, Bo od tej chwili nie będę mogła nie dostawać róż codzie
Jeśli przyjmiemy za prawdziwe i sprawdzone fakty opisane przez Osberna albo raczej wspomnianego wcześniej brata Rogeira, trzeba będzie wyjaśnić Raimundowi Silvie, żeby się nie łudził co do założonej przez siebie łatwości obozowania przy poddanej próbie Bramie Żelaznej czy którejkolwiek i
Lizbona w końcu została otoczona, byli już zmarli do pochówku, ra