Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 94 из 108

Po rozstaniu z chłopską rodziną Ar

Ar

– Kurde, mamy żarcie. – Achaja wdrapała się na drzewo i podzieliła zdobycz. – Możemy już kogoś napaść.

– Co?

– No, napadnijmy kogoś, sterroryzujemy mieczami, okrutnie nastraszymy, a potem nakarmimy i chodu.

– Przestań. – Czarownica zrobiła otworki w obu końcach skorupki i teraz przez jeden z nich wysysała ciągnącą się zawartość.

– Mogę przestać. – Achaja poszła za jej przykładem, dziurawiąc swoje jajko. – Dobrze, że gotowizny znaczniejszej nie mamy. Bo byśmy musiały wtedy napaść całą wieś. Żeby ofiar starczyło do obdarowania.

– Ty, patrz – przerwała jej Ar

Koty złapały jakiegoś ptaka. Może nawet tego, który złożył jaja w gnieździe.

– O, kurde! Chłopaki! Dawajcie go. Dawajcie go tutaj.

Koty nie bardzo chciały oddać zdobycz. Ptak jednak był duży. Ledwie mogły go utrzymać.

– Chłopaki! Podzielcie się z nami. – Achaja skoczyła zwi

Ar

– Panowie – tłumaczyła Achaja, usiłując oprawić zdobycz tępym mieczem. – Wy, chłopaki, macie swoje myszy. My, dziewczyny, mamy teraz ptaka. Podzielimy się tak: wy bierzecie wnętrzności, my resztę. I obiecuję wątróbkę.

– Myślisz, że nas rozumieją? – spytała Ar

– Kurde. Kto?

– No… koty. Myślisz, że zrozumiały, co do nich mówisz?

– No, coś ty? Tak tylko żartuję.

– Mmmmm… – Czarownica potrząsnęła głową. – Mam wrażenie, że możemy z nimi rozmawiać – powiedziała całkiem poważnie. – Nigdy nie czułam czegoś takiego.

Achaja wzruszyła ramionami. Oprawienie ptaka tępym narzędziem było trudne, a do tego jeszcze pierze. Ar

– Słuchaj, bracie. Jak daleko jest do obozu wojskowego? – spytała.

Achaja parsknęła śmiechem.

– Poczułaś to? – Czarownica spojrzała na nią swoimi czarnymi oczami. – Poczułaś?

– Kurde. Co?

– Do obozu dojdziemy przed świtem.

– O, żeby cię…

Ar

– Naprawdę niczego nie czułaś?

– No coś tam czułam. A raczej zobaczyłam. – Nabiła ptaka na zaostrzony patyk i umieściła nad ogniem.

– Co?

Znowu wzruszyła ramionami.

– Coś jakby palisadę za mgłą. Brzask. Zapach dymu. Zapach ludzi. – Obróciła patyk tak, żeby go nie lizały płomienie. – Mówiłaś o obozie, to go sobie wyobraziłam.

– Nie. Dojdziemy przed świtem. – Czarownica podrapała kocura za uszami. – Możemy z nimi rozmawiać.

– Ty, daj se na wstrzymanie.

Doszły przed świtem. W pora

– No, to teraz musisz dotrzymać słowa – mruknęła Ar

– Jakiego?

– Obiecałaś chłopakom wątróbkę – roześmiała się.

Achaja uśmiechnęła się również. Potem wyszła spomiędzy drzew na wolną przestrzeń.

– Hej tam! Nie strzelać!

Obie w towarzystwie całego stada kotów ruszyły w kierunku palisady.

– Koleżanki, nie strzelajcie! Jesteśmy ze zwiadu!

Warty w obozie, ukryte za ostrokołem, powi

– Koleżanki! Nie strzelajcie! Jesteśmy ze zwiadu!

– To co tak na golasa łazicie? – rozległ się stłumiony okrzyk.

– Tak wyszło. Otwórzcie bramę!

– Akurat! Zaraz bramę. A może po prostu palisadę rozbierzemy, żebyście mogły wejść bez trudu? – W głosie wartowniczki dały się słyszeć nutki wesołości. – Tutaj, do furtki chodźcie.

Ar

– Ty! Oficer wołaj migiem!

