Страница 58 из 71
– Piętnaście sekund.
– Konrad?
– Zapowiadają – rzekł Wyszedł I
– Dawaj.
Smith rozpoczął transmisję. Na kołpaku zapaliło się czerwone ON.
Pokazał poza swym spojrzeniem: pięć sekund.
Minęło pięć sekund i Wyszedł I
Wyżryn na przywitanie posłał widzom długie, spokojne spojrzenie; potem opuścił wzrok, opuścił czarną dłoń, złapał generała za włosy i szarpnął mocno. Sieriozny obnażył krzywe zęby.
– Nazwisko i stopień! – rzekł Xavras po angielsku i powtórzył po rosyjsku: – Nazwisko i stopień!
– Generał Armii Czerwonej Aleksander Iwanowicz Sieriozny! – wrzasnął jeniec. – Zostałem uprowadzony przez polskich bandytów, którzy dokonali bestialskiej i niczym nie sprowokowanej napaści na znajdującą się na terenie Rosyjskiej Federacji jedno… aaaaarchgggrh!!!
Smith stał, nie poruszył głową, nie odwrócił spojrzenia, nie drgnął. Jasna krew ciekła z rany po oderwanym jednym szarpnięciem ręki Wyżryna uchu generała. Xavras przyjrzał się melancholijnie uchu, po czym cisnął je na posadzkę. Zaszedł generała z prawej, kucnął i z tej niewygodnej pozycji – aby nie przesłaniać widoku milionom telewidzów – uderzył twardo zaciśniętą pięścią w otwarte do ochrypłego wrzasku usta Sierioznego. Zachrzęściło. Sieriozny naprężył się, aż zatrzeszczały więzy. Wyżryn odstąpił. Generał dławił się krwią i zębami. Łzy płynęły mu spod zaciśniętych powiek. Cały zaczął się trząść. Wyżryn czekał. Generał wymiotował: razem z przetrawionym jedzeniem i kwasami żołądkowymi szła krew. Był teraz trupio blady. W dziąsłach pod zmiażdżonymi wargami brakowało mu pięciusześciu zębów. Wyżryn czekał.
– Ty uju! – zaszlochał Sieriozny. – Ty hepsony suwyynu!
Wyżryn oderwał mu drugie ucho. Sieriozny wrzasnął, aż po odległych komnatach lochów poszło gromkie echo. Oddał mocz. Xavras odrzucił ucho nie patrząc. Wstał, zaszedł generała z drugiej strony. Sieriozny, wykręcając sobie szyję niczym sowa, usiłował nie spuszczać go z oczu. Teraz już po prostu płakał; pociągał głośno nosem, oddychając przez szeroko otwarte usta, w których bulgotała czerwień. Wyżryn kucnął ponownie. Sieriozny wytrzeszczył oczy w śmiertelnym przerażeniu. Pułkownik uderzył go od dołu, miażdżąc nos, przemieszczając jego chrząstki i łamiąc kości, lecz nie wbijając ich w mózg. Generał zemdlał. Xavras zaczął go cucić, delikatnie policzkując. Z brudnej rany pośrodku generalskiej twarzy płynęły różnokolorowe ciecze, skapując do wpółotwartych ust. Wyżryn pochylił Sierioznemu głowę na piersi, żeby się ten przypadkiem nie zadusił. Skinął na Kostuchę. Starzec podszedł z małą buteleczką w garści; podstawił ją generałowi pod miejsce, gdzie niegdyś sterczał nos. Generał się ocknął. Kostucha na powrót zniknął w cieniu. Wyżryn jeszcze kilkakrotnie spoliczkował Sierioznego. Rosjanin zaczął patrzeć nieco przytomniej. Chciał coś powiedzieć, ale mu się nie udało; oddychając charczał tak straszliwie, jakby za każdym wydechem usiłował wypluć sobie płuca, Xavras zaszedł go z lewej. Sieriozny spojrzał i puściły mu zwieracze.
