Страница 16 из 38
Po odłożeniu słuchawki na widełki Tertulian Maksym Alfons przesunął wierzchem dłoni po czole mokrym od potu. Zdołał osiągnąć swój cel, dlatego nie powi
Tertulian Maksym Alfons włożył kartkę papieru do maszyny do pisania i zaczął się zastanawiać. List musi sprawiać wrażenie, że jest napisany przez wielbicielkę, musi być entuzjastyczny, ale bez popadania w przesadę, wszak aktor Daniel Santa – Clara nie jest właściwie gwiazdą filmową, zdolną wzbudzić niebywałe uniesienia, wpierw będzie musiał spełnić rytuał poproszenia o zdjęcie z autografem, choć dla Tertuliana Maksyma Alfonsa najbardziej interesujące jest to, gdzie aktor mieszka oraz jakie jest jego prawdziwe nazwisko, jeśli, a wszystko na to wskazuje, Daniel Santa – Clara to pseudonim mężczyzny, który być może nazywa się, on także, kto wie, Tertulian. Po wysłaniu listu możliwe są dwie, wynikające z tego, hipotetyczne sytuacje, albo przedsiębiorstwo odpowie bezpośrednio, podając wszystkie dane, albo wyjaśni, że nie ma prawa do udzielania takich wiadomości i w takim przypadku najprawdopodobniej samo przekaże list zainteresowanemu. Czy tak będzie, zadał sobie pytanie Tertulian Maksym Alfons. Szybka refleksja pozwoliła mu stwierdzić, że druga hipoteza jest o wiele mniej prawdopodobna, gdyż oznaczałaby brak prawdziwego profesjonalizmu bądź też jeszcze większy brak szacunku ze strony przedsiębiorstwa, które obciążałoby aktorów obowiązkiem i wydatkami związanymi z odpowiadaniem na listy do nich kierowane oraz wysyłaniem ich fotografii. Oby tak było, wyszeptał, gdyby osobiście wysłał odpowiedź Marii da Paz, na nic zdałby się cały misterny plan. Przez chwilę wydało mu się, że widzi, jak oto sromotnie wali się w gruzy zamek z kart, który od tygodnia budował milimetr po milimetrze, ale logiki znajomość kierownictwa, a także świadomość, że nie ma i
Zbudził się późno. Budził się w nocy, dręczony przelotnymi i niepokojącymi snami, zebranie rady pedagogicznej, na którym nie było ani jednego nauczyciela, korytarz bez wyjścia, kaseta wideo, która nie chciała dać się wsunąć do odtwarzacza, sala kinowa z czarnym ekranem, na którym wyświetlano czarny film, książka telefoniczna wypełniona tym samym nazwiskiem, powtórzonym we wszystkich liniach, ale którego on nie był w stanie przeczytać, przesyłka pocztowa z rybą w środku, mężczyzna niosący na plecach głaz i mówiący Jestem Amorytą, równanie algebraiczne z ludzkimi twarzami w miejsce liter. Jedynym snem, który potrafił sobie przypomnieć z niejaką dokładnością, był ten z przesyłką, chociaż nie potrafił zidentyfikować ryby, i teraz, jeszcze nie do końca rozbudzony, uspokajał sam siebie, myśląc, że przynajmniej nie mogła to być żabnica, bo żabnica nie zmieściłaby się w pudełku. Podniósł się z trudem, jakby dokonał przesadnego wysiłku fizycznego, do jakiego nie był przyzwyczajony, zastały mu się stawy, i poszedł do kuchni napić się wody, wypił łapczywie pełną szklankę, jakby był zjadł coś zbyt słonego na kolację. Był głodny, ale nie chciało mu się przygotowywać kolacji. Wrócił do pokoju, żeby włożyć szlafrok, i poszedł do salonu. List do producenta leżał na środku stołu, definitywnie ostatnia ze wszystkich licznych prób, których efekty wypełniały niemal po brzegi kosz na śmieci. Jeszcze raz przeczytał list i stwierdził, że nadaje się on do spełnienia swego zadania, nie ograniczał się jedynie do prośby o zdjęcie z autografem aktora, lecz zawierał także prośbę o jego adres. W końcowej części znalazła się wzmianka, co Tertulian Maksym Alfons bez wahania nazwał uderzeniem strategicznym pierwszej klasy, coś o naglącej potrzebie przeprowadzenia badań nad znaczeniem aktorów drugorzędnych, według autorki listu, równie nieodzownych przy rozwijaniu akcji filmu, jak drobne cieki wodne dla powstawania wielkich rzek. Tertulian Maksym Alfons był przekonany, że tak metaforyczne i enigmatyczne zakończenie ostatecznie wyeliminuje taką ewentualność, że firma wyśle list do aktora, który mimo iż ostatnimi czasy zaczął oglądać swoje nazwisko w czołówkach filmów, w których grał, to jednak ciągle należy do legionu tych, których postrzega się jako gorszych, podległych i wymie