Страница 79 из 108
– O, mamo. Powiem, co chcecie. Tylko co?
– Jak je zabiłaś?
Przytrzymała ręką swój ogon, żeby nie podstawiać tamtej suce narzędzia tortur. Skuliła się i napięła.
– Powiedziałam, że nałożę na kurwy większe podatki! Same zdechły!
Oczekiwała kolejnego ciosu, ale ten nie padł. O, żesz ty. Więc na pal? Czego one chciały?
– Przyprowadzić tę drugą smarkulę – rozkazała kobieta.
Nie musiała czekać długo. Poczuła zapach strachu i to takiego, że ciarki ją przeszły. Chwilę później rzucono kogoś na kolana, a potem na twarz tuż przy niej. Ostrożnie zerknęła w bok. To była Ar
– Proszę! Błagam! Nie róbcie mi nic złego – płakała czarownica. – Zabijcie mnie, proszę. Ale raz! Raz i już, co? Proszę!
– No i co, siksy. Teraz płaczecie? Jak zabiłyście nasze siostry?
– To ona zabijała! – krzyknęła Ar
Achaja poczuła ulgę. Ktoś mocno ścisnął ogon czarownicy. Bardzo mocno.
– To ona! – krzyczała Ar
– Jak zrobiłaś światło?
– Ojej… no… jestem czarownicą przecież. Auuuu!!! Czarownicą, prawdę mówię. Auuuuu!!! Niech ona mnie nie rusza. Auuuu!!! Błagam, proszę, zrobię, co chcecie, błagam, auuuu!!!
Rozbeczała się tak, że trudno było zrozumieć, co mówi.
– Słuchajcie, smarkule – powiedziała kobieta. – Ja chcę wiedzieć tylko, jak to zrobiłyście.
– Proszę pani – szepnęła Achaja. Trochę bała się podnieść głos. – My się chyba nie rozumiemy… Auuuu!!! No, niech ona zostawi mój ogon, kurwa! Auuuuu!!! Proszę… Auuuu!!! Proszę, dajcie mi coś powiedzieć.
Dyszała chwilę.
– To ona – krzyknęła Ar
– Jeśli chcecie się czegoś dowiedzieć, to dajcie nam mówić. Proszę. Ja naprawdę nie wiem, o co wam chodzi… Auuuu!!!
Tym razem kobieta dała jednak znak oprawczyni. Achaja podniosła lekko głowę. Na tyle przynajmniej, żeby wyjąć nos z trawy.
– Ja naprawdę nie wiem, o co wam chodzi. Zabijałam je mieczem, ale jeśli pragniecie i
– Jak mogłaś je zabić w nocy? Kiedy nic nie widziałaś, a one widziały?
– Jestem szermierzem natchnionym, proszę pani. Nieźle mi poszło nawet z samym Virionem. Ja jestem w tym dobra, proszę pani.
– Szczypce – rozkazała kobieta.
Achaja zobaczyła nagle, jak jej dotychczasowa oprawczyni dostaje od kogoś wredne, duże szczypce. Jak bierze jej ogon do ręki i wkłada między dwa tępe końce.
– Nie! Ja wszystko powiem, proszę pani! Powiem!!! Proszę.
– Mów.
– Ale co? – wyrwało się skołowanej dziewczynie.
– Boi się. Mówi prawdę – powiedział jeden z mężczyzn.
– Tyle sama wiem. Dlaczego nie odpowiada?
– Nie rozumie.
– Jak tego można nie rozumieć?
– Nie wiem.
Zapadła dłuższa cisza. Achaja dyszała ciężko, widząc swój własny ogon ujęty szczypcami. Szlag! Co za idiotyczna sytuacja. Przyprawili jej ogon i teraz będą dzięki niemu dłużej męczyć. Dobrze, że jej nie zrobili uszu jak u słonia. Wtedy męki mogłyby trwać setki dni.
– Jak to zrobiłyście? – warknęła kobieta.
Achaja już chciała powtórzyć: „mieczem”, ale ogon w szczypcach sprawił, że tylko zacisnęła szczęki. Ar
– Jesteśmy i
– Ty – jakaś stopa dotknęła głowy Achai – czy ona mówi wszystko?
– Tak, proszę pani!
– A jak zabijasz, nie wiedząc, że zabijasz?
