Страница 10 из 72
Nigdy nie osiągnąłby tak pięknej demokracji, gdyby Boris Jelcyn – ten pieprzony alkoholik, który zafundował Rosji 85-procentową inflację i totalną degrengoladę imperium – wybrał kogoś i
– Wiesz czemu tak go nienawidzę?!
– Pewnie dużo mu zawdzięczasz, synku…
Obwód jest linią krzywą zamkniętą, nawet w dni robocze. Zupełnie jak granica ZSRR i mury zewnętrzne każdego więzienia. Przekraczając bramę więzienia (Grabiany), Mariusz i Witold mieli pełną tego świadomość, chociaż tylko Bochenek wiedział, iż „Grabianka” to prawdziwy, dużo cięższy „pierdel” niż stanowoje
Wewnętrzny mikrokosmos „kicia” w Grabianach nie bardzo „kumał” gdzie sklasyfikować tych dwóch nowych – wśród osadzonych „politycznych”, czy wśród osadzonych „kryminalnych”? - gdyż jeden i drugi byli „półpolitycznymi”: skazano ich za drukowanie „bibuły” i za pędzenie bimbru. Problemem „Zecera” było coś i
– Dzień dobry.
Leżący na górnej pryczy troglodyta odwarknął mu:
– Zahaltuj szamot!
Co znaczyło: stul pysk, „frajerze”, póki „ludzie” nie dadzą ci otworzyć ryja. Witek skulił się, a „Zecer” klepnął go nonszalancko po ramieniu i wychrypiał czystą „kminą”:
– Nie grypsuj z nim, bo to nie twój herbatnik.
Co znaczyło: nie rozmawiaj z nim, bo to nie jest twój przyjaciel. Dwóch golonych na łysą pałę łobuzów ruszyło ku nim, więc „Zecer” uniósł taboret i spokojnie czekał. Jego zwężony, zimny wzrok wstrzymał towarzystwo.
Pierwszych kilka nocy spali na zmianę, by nie dać się zaskoczyć, lecz wkrótce Mariuszowi udało się coś dużego: jakimś nieznanym Witkowi sposobem pogodził dwie antagonistyczne frakcje więzie
– Dałem im możliwość przesyłania każdej liczby „grypsów”, i wszystkie te liściki trafiają do adresatów, mój kanał działa bezbłędnie.
– Skąd masz ten kanał?
– Nie twoja głowa, amigo. Ważne, iż przez to biorą mnie za kryminal-fiszę, i mamy spokój, nikt nas nie targa.
Oprychy brały go za bandycką fiszę z głębin podziemia przestępczego, uwięzieni dysydenci za heroicznego VIP-a z głębin kulis „Solidarności” podziemnej, a błogosławili go wszyscy, bo „politycznych” uwolnił od ciężaru szykan ze strony „fertów”, „festów” i „grypserów”, tych ostatnich zaś od represji herbacianej. Jedni mędrcy mówią, że Bóg tkwi w szczegółach, drudzy, że diabeł, i bez względu na to kto ma słuszność – faktem jest, iż drobny szczegół robi czasami gigantyczną różnicę. Przed przybyciem „Zecera” więźniowie parzyli sobie sekretną herbatę w wyczyszczonych słoikach po dżemie (z kantyny). Gotowali wodę grzałkami robionymi amatorsko. Lecz ta herbata była fatalna, gdyż chałupnicze grzałki miały blaszane końcówki z puszek po konserwach, brudzące wodę trująco. „Kryminalnym” to nie przeszkadzało, bo ci parzyli sobie esencję stężoną do oszałamiającego poziomu, czyli paranarkotyk (przeszkadzało im tylko „klawiszowe” tępienie nielegalnego parzenia), natomiast bardzo dyskomfortowało „politycznych”, ci bowiem pragnęli pić herbatę normalną, ergo smaczną i zdrową. „Zecer” udał się do naczelnika „paki” i rzucił propozycję: zaprzestanie herbacianych represji wobec „kryminałów”, oraz regularna „klawa” herbata dla „politycznych”, a w rewanżu minimalizacja, lub może likwidacja, samobójstw, samookaleczeń, brutalnych gwałtów, buntów i rozruchów, słowem: wszelkich niepokojów. Przybito pakt, więc wszystkim- „garusom” i „klawiszom”- zrobiło się lżej.
Będące rezultatem wysiłków „Zecera” lepsze kontakty między „kryminalnymi” a „politycznymi” zaowocowały też wzbogaceniem więzie
„Kmina” stała się miłością Mariusza Bochenka „pod celą”. Miała smaczki bardzo „charakterne”, rajcujące soczystością lub zaskakującymi skojarzeniami. Taboret to był „Tadek” lub „Tadziu”. Salceson to był „solec” lub „skurwysyn”. Stolarz to był „wiórek”, a milicjant mundurowy to był „zdun”. Śpiew to była „kiepurka”, twarz niewiasty to była „kosmetyka”, oszust matrymonialny to był „Fantazy”, a hydraulik to był „gównopchaj”, „ginekolog” lub „łapiglut”. Wszystkie zawody miały świetne hasełka, lecz lokalizacje miały pyszne hasełka również: ujawniona melina to była „Halina zasrana”, a szpital dla psychicznie chorych lub dom wariatów to była „stolica mądrości” lub „Głupiejewo”. Ale najfajniejsze były sprośności, obscena…
Obsceniczny „przecinek” generała Kudrimowa – często warczane: „- Job twoju mat'!”- był jego refrenem wskutek głębokiego przyzwyczajenia, sięgającego aż dzieciństwa, gdyż tatuś Wasi, pułkownik Stiepan Semenowicz Kudrimow, ciągle nadużywał tego zwrotu, nie krępując się obecnością małolata. Wątpliwe czy chciał przez to uchybić swej ślubnej, rodzicielce swego syna, zwrot ów bowiem jest w Rosji równie potoczny co u Jankesów bluźniercze „holy shit!” i „motherfucker”. Notabene – wywodzi się on (tak twierdzą sawanci) ze starosłowiańskiego pozdrowienia, które znaczyło „dałem ci życie” lub „kocham cię jak syna”. Nie ma się więc co czepiać, gdy slawiści przywrócili bluzgowi pierwotną prasłowiańską godność.
Czwartą rzeczą (prócz genów, nazwiska i „joba”), którą Wasilij Kudrimow odziedziczył po swoim rodzicielu, była profesja specsłużbisty. Ukrainiec Stiepan Kudrimow pracował w ukraińskim NKWD/NKGB, ale gdy po śmierci Stalina (1953) dawny Pierwszy Sekretarz KC KP(b) Ukrainy, Nikita Chruszczow, został wszechsowieckim gensekiem, czyli komandirem ZSRR – Stiopa trafił do centrali moskiewskiej (Łubianka), bo Nikita, jak każdy szef, lubił mieć wokół siebie samych swoich, wziął więc ze sobą dużo Ukraińców. Stiopa był jego pupilem, chyba dlatego, że otaczał go pewien nimb – legenda współorganizatora egzekucji dokonanej z rozkazu Stalina na Lwie Trockim. Był to rok 1940, młodszy lejtnant Kudrimow miał wtedy zaledwie 18 lat, jednak wysłano go do dalekiego Meksyku, aby tam wraz z i