Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 39 из 108

Nie mówimy, oczywiście, o oficerach, które przeszły swoją własną szkołę, za którą zapłaciły ich rodziny, o umiejących pisać, czytać i gładko się wysławiać dziewczynach. One mogły po służbie zostać wszystkim, czym zostać chciały. Umiały świetnie liczyć, raczej ciężko je było zahukać, potrafiły zadbać o swoje, potrafiły udawać, potrafiły się sprzedać jak chciały. Mogły, oczywiście, zostać w armii, mogły służyć na książęcych dworach, mogły obejmować stanowiska urzędowe, wreszcie miały swoje oficerskie pensje lub naprawdę duże odprawy. Nie, nie. Mówimy o prostych żołnierzach.

Ale teraz… Przed żołnierzami plutonu „C” pierwszej kompanii stanęło nagle, że muszą zrezygnować nawet z tej bardzo skromnej przyszłości, którą im zapewniała armia. Pewnie, że każdy żołnierz liczy się z tym, że zginie. Ale to jakoś tam się odsuwa ze świadomości. Może nie ja? Może jeszcze nie tym razem. A tutaj? Zginiemy wszystkie? Naprawdę? To chyba niemożliwe, co? Możliwe? O, kurde… Dziewczyny przyjmowały to różnie. Shha rzygała jak najęta. Mayfed i Zarrakh zaczęły się kłócić o jakiś nieistotny drobiazg i to tak, że o mało się nie pozabijały. La

Otrzeźwiło ją dopiero, jak ktoś chwycił jej włosy.

– Ty! – To była pani major, jakby czymś „zmęczona”, w dowództwie widać też był alkohol na podorędziu. – Do szeregu! Zbieraj ludzi! – Popchnęła ją delikatnie. – La

– A niech się rozchodzą! – Shha tkwiła ciągle w tej samej pozycji, na czworakach. – Bogowie z nimi.

– No, wstań, siostro. – Pani major ujęła jej ramię. – No, chodź, mała. Tak trzeba.

– A srał was pies.

– Wiem, wiem, – Major, o dziwo, nie obraziła się śmiertelnie. Zresztą, jakby się obraziła, to niby jaką karę mogła teraz wymierzyć? – Ale trzeba.

– Pierdol się! – Shha zwymiotowała znowu.

Achaja podeszła i odsunęła rękę pani major. Powoli podniosła swoją najbliższą koleżankę.

– Chodź… Wiem, że to głupota. Ale i tak nic nie zrobimy. Niech gnoje wiedzą, że się nie boimy i… że mamy honor.

– Co mamy? – nie dosłyszała Shha.

– Mamy to, że się lubimy. I że jesteśmy razem.

– Jak chcesz, to dla ciebie stanę w szeregu. Tylko dla ciebie. Bo reszta mi zwisa!

Pani major skrzywiła się, ale zasłoniła je obie własnymi plecami, żeby nikt z orszaku nie widział, co tu się dzieje. Bei tymczasem modliła się głośno, Zarrakh i Mayfed, nagle pogodzone, nuciły jakąś piosenkę, te małe z tyłu płakały w większości, reszta kłóciła się, kto gdzie będzie stał, jakby teraz dopiero do nich doszło, że to nie jest normalny apel. Na prawdziwego żołnierza wyglądała jedynie Chloe, pijana w sztok, ale na baczność. I

Królowa pojawiła się dosłownie moment później. Nawet stąd wydawała się o jakieś dwadzieścia lat starsza niż poprzednio. Mówiła… A co się da powiedzieć w tej sytuacji? Mówiła, że wierzy (wiara zawsze pojawia się w podobnych momentach, co?), że wie (uuuuuu… łgała ani chybi), iż sobie poradzą. Nakreśliła, oględnie, sytuację.

Tylne szeregi nie zrozumiały (albo nie usłyszały, bo słowa były dość ciche), przednie chyba zrozumiały, ale nie mogły do końca uwierzyć. Potem pojawił się Virion z kilkudziesięcioma „synami”. Wyznaczono plac do pojedynku. Pierwsza wystąpiła księżniczka, jeszcze zajadła, wywijająca swoim mieczem wykonanym przez najlepszych rzemieślników. Naprzeciw niej sam Virion. Cha, cha, cha… Wykpiła się niczym, jak przewidział Biafra. Szermierz natchniony wyjął swój miecz i zabił ją tym samym ruchem! Nawet nie wiedziała, że ginie!

