Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 41 из 62

Jak powszechnie wiadomo, ogromne są możliwości wyobraźni, czego dowiedziono tutaj po raz kolejny, kiedy Raimundo Silva zaczął odczuwać własne ciało, to, co w nim się działo, na początku delikatny wstrząs, ledwie zauważalny, następnie przyspieszone bicie serca, naglące. Raimundo Silva obserwuje ten proces z przymkniętymi oczyma, jakby przypominał sobie w myślach znaną stronę, i w spokoju czeka, aż krew powoli odpłynie jak morski przypływ opróżniający jaskinię, powoli, w miarowych odstępach czasu atakujący coraz to nowymi falami, lecz bezskutecznie, jest odpływ, to ostatnie podrygi, w końcu spływają jedynie grube strumienie wody, wodorosty leżą oklapłe na kamieniach, pośród nich chowają się w przerażeniu karłowate krabiki, pozostawiając na piasku ledwie widoczne ślady. Teraz, w stanie otępienia woli, zadaje sobie Raimundo Silva pytanie, skąd się wzięły i co chcą mu przekazać te groteskowe zwierzaki swoim nieprawdopodobnym sposobem poruszania się, niepokojącym, jakby natura w ten sposób antycypowała jego późniejsze zmieszanie, W przyszłości wszyscy będziemy krabami, pomyślał, i natychmiast wyobraźnia przedstawiła mu żołnierza Mogueime na brzegu zatoczki myjącego dłonie brudne od krwi i patrzącego na uciekające kraby, podążając w prawo, nisko przy ziemi, kryją w mętnej wodzie swe ziemiste pancerze. Wizja rozpłynęła się natychmiast, przyszła następna, jak przesuwane slajdy, znowu była zatoczka, ale teraz jakaś kobieta prała w niej bieliznę, Raimundo Silva i Mogueime wiedzieli, kim jest, powiedziano im, że to nałożnica rycerza Henryka, Niemca z Bo

Miarowe poruszanie się bioder kobiety niepokoiło Mogueime. Zresztą przyglądał się jej od śmierci rycerza, a nawet jeszcze wcześniej, ale zwykły żołnierz, szczególnie średniowieczny, nie odważyłby się zadawać z kobietą bliźniego, choćby była tylko nałożnicą. Smucił się i wściekał, że później wzięli ją i

Kartka z numerem telefonu ciągle leży na biurku, nic prostszego niż wykręcić sześć cyfr, a z drugiej strony, o kilka kilometrów stąd, usłyszymy głos, tak proste, nie interesuje nas w tej chwili, czy Marii Sary, czy jej męża, musimy zwrócić uwagę na różnice pomiędzy tymi i tamtymi czasami, aby porozmawiać, a także aby zabić, trzeba się zbliżyć, tak uczynili Mogueime i Ouroana, ona siłą została tu doprowadzona z Galicii, nałożnica krzyżowca, który już wyzionął ducha, a potem praczka szlachty zarabiająca w ten sposób najedzenie, a on, zdobywszy Santarem, przybył tu w poszukiwaniu większej chwały pod ogromnymi murami Lizbony. Raimundo Silva wykręca pięć cyfr, brakuje mu tylko jednej, jednak nie decyduje się, udaje, że już smakuje przewidywane szczęście, to dreszcz niepokoju, mówi sam do siebie, że jeśli będzie chciał, dokończy serię, wykona tylko jeden gest, ale nie chce, szepcze, Nie mogę, i odkłada słuchawkę, jak człowiek znienacka zrzucający z ramion wielki, przytłaczający go ciężar. Wstaje, myśli, Chce mi się pić, i idzie do kuchni. Napełnia szklankę wodą z kranu, pije powoli, rozkoszuje się chłodem wody, to prosta przyjemność, może najprostsza ze wszystkich, szklanka wody, kiedy trapi nas pragnienie, a kiedy pije, wyobraża sobie strumień wpadający do zatoczki i muły muskające chrapami lustro wody siedemset czterdzieści lat temu, giermkowie zachęcali je pogwizdywaniem, to prawda, że nie ma zbyt wielu nowych rzeczy pod słońcem, sam król Salomon nie zdawał sobie sprawy, ile racji było w tym, co powiedział. Raimundo Silva odstawił szklankę, odwrócił się, na kuche