Страница 98 из 147
Jacy
– Nie dotykaj ich, próżniaku.
Chyba zawsze tym oto dla niej pozostał. Próżniakiem.
Pośrodku jarmarku zaległa bardzo głucha cisza, w której słychać było jedynie szczęk glinianych skorup pod końskimi kopytami. Wydało mu się, że kobieta przełknęła ślinę, odgadując, iż nie poskramia wiejskich obiboków, i jej gniew począł się z wolna przemieniać w przerażenie. Po stroju Bogoria rozpoznawał, że jest obca w tych stronach. Córka partacza, który całe lato włóczy się od jarmarku do jarmarku po żalnickim pograniczu na krytym wozie, zimą zaś lepi garnki na jakimś przeklętym od bogów pustkowiu. Nie znała Wilczych Jarów, lecz słowa zostały wypowiedziane i nie mogła ich cofnąć. Więc po prostu tam stała. Jej szare oczy były poważne, a usta poruszyły się nieznacznie, jakby w modlitwie.
Odezwał się pierwszy: ostatecznie była zwyczajną wieśniaczką. Zapewne córką wolnego chłopa, gdyż jak na poddankę nosiła się nazbyt hardo. Ale pośrodku Wilczych Jarów jej wolność nie miała znaczenia.
– Gdybyś miała ojca albo męża, kobieto – rzekł – kazałbym im odpowiedzieć za twoją bezczelność.
– Mój mąż umarł zeszłej wiosny – odparła śmiało i bez namysłu – a ojciec jest starcem niezdolnym stanąć o własnych siłach, więc chyba nie zechcesz go ukarać. Panie.
Ostatnie słowo wymówiła głośno i bardzo stara
– Więc chyba sama będziesz musiała odpowiedzieć, kobieto!
– Jeśli rozkażecie. Panie – rzekła i znów w jej głosie nie było ni cienia stosownej pokory.
– Dzisiaj wieczorem w gospodzie?
– Nie bywam w gospodach. – Pogardliwie wygięła wargi, a za plecami Bogorii ktoś roześmiał się krótkim, zdumionym śmiechem. – I nie sprzedałam ani ćwierci garnków. Nawet wyłączywszy te potłuczone przez waszych kompanów. Panie.
– Wykłócasz się jak przekupka, kobieto – żachnął się, gdyż rozbawienie sporem zaczęło mijać, a w gospodzie czekała beczułka ciemnego piwa, specjalnie dla niego sprowadzonego od uścieskiego piwowara.
– Jestem przekupką – zauważyła wieśniaczka.
Nie wiedzieć czemu wydało mu się, że drwi z niego przy wszystkich jego ludziach.
– Więc zapłacę ci jak przekupce. – Sięgnął ku sakiewce i sypnął jej pod nogi garścią srebra.
Nie schyliła się. Nie popatrzyła nawet na rozrzucone wśród błota monety.
– To nie będzie uczciwe – powiedziała cicho i niemal przepraszająco. – Nie potrzebujecie garnków, panie.
Zapędzili się jednak już zbyt daleko, a spomiędzy kramów, z najdalszych krańców targowego placu przypatrywała im się cała gromada ludzi. Mógł ją pchnąć na kolana i zmusić, by wyzbierała grosze spomiędzy namokłej glinki i nieczystości aż do ostatniej srebrnej monety. Nie była to wysoka cena – odrobina upokorzenia dla kogoś, kto ośmielił się sprzeciwić Bogorii pomiędzy jego własnymi ziomkami – a zdarzało mu się ćwiczyć nahajką kupieckie córki, jeśli nazbyt głośno skowytały pomiędzy łupionymi wozami. Mógł też po prostu roześmiać się i ruszyć do gospody: pragnienie nagliło, by tak właśnie uczynił. Jednak wówczas jego kamraci zabawią się z córką garncarza na swój własny zbójecki sposób. Skrzywił się. Widywał wiele niewiast po podobnych zalotach, a po prawdzie niejedną zdarzało mu się samemu obłapiać w przydrożnym rowie. Ale teraz było zupełnie inaczej. Może dlatego, że żadna z nich nie spoglądała na niego z równym natężeniem w szarych oczach.
Zrobił więc po prostu jedyną rzecz, która przyszła mu do głowy. Pochwycił ją wpół, posadził przed sobą na koniu i popędził go przez środek targowiska. Tłum wokół krzyczał i śmiał się rozgłośnie. Nie skręcił ku gospodzie, choć sam nie pojmował, czemu. Może przeczuwał, że Jacy
Uśmiechnął się do siebie, patrząc na jasnowłose dziewuszki, które przywlokły ze stajenki trzy małe rude kociaki i przystrajały je czerwonymi wstążkami. Wszystko wydarzyło się tak dawno. Prawie tuzin lat temu.
Jacy
Mówiła o tym bez żalu. Siedzieli z Bogorią na szczycie pagórka, pomiędzy czerwoną koniczyną, a jaskółki krążyły nad nimi wysoko po niebie. Miała w sakiewce u pasa kilka pokruszonych podpłomyków i zjedli je pod wieczór, zapijając chłopskie jadło skalmierskim winem z bukłaka zbójcy. To ją rozśmieszyło. Nieoczekiwanie usłyszał jej śmiech, a śmiech Jacy
Nie uczynił żadnej z tych rzeczy. Zapytał, jak długo pozostanie w tej okolicy. Odparła, że zamierza objechać z ojcem wszystkie jarmarki w Wilczych Jarach – jeśli jego kompani nie wytłukli wszystkich garnków, dodała z cierpką surowością, ale wówczas znał ją już wystarczająco dobrze, by rozpoznać żart – a potem szerokim łukiem ku Dolinie Thornveiin zawróci na południe. Mówili jeszcze o i
Jacy