Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 18 из 62

Raimundo Silva pozwala sobie opaść na krzesło, w jednej chwili poczuł się w dwójnasób zmęczony, Nami, starcami, rządzą drżące kolana, obowiązkowy cytat, niesprawiedliwie z niego zaszydził, nie jest stary człowiek, ledwie przekroczył pięćdziesiątkę, dawniej byłby, teraz bardziej o siebie dbamy, istnieją toniki, farby, kremy, różne środki łagodzące, na przykład gdzie w cywilizowanym świecie znajdzie się człowiek, który po goleniu jeszcze nakłada sobie ałun na twarz, tę barbarzyńską substancję maltretującą naskórek, obecnie kosmetyka jest królową, królem i prezydentem, a skoro nie potrafi ukryć drżenia nóg, przynajmniej przybierze odpowiednią minę, kiedy w pobliżu będą świadkowie. Ponieważ teraz ich nie ma, oblicze Raimunda Silvy krzywi się, kiedy po drugiej stronie pani doktor Maria Sara spokojnie, bez wątpienia pełnym wdzięku gestem odrzuca do tyłu włosy z lewej strony głowy, żeby móc przyłożyć do ucha słuchawkę, i w końcu się odzywa, Nie zostaliśmy sobie przedstawieni tamtego dnia, dlatego sama się teraz przedstawię, nazywam się Maria Sara, pańskie nazwisko już znam, chciała powiedzieć, lecz Raimundo Silva z przyzwyczajenia powiedział swoje imię i nazwisko, kompletne, zadeklarował siebie jako Benvindo i w tej samej chwili niemal umarł ze wstydu. Jednakże pani doktor Maria Sara, chociaż na temat swej osoby wyjawiła tylko to, nie zwróciła uwagi na to wyznanie, zwracała się do niego per panie Raimundzie Silva, nie przypuszczając nawet, że rozprowadza miód po sercu redaktora, Chciałabym z panem porozmawiać o organizacji naszej pracy, spotykam się ze wszystkimi redaktorami, chciałabym wiedzieć, co myślicie, tak, spotkania z każdym osobno, nie da się inaczej, jutro w południe, jeśli panu odpowiada, w porządku, czekam na pana, do jutra. Rozmowa już została rozłączona, a Raimundo Silva jeszcze nie odzyskał do końca spokoju, teraz w domu zaległa cisza, można się jedynie domyślać niesłyszalnego pulsowania, może to być zarówno dyszenie miasta, jak i przesuwanie się wód rzeki albo po prostu serce redaktora.

Obudził się kilka razy w nocy, gwałtownie, jakby ktoś nim wstrząsnął. Leżał z zamkniętymi oczami, usiłując obronić się przed bezse

Pani doktor Maria Sara wstała z krzesła, wyszła mu na spotkanie, przywitała serdecznie, Jak się pan miewa, panie Raimundzie Silva, Przepraszam za spóźnienie, ten deszcz, taksówka, To nie ma znaczenia, proszę usiąść. Redaktor usiadł, ale uczynił gest, jakby chciał wstać, bo pani doktor Maria Sara wracała do biurka, Proszę nie wstawać, i kiedy ponownie się zbliżyła, miała w rękach książkę, którą położyła na niskim stole, pomiędzy dwoma fotelami obitymi czarnym zamszem. Następnie usadowiła się w fotelu, założyła nogę na nogę, miała dopasowaną spódnicę z grubego materiału, i zapaliła papierosa. Oczy redaktora śledziły ruchy ożywiające górne części ciała, rozpoznawał twarz, rozpuszczone włosy spływające na ramiona, i nagle wstrząsnęło nim to, że wyraźnie spostrzegł pomiędzy nimi siwe nitki błyszczące w sączącym się z sufitu świetle, Nie farbuje ich, pomyślał, i naszła go ochota czmychnięcia stamtąd czym prędzej. Pani doktor Maria Sara zapytała go, czy chce zapalić, ale on usłyszał dopiero, gdy powtórzyła pytanie, Nie palę, bardzo dziękuję, odparł i spuścił oczy, niosąc w nich obraz bluzki z dekoltem w szpic w kolorze, którego zmieszanie nie pozwoliło mu określić. Teraz nie spuszczał wzroku ze stołu, jak zahipnotyzowany, leżała na nim Historia oblężenia Lizbony odwrócona w jego stronę, z pewnością celowo, wszystko, nazwisko autora, tytuł wielkimi literami, ilustracja pośrodku okładki, na której można zobaczyć średniowiecznych rycerzy z symbolami krzyżowców, a na murach zamku niezgrabne postaci Maurów, trudno było określić z tej odległości, czy to reprodukcja dawnej miniatury, czy współczesny wytwór w archaizowanym stylu, nieszczerze naiwny. Nie chciał więcej patrzeć na prowokującą okładkę, ale nie chciał też stawić czoła pani doktor Marii Sarze, która w tej chwili na pewno bezlitośnie mierzyła go wzrokiem, jak wąż okularnik gotowy do zadania ostatecznego ciosu. Lecz ona powiedziała naturalnym głosem, bez żadnej szczególnej intonacji, celowo obojętnym, tak prostym jak pięć wypowiedzianych przez nią słów, To jest książka dla pana, uczyniła dłuższą przerwę i dodała, tym razem kładąc nacisk na niektóre sylaby, Powiedzmy to w i