– Nie wiem. – Achaja rozszerzonymi oczami patrzyła na szczypce. – No, zabijam, bo umiem. Nie wiem, jak to powiedzieć! Nie widziałam niczego, ale pomogła mi porucznik saperów, a potem ta czarownica. Zobaczyłam coś i wtedy…
– Zabijałaś nawet jak nic nie widziałaś.
– Machałam mieczem na oślep.
– Tak dobrze?
Te szczypce! Jak ściśnie, to…
– Mogę zademonstrować – zaryzykowała. – Mogę zabić tę małpę, co trzyma te szczypce, zanim je zewrze.
Chwila wahania. Członkowie rady zapewne spojrzeli po sobie.
– Wierzę ci. Ale jak to robisz?
– O, mamo. Wyszkolona jestem, normalnie, no. Nie wiem, jak to robię! Robię i już.
Kobieta zamyśliła się. Cisza przedłużała się nieznośnie.
– Wierzę jej – powiedziała w końcu. – A ta druga?
– Ona też nie wie, jak to robi – powiedział jeden z mężczyzn.
– Jeśli przyślą więcej takich jak one, to będzie po nas.
– Nie! – krzyknęła Ar
– Mogłaś tego nie mówić, suko! – warknęła Achaja.
– Stul pysk – warknęła czarownica. – Może nas nie zamęczą. Ja mówię prawdę, proszę pani. Nie będzie więcej takich ja my. Proszę mi wierzyć. Błagam!
– Jedna się strasznie boi, druga trochę mniej. Dlaczego? – spytała kobieta.
– Ta, co się strasznie boi, jest tą… no… „czarownicą” – powiedział jeden z mężczyzn.
– Umie robić światło. Jest odważna. Została w bitwie sama. Wtedy się nie bała.
– Bała się. Ale coś ją zaćmiło. Ta druga, od miecza, też się boi, a wtedy poszła na śmierć. Co je zaćmiło?
– A ta dziewczyna, która rozpaliła niezwykle jasną pochodnię? Wiedziała, że zginie, bała się, a jednak to zrobiła. One mają tylko jedno życie. I poświęcają je czasami.
– Owszem. Teraz jednak obie śmierdzą tchórzem jak żadna z naszych. Zrobiłyby wszystko, żeby ich nie zamęczyć. Tfu! Dno!
Mężczyzna wstał lekko i przejął je od dziewczyny szczypce, ciągle z ogonem Achai przełożonym między ostrzami.
– I co? – spytał. – Zrobisz wszystko, co ci każę? Upodlisz się, jak zechcę?
Nie odpowiadała. Niby co powiedzieć w tej sytuacji?
– No, mów. Co zrobisz?
Achaja na kolanach, goła, z twarzą przy ziemi i z idiotycznie wypiętym tyłkiem, powiedziała cicho:
– Zabiję cię, panie. Zanim zdołasz zewrzeć palce.
– Wiesz ile łuków do ciebie mierzy?
– To bez znaczenia, panie. Zabiję cię, nawet mając pięćdziesiąt strzał w tyłku. – Przełknęła ślinę. – Chcesz się założyć?
Zwątpił! Naprawdę zwątpił. Było bez znaczenia, co z nią później zrobią. On uwierzył, że Achaja tego dokona. Podszedł do Ar
– A ty, tchórzu?
– Panie ja… ja wszystko powiem. Proszę. Błagam!
– Zamęczymy was obie. To będzie tak straszna śmierć, że nie jesteście sobie w stanie tego wyobrazić. – Kopnął ją lekko. – No, powiedz. Tylko bez błagania. Ty też jesteś w stanie mnie zabić?
Było to idiotyczne. Ar
– Owszem, gnoju! Mogę cię zabić w każdej chwili!!! I bez znaczenia, co ze mną potem zrobią!
Mężczyzna wyprostował się powoli. Słyszały to raczej, niż widziały, obie nie mogły podnieść głowy.
– Obie są godne – powiedział. – Obie się boją, ale obie są godne.
– Twoje słowa – powiedziała kobieta. – Niech tak się stanie.
Rada, przesłuchujący, czy jak ich tam zwać, wstali szybko i odeszli bez słowa. Było to tak niespodziewane, że Achaja i Ar
– No, co tak sterczycie z tyłkami do góry, siostrzyczki? – rozległ się czyjś roześmiany głos.
Podniosły głowy. Powoli. Obok stała naga dziewczyna. Bez żadnego ogona. Bez szponów i kłów.