– Oż kurwa twoja mać! – rozległo się zza drewnianych bali. – A może ci od razu królową przyprowadzić?

– Spokojnie. Spokojnie – wmieszała się Achaja. – Nie strzelajcie. Jesteśmy ze zwiadu.

Ona, w przeciwieństwie do czarownicy, służyła jako zwykła żołnierz. I wiedziała, że nie ma lepszej rozrywki dla zaspanej i znudzonej śmiertelnie wartownik niż wrażenie komuś strzały w tyłek.

– Spokojnie. Nie strzelajcie, dziewczyny. – Przeszła przez ledwie uchyloną furtę. – Tylko nie strzelajcie!

– O kurwa! Potworyyyyyy!!!

Ze czternaście kusz mierzyło w nie i nie było podstaw sądzić, że którakolwiek ze strzał nie trafi w cel. Żołnierze już zauważyły ich pozbawione białek, smoliście czarne oczy.

– Nie strzelajcie, proszę. Major Achaja ze zwiadu i czarownica Ar

– Na kolana, suki! – wrzasnęła kapral piechoty stojąca najbliżej. – Dam ja ci majora, pindo.

Obie opadły na kolana. Tylko chwile dzieliły ich od tego, żeby ktoś ściągnął spust.

– Jesteśmy ze zwiadu, koleżanki.

– Nie jestem twoją koleżanką, potworze! – wrzasnęła kapral, wymachując kuszą. – Jakżeście ze zwiadu, to jesteście zdrajczynie!

– Nie strzelajcie, co?

– Coście dały ze sobą zrobić, suki?! Jesteście zdrajczyniami!

Nie dyskutowały. Czternaście strzał mogło poszybować w ich kierunku w każdej chwili.

– Ręce w tył! – zakomenderowała kapral energicznie.

Dwie szeregowe skrępowały je błyskawicznie. Potem pociągnięto je za włosy w kierunku zbitego z drewnianych bali baraku, który pełnił rolę więzienia. Kopniakami wpędzono do środka. Ar

– Ała. – Ar

– Leż. Będzie mniej bolało.

– Zawołajmy oficera.

– Ani mi się waż krzyknąć. Wpadną wartownicy i zrobią z nas siekane kotlety.

Czarownica potrząsnęła głową. Mając związane ręce, nie mogła nawet użyć jakiegokolwiek czaru. Koty wskakiwały do środka i ocierały się o nie, mrucząc.

– Może by nam chociaż przegryzły sznur? Co?

– Powiedz im – zakpiła Achaja. – Skoro uważasz, że można z nimi gadać.

Ar

– Poczułaś? – spytała po chwili.

– Co?

– Powiedziały nam! Powiedziały nam! Widziałaś?

Achaja splunęła na klepisko.

– Gówno widziałam. Wyobraziłam sobie samą siebie zamienioną w kota i to wszystko.

– Właśnie. – Czarownica była coraz bardziej podniecona. – To jest właśnie ich odpowiedź. To są te czary z lasu, których nie czułam. Ja ich nie rozumiem, nie umiem tego zrobić świadomie, ale… to działa! Ty też możesz je poczuć.

Achaja nie była przekonana. Naprawdę nie „czuła” żadnej odpowiedzi. Po prostu wyobraziła sobie nagle samą siebie zamienioną w człowieka-kota. Potrząsnęła głową.

– No, dobra – powiedziała bez przekonania. – Próbujemy?

– Mhm.

U obu nagle pojawiły się kły, pazury i kocie ogony. Achaja szarpnęła się z całej siły. Poczuła ból. „Nie, nie tak!” To nie były słowa. Po prostu w jej głowie pojawił się obraz zaprzeczenia. Nie potrafiła tego określić. Wielki czarny kocur patrzył na nią, przekrzywiając głowę. Wyraźnie się śmiał To też widziała we własnej głowie. Zobaczyła nagle własną rękę pozbawioną kości i mięśni. Aż się wzdrygnęła. Kot przewrócił się na plecy. Śmiał się zupełnie wyraźnie. Znowu obraz ręki. A potem obraz małego kotka schwytanego w jakąś pętlę, z której wyślizguje się bez trudu. Zrozumiała.