– Plooooosę! – zawył i zaraz się zakrztusił. Wyżryn pokiwał głową, po czym wydłubał mu lewe oko. Sieriozny zemdlał po raz drugi. Wyżryn pokazał Smithowi gałkę oczną leżącą na czarno-czerwonej rękawiczce i cisnął ją w ślad za uszami generała. Kostucha podszedł nie proszony, w dłoni miał już przygotowaną strzykawkę. Odwinął rękaw generalskiej kurty, wbił igłę w przedramię. Powoli cisnął tłok. Xavras w tym czasie stał z rękoma założonymi za plecami i patrzył gdzieś w mrok, Smith uchwycił jego twarz w pełgającym świetle lamp naftowych, jak drżące w słupie gorącego powietrza oblicze pusty
– Reklamy – rzekł.
– Przerwa? – spytał Wyżryn.
Wyszedł I
– Koniec.
Xavras zdjął rękawiczki. Rzuciwszy je generałowi na podołek, sięgnął pod sweter, wyjął pistolet i strzelił Sierioznemu w skroń. Mózg plasnął miękko na mokrą posadzkę. Generał zwisł na sznurach. Xavras przeładował, zabezpieczył i schował pistolet.
– Możesz przestać – rzekł do Smitha.
OFF.
Smith zerwał kołpak z głowy. Zatoczył się wstecz, byle dalej od horroru na metalowym krześle. Usiadł ciężko opodal Kostuchy.
– Coś ty zrobił? – szepnął w stronę Xavrasa. Szepty bardzo dobrze pasowały do tego wnętrza.
Morze Wydało Zmarłych, który już wyłączył i odłożył latarki, zabrał się do odwiązywania trupa. Wyżryn minął go, podchodząc do Amerykanina, Ian mimowolnie wyprostował się i cofnął głowę, gdy padł nań jeden z cieni Xavrasa. Pułkownik zauważył to i zatrzymał się dwa kroki od niego.
– Powinienem zacząć od przyłożenia prądu do jaj i kastracji, ale ucięliby transmisję, zanim bym zdążył mu ściągnąć gacie, bo to by była deprawacja seksualna nieletnich widzów i odebrano by stacji koncesję. – Podrapał się w podbródek. – No, no. Nie martw się, nie martw, będą to puszczać w kółko, oglądalność macie murbeton osiemdziesiąt procent, jak nie więcej.
– Coś ty zrobił?
– Jakby odrobinę blady. Ej, Kostucha, otwórz no sakwojaż, daj mu pociągnąć czegoś mocniejszego, bo jeszcze nam bidaczyna omdleje i będziemy musieli targać chłopa po schodach.
– Nie dotykaj mnie!
– Przecież nie dotykam. Smith w rozżaleniu kręcił głową.
– Po co ci to było? No po co? Cóżeś chciał osiągnąć?
– A to moja sprawa.
– Żaden cel nie uświęca środków, ale jest wiele takich środków, które potrafią splugawić najszczytniejsze nawet cele.
– Ohoho, człowieku, toż to jakaś cholerna poezyja! No słucham, słucham, mów dalej.
Smith spojrzał na Wyżryna. Pułkownik się uśmiechał, Ian odwrócił wzrok.
– Dawaj, Kostucha, tę flachę.
Kostucha podał. Smith odkręcił, pociągnął długi łyk. Coś łupnęło głucho. Odchylił się w bok, bo Xavras zasłaniał mu widok. To ciało generała Sierioznego spadło na pilśniową płytę.
Ian zwrócił flaszkę. Podniósł kołpak, wstał. Był tego samego wzrostu co Wyżryn, patrzyli sobie prosto w oczy.
– To jest wojna – rzekł Xavras.
Smithowi, w którego spirytus uderzył na czczo, w całkowicie opróżniony żołądek, szumiało już lekko w głowie. Wyciągnął rękę i dźgnął Wyżryna wyprostowanym palcem w pierś.
– To tylko ty.
•
Dlaczego odmówiłem? Dlaczego odmówiłem? Dlaczego odmówiłem? Dla pieniędzy? Lecz cóż znaczy strach przed ubóstwem – w dodatku tak odległym – w obliczu najpierwotniejszego strachu o własne życie? Dlaczego zatem? Wyżryn nawet chciał, żebym odszedł. Nawet prosił. Więc może z przekory? Ale nie jestem przecież dzieckiem, a to nie jest dzieci