Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 15 из 38

W lepszym nastroju, a to dzięki bezbłędnemu wywodowi logicznemu, jaki właśnie przeprowadził, i dzięki nie mniej bezbłędnym wnioskom, do jakich doszedł, wrócił do salonu. Książka telefoniczna ciągle leżała otwarta na biurku, wszyscy trzej Santa – Clara nie zmienili swojego miejsca. Wykręcił numer pierwszego i czekał. Czekał i dalej czekał jeszcze, czas jakiś po tym, kiedy stwierdził z całą pewnością, że już nikt nie odbierze. Dzisiaj jest sobota, pomyślał, pewnie wyjechali. Wyłączył telefon, zrobił tyle, ile było w jego mocy, nikt nie mógł mu zarzucić niezdecydowania czy też nieśmiałości. Rzucił okiem na zegarek, była akurat bardzo dobra pora, żeby wyjść na kolację, lecz posępne wspomnienie obrusów w restauracji, białych jak pośmiertne całuny, byle jakich wazoników z plastikowymi kwiatami na stołach i, przede wszystkim, nieustające zagrożenie ze strony żabnicy, skłoniły go do zmiany zamiarów. W pięciomilionowym mieście z pewnością istnieje wystarczająco dużo restauracji, przynajmniej kilka tysięcy, a nawet odrzucając najbardziej luksusowe z nich z jednej strony oraz okropne z drugiej strony, zostanie mu jeszcze sporo możliwości do wyboru, na przykład to sympatyczne miejsce, gdzie dzisiaj zjadł obiad z Marią da Paz, przypadkowe miejsce, jednakże Tertulianowi Maksymowi Alfonsowi nie uśmiecha się znaleźć w publicznym miejscu samemu, podczas gdy wcześniej był w tak znakomitym towarzystwie. Zdecydował się więc nie wychodzić, zje, jak to się mówi, cokolwiek i wcześniej pójdzie do łóżka. Nie będzie musiał ścielić łóżka, jest ciągle w stanie takim, w jakim je zostawił rano, pozwijane prześcieradła, przygniecione poduszki, zapach zimnej miłości. Pomyślał, że trzeba będzie zadzwonić do Marii da Paz, obdarzyć ją miłym słowem, uśmiechem, który ona na pewno wyczuje w słuchawce, to prawda, że ten związek ma się zakończyć wcześniej czy później, ale istnieje ciche zobowiązanie do delikatności, które nie może i nie powi