Jakaś straszliwa cisza zapadła na placu.

Trzeci pułk miał pecha. A właściwie, chyba wielkie szczęście. Stał pierwszy od prawej i od niego się zaczęło. Niby po co dziewczyny miały patrzeć najpierw na śmierć całej dywizji? Virion ustąpił z palcu (to on wszak ustalał kolejność wśród swoich ludzi… tfu! „synów”) i zastąpił go ktoś młodszy. Pani major, ta przed nimi, zaklęła nagle.

– Ach! Jestem wyższym oficerem, mogę sobie wybrać czas. – Odwróciła się na pięcie. – Cześć, dziewczyny! – mruknęła i poszła, wyciągając miecz.

– Teraz to: „dziewczyny” – warknęła Shha. – A jak mnie, kurwa, pierwszy raz na Kupiecki Szlak słała, to krzyczała: „Zapierdalaj, żołnierzu!”

– Daj jej spokój – westchnęła Mayfed. – Poszła pierwsza. Niech jej będzie.

– Pierwsza! Też bym chciała być pierwsza i nie widzieć tego wszystkiego! No, Achajka?

– Co, Shha?

– Przesuń się w lewo. Nie chcę widzieć, jak oni to z tobą będą robić. Chcę być przed tobą. Proszę!

– W życiu! Siostro, wybacz, ale nigdy w życiu! To ja nie chcę widzieć, jak oni to z tobą będą robili!

Pani major została załatwiona jak księżniczka. Jednym ruchem przeciwnika. Jednym zamachem! A to były jako tako przynajmniej wyszkolone szermierki. Jakie szanse mieli więc żołnierze?

– Ale szczęście, żeśmy w pierwszej kompanii – szepnęła Bei. – Pluton „C”, więc przed nami tylko „A” i „B”. Sześćdziesiąt sześć dziewczyn. To se za długo przynajmniej nie popatrzymy.

– Ty, widziałaś – szepnęła któraś z tyłu. – Matematyk u nas.

– Sześćdziesiąt sześć – kontynuowała Bei, niezrażona – a do mnie ile jeszcze zostało? – wychyliła się z szeregu, żeby policzyć na palcach koleżanki, które dzieliły ją od La

Pierwsza z dziewczyn z ich kompanii wyszła na plac. Wyciągnęła swój miecz. Ciach. Gwardyjki odniosły jej ciało. Następna. Ciach! Bogowie! Czy oni naprawdę potrzebują tylko jednego cięcia? Jednego zamachu? Co może zrobić zwykły żołnierz ze wsi czy z miasta w walce z mistrzem szermierki? Ciach! To już trzecia! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Niech ktoś coś zrobi! Ciach! Bogowie. Gdzie gwardyjki będą układać ciała przy końcu? To już czwarta. Ciach! Piąta. O kurwa! Ale szybko!

Ktoś tuż za nimi zwymiotował głośno. Reszta trzymała się jednak jakoś.

– Achajka – Shha zagryzła wargi – przesuń się za mnie, proszę!

– Gówno! Nie będę patrzyć, jak cię wynoszą!

– Ale ja będę musiała.

– To zamknij oczy! N

Bei przerwała im nagle.

– Bogowie! Już po pierwszym plutonie. To tak szybko?

– Nie wzywaj Bogów, dupo! – krzyknęła któraś z tych małych, dołączona do nich na siłę. – Jakby Bogowie byli, to by na to nie pozwolili!

– Gadanie – włączyła się Mayfed. – A pozwalają na wszystkie i

– Ale cały pluton tak szybko?

– Szybko, bo nie mieli pełnego składu, a uzupełnienia do nich jeszcze nie dotarły. Na swoje zresztą szczęście.

– Ty, kurwa. Zaraz będziesz mniej gadatliwa!

– Stul pysk, cipo!

Koleżanki z plutonu „B” właśnie się żegnały ze sobą. Ciach! I pierwsza nie żyła. Któraś osłabła w szeregu, gwardyjki ją cuciły. Ciach!