Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 103 из 108

– Szlachta z gór nosi takie często zimą, żeby uniknąć oślepienia przez śnieg.

Znowu zerknęła w lustro. Ciemne okulary przydawały jej twarzy wyrazu tajemniczości. Pasowały do jej rysów. Miała wszelkie szanse, żeby stać się ozdobą balu. Ale co najważniejsze, ciemny kryształ zasłaniał jej czarne, pozbawione białek oczy.

– Słuchaj. Będę mogła je potem zatrzymać?

– Pewnie. Są twoje. – Biafra wzruszył ramionami. Nie mógł zrozumieć, że księżniczka mogła pytać o coś takiego. Jakby strzeliła palcami, służący powi

– Jakby kto pytał, powiesz, że zapadłaś na śnieżną ślepotę. Ale nikt pytać nie powinien. Twoja obstawa…

– Moja co?

– Obstawa – mruknął. – Chyba nie sądziłaś, że cię puszczę samą na salę balową. Podejdzie jakiś utytułowany pacan, przedstawi się, i ty też będziesz musiała wtedy powiedzieć swoje imię. W chwilę później nikt nie podejdzie do ciebie na odległość dwudziestu kroków – tak się będą bali.

– A nie mogę się przedstawić jako Śliczna Dupeczka? – roześmiała się, kręcąc tyłkiem.

Roześmiał się również. Mrugnął do niej.

– Nigdy nie podawaj żadnego fałszywego imienia. Jak się wyda, Królowa nas zetnie. – Klasnął w dłonie. Służący skoczyli do drzwi, otwierając je na całą szerokość. Zobaczyła czekające na korytarzu dwie wysoko urodzone damy. – To jest księżniczka Gi

Księżniczka skinęła jej głową.

– Dama dworu Mija – kontynuował Biafra. – Będzie tuż przy tobie, szczebiocząc o bzdurach.

Młoda kobieta wykonała głęboki ukłon.

– Kurczę. Po co?

– Nie będziesz się kręcić po sali sama jak palec. Musisz z kimś gadać. Więc pieprz głupoty do Mii i trzymaj się okien.

Spojrzała na niego unosząc okulary.

– No nie. Dlaczego akurat okien?

Zaklął cicho.

– Przy oknach jest chłodno. Jak podejdziesz do lichtarza z dwiema setkami świec, gdzie gorąco, spocisz się i spłynie z ciebie całe to wapno, które masz na twarzy. – Machnął ręką. – No, idźcie już. Królowa zaraz zaszczyci towarzystwo swoją osobą.

Gi

Sala balowa, choć królewska, niczym nie przypominała choćby wielkoksiążęcych sal z Troy. Mogła pomieścić raptem dwieście, trzysta osób. Może trochę więcej. Powiedzenie, że sala królewska w stolicy jej poprzedniej ojczyzny była dziesięć razy większa, wcale nie byłoby ryzykowne.

Mija poprowadziła Achaję pod okno.

– No i wiesz, on wtedy spojrzał na mnie, nogi zaczęły mi drżeć – trajkotała bez przerwy – a miałam na sobie taką śliczną suknię, wiesz, najlepszy krawiec, on zresztą miał bodaj dwadzieścioro dzieci, bo wiesz, jak jest za dużo dzieci, z reguły rzemieślnik robi byle jak, byle nastarczyć, ale, wiesz, tkanina była z Garenmich, a ja kiedyś miałam jechać do Garenmich, ale to daleko, za to wtedy, to znaczy przed tą planowaną podróżą, co nie doszła do skutku, poznałam takiego ślicznego chłopca. Wiesz, bo chłopcy to lubią podróże. Wiesz, znałam kiedyś jednego podróżnika, ale on był stary, starość nie radość, nie? Ale kiedyś spałam ze starym mężczyzną. No, może nie był piękny, ale to doświadczenie. Tak, mam koleżankę, która mówi o sobie, że dopiero ona jest doświadczona, ale ja jej nie wierzę, ona głupia i gadatliwa.

