Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 27 из 62

jacy. Dożrzał w nim zbawie

Raimundo Silva zamknął książkę. Choć był zmęczony, miał ochotę kontynuować lekturę, śledzić wydarzenia aż do całkowitego rozgromienia Maurów, lecz Idzi z Rolim, zabierając głos w imieniu towarzyszących mu rycerzy, oznajmił królowi, że krzyżowcy, dowiedziawszy się niniejszym o pamiętnym cudzie dokonanym przez Pana Jezusa w krainie także bardzo odległej, na południe od Castro Verde, w miejscu zwanym Ourique, w prowincji Alentejo, następnego dnia o poranku udzielą mu odpowiedzi. Po czym wymieniwszy pozdrowienia i dopełniwszy wymaganego etykietą ceremoniału, oddalili się do swych namiotów.

Król spał źle, snem niespokojnym i przerywanym, lecz zarazem ciężkim i ciemnym, jakby nigdy już się nie miał obudzić, i był to sen pozbawiony przyjemnych widzeń i koszmarów, nie pojawił się żaden starzec o czcigodnym wyglądzie zapowiadający słodki cud, Oto jestem, żadna kobieta krzycząca, Oszczędź mnie, jestem twoją matką, jedynie gęsta i nieprzenikniona ciemność zdawała się otulać mu serce i zaślepiać je. Budził się spragniony i wołał o wodę, pił łapczywie i podchodził do wyjścia, aby spoglądać w noc, zniecierpliwiony powolnym przesuwaniem się gwiazd. Była pełnia, z tych co to zmieniają świat w upiorne zjawisko, kiedy wszystkie rzeczy, żywe i nieożywione, szepczą tajemnicze objawienia, jednak każda szepcze swoje i wszystkie się rozmijają, dlatego nie potrafimy ich zrozumieć i cierpimy z powodu przygnębienia męczącego tych, co niemal zrozumieli, a jednak dalej nic nie wiedzą. Zatoka rzeki mieniła się pomiędzy wzgórzami, rzeka pędziła wody jak blask sławy, a ogniska na tarasach zamku i grube pochodnie oznaczające każdy z okrętów krzyżowców lśniły jak błędne ogniki w rozświetlonej ciemności. Król spoglądał to na jedną, to na drugą stronę, wyobrażał sobie, jacy są ci Maurowie i ci Franko-wie patrzący na portugalskie obozowisko, jakie są ich myśli, jaki strach i pogarda, jakie plany bitewne, jakie decyzje. Wracał na pryczę, na niedźwiedzią skórę nieodmie

Minęły godziny, księżyc zaszedł i noc stała się nocą. Wtedy gwiazdy roziskrzyły całe niebo, odbijając się refleksami w wodzie, otwierając przestrzeń Drodze Mlecznej wiodącej do Composteli, długo potem pierwsze pora

Król czeka. Wierci się niecierpliwie na siedzisku ustawionym przed namiotem, jest uzbrojony, tylko głowę ma odkrytą, i nie odzywa się ani słowem, patrzy i czeka, nic więcej. Zbliża się południe, słońce stoi wysoko, strumienie potu spływają pod kolczugami. To jasne, że król jest podenerwowany, ale nie chce tego okazać. Ustawiono nad nim daszek, którym bryza delikatnie porusza, w takt łopotania królewskiego proporca. Panuje cisza odmie

W końcu pojawiają się łodzie pomiędzy trzema głównymi galerami zakotwiczonymi w zatoczce, z każdej z nich schodzą ludzie i teraz zbliżają się do nas, słychać uderzanie wioseł o gładką wodę, chlupotanie, niewiele brakuje, aby widok ten stał się wyrazem czystego liryzmu, przejrzysty błękit nieba, dwie łódki zbliżające się z wolna, brak tylko malarza, by utrwalił te słodkie kolory natury, ciemne miasto wznosi się na zboczu, zamek na szczycie, albo zmieniając punkt widzenia, obóz portugalski u podnóża przypadkowego wypiętrzenia, parowy, zbocza, samotne drzewa oliwne, rżyska, ślady niedawnych pożarów. Króla już tam nie ma, schronił się w swym namiocie, bo będąc królem, nie może czekać na nikogo, nie musi na nikogo czekać, to krzyżowcy wi