Jakiś wystrojony mężczyzna zwrócił uwagę na Achaję. Zamierzał podejść bliżej. Gi

– Jestem księżniczka Gi

Mężczyzna uśmiechnął się, składając ukłon. Nie mógł ruszyć dalej. Prawdziwej księżniczki nie można wszak zbyć byle czym. Pogrążyli się w rozmowie, ale zaraz księżniczkę zluzowały dwie damy dworu, które dopadły nieznajomego mężczyzny i poprowadziły w przeciwległy kąt sali. Gi

Achaja dopiero po dłuższej chwili zobaczyła swoją ofiarę – księcia Luan. Mężczyzna wydawał się sympatyczny. Był dość przystojny. Z wielką serdecznością rozmawiał z politykami czekającymi na nadejście królowej. Zrozumiała, że on naprawdę chce pokoju.

Zrozumiała też jeszcze jedną rzecz. Nie będzie w stanie zabić niewi

Biafra, wściekły tak, że aż zieleniał na twarzy, wziął ją pod ramię i wyprowadził z sali do przestro

– No i co, moja ty szlachetna damo??? – syknął, kiedy już zostali sami. – Dobry uczynek zrobiłaś, co?

– Nie będę twoim katem – warknęła.

– Nie? To szkoda – zakpił. – Obwiesić się przyjdzie.

Włożył dwa palce do ust i gwizdnął jak mógł najgłośniej. W drzwiach pojawiła się przestraszona służąca.

– Dawaj tu, kurwo, czterdzieści dziewczyn ze służby!

– Proszę? – nie zrozumiała polecenia.

Biafra doskoczył do niej i strzelił ją w twarz otwartą dłonią.

– A teraz zrozumiałaś, suko? – Uderzył ją lewą dłonią w drugi policzek. – Rozumiesz już?

Dziewczyna się rozpłakała. Kryjąc twarz, pobiegła wzdłuż korytarza.

– Ty, psiamać, nie bądź taki mocny wobec bezbro

– Ależ proszę. – Zrobił kilka kroków w jej kierunku. – Chcesz się na mnie wyżyć? Pani szermierz natchniona. Pani major „Rzeźnik” Achaja, chce zabić biednego, niewi

Wściekła jak osa ruszyła w jego kierunku.

Gwizdnął jeszcze raz, tym razem w i

Zamrożone okna rozprysły się nagle. Dwadzieścia dziewczyn w zimowych mundurach górskiej dywizji, przywiązane sznurami do zewnętrznych ścian w oczekiwaniu na swoją chwilę, wpadło nagle do środka. Wszystkie miały w rękach napięte kusze. Sądząc po okrywającym je szronie, musiały długo czekać na mrozie, stojąc na wąskim gzymsie. Ale nie zmniejszało to ich sprawności bojowej. To byli żołnierze z drugiej górskiej dywizji. Istnego cuda! – jak mówiła Zi

– No i co? Pani szermierzu natchniony? – zakpił Biafra. – Co mi teraz zrobisz? Nic? – spojrzał szczerze zdziwiony. – A może mam cię strzelić w pysk jak tamtą? Co? Czemu nic nie mówisz?

– Ty gnoju…

– Och! Bo się popłaczę!

Przerwały mu przestraszone służące, przepychające się, usiłujące ukryć jedna za drugą, które wchodziły do wyziębionej momentalnie sali.

– Stawać pod ścianą! – ryknął Biafra. Wściekłość dławiła go tak, że ledwie mógł oddychać. – Rozbierać się, suki!

– Ale… – szepnęła najodważniejsza, ale Biafra nie dał jej dokończyć.

– Sierżancie – szepnął do jednej z żołnierzy – jeśli w przeciągu dwóch oddechów nie będzie goła, to ją zastrzelcie.

Sierżant rozstawiła szeroko nogi, podnosząc kuszę.

– Rozbierz się lepiej koleżanko – rzuciła również szeptem. – Proszę! Ja muszę wykonać rozkaz. Proszę!

Wszystkie czterdzieści dziewcząt ze służby rozebrało się prawie natychmiast. Stały teraz nagie na swych skołtunionych sukniach, usiłując zasłonić się rękami, zaciskając zęby, bo naprawdę w pomieszczeniu było już zimno. Mroźny wiatr wiał przez rozbite okna i sprawiał, że przy każdym oddechu z ust wydostawał się obłok pary.