Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 102 из 108

– Ale będziemy mieli czas. Będziemy mieli pieniądze – powtórzyła.

– Słuchaj. Kiedy byłaś w obozie niewolników, miałaś tam jakiegoś śmiertelnego wroga?

– Wielu – prychnęła.

– A dałabyś im nóż, pozwoliła przytknąć go do własnej szyi i zasnęła spokojnie, jeśli twój wróg zapewnił cię, że pragnie przyjaźni?

– Ale Luan…

– Luan – przerwał jej – chce mieć szlak przez Las. I będzie go miał. Po naszym trupie.

Westchnęła cicho. Popatrzyła na oszronione okna. Przesunęła wzrokiem po niezliczonych lichtarzach, które Biafra zgromadził w jej sypialni. Bał się ciemności? A jakie to miało znaczenie? Odwróciła głowę. Z ogromną intensywnością poczuła jego zapach. Silną woń wódki i jakichś niesamowitych, wspaniałych pachnideł. Nie mogła w tym melanżu wyczuć jego własnego zapachu. Tuż obok niej, na jej własnej kołdrze, leżał najpiękniejszy mężczyzna, jakiego widziała w życiu. Tuż obok niej leżał mężczyzna o najbrzydszym umyśle na całym świecie. Jak to się mogło tak połączyć? Dlaczego to coś, takie ohydne, było ukryte w czymś tak pięknym?

– Kogo chcesz zabić, Biafra? – spytała cicho.

– Otóż Luan nie wyśle już zwykłego poselstwa – odpowiedział natychmiast. – Po aferze z górską dywizją będą się bali. Wyślą, półprywatnie, jakiegoś księcia. Żeby mógł zacząć negocjacje od razu na wysokim szczeblu.

– Ale to będzie jakiś zwole

– Masz rację. Z całą pewnością wybiorą kogoś, kto od dawna zabiegał o pokój między naszymi państwami. Musi być przekonujący.

– A ta druga ofiara?

– Pierwsza Czarownica Królestwa. Mamusię jakoś przekonam. Księżniczki można przekupić lub sterroryzować. Kupców można wziąć za mordę albo okłamać. Jej nie.

– Kurde! To jest dwóch niewi

– Owszem – zgodził się szybko. – Ale jak będą żyli… Arkach umrze.

– Chyba nie sądzisz, że zabicie dwóch osób zmieni bieg światowych wydarzeń.

– Oczywiście. Są także pozostałe osoby – zgodził się znowu. – Z tym, że tymi pozostałymi zajmie się kto i

Aż podskoczyła z wrażenia.

– Jak to „kto i

Spojrzał na nią. Uśmiechnął się smutno.

– Jesteś śliczna.

– Nie bierz mnie pod włos! Dlaczego ja?

– Księcia goszczącego na dworze może zabić tylko księżniczka.

– Co on? Taki wielki szermierz?

– A, daj spokój – machnął ręką. – Jest bardzo dobry. Ale w twoim przypadku – cmoknął cicho – to będzie szybka egzekucja. – Przymknął oczy. – Musi być księżniczka na księcia, bo inaczej zdolność honorową utracimy. – Znowu się uśmiechnął. – Natomiast w przypadku czarownicy… Tylko ty możesz tego dokonać. Ty i pani Ar

– Ty świnio! Ty świnio! Ty sukinsynu! To morderco pierdolony!

Pokiwał głową.

– Ty… ty gówno płynące rynsztokiem. Ty… ty…

– Masz rację.

– Stul pysk! Ty gnoju! Ty… – Brakowało jej słów. Aż ją zatkało ze złości. – Ty… Kurwa! Dwoje niewi

– A twoja dywizja górska – uśmiechnął się ciepło. – Nie była bezbro

– To… Ty skurwysynu! Jeśli to zrobimy, to co nas wtedy będzie różnić od naszych wrogów? Po co walczymy? Co nas będzie od nich różnić, jeśli będziemy takie same gnoje?

– Nic. – Mrugnął porozumiewawczo. Przy wszystkich swoich wadach Biafra stanowczo nie należał do ludzi, którzy obrażają się za słowa. – Nic nas nie różni już od dawna. Tyle tylko, że my to my, a oni to oni. – Uśmiechnął się radośnie.

– Ty… To jest takie kurestwo…

– Kochanie – ziewnął. – Daj mi ich głowy na złotej tacy, proszę.

Achaję zatkało. Kompletnie.

ROZDZIAŁ 17

Wielki bal w zimowym, położonym w lesie królewskim pałacu rozkręcał się dopiero. Jej Wysokość jeszcze nie zaszczyciła gości. Księżniczki, goście, szlachta snuli się niemrawo wokół zastawionych stołów, wymieniając zdawkowe uwagi, plotkując i ziewając ukradkiem. Na razie wszyscy uczestniczyli w przyjęciu wyłącznie z obowiązku. Prawdziwe atrakcje miały dopiero nadejść.

W jednej z sal bocznego skrzydła trwała gorączkowa praca. Dwóch cyrulików zmieniało kolor włosów Achai na rudy, trzy służące nakładały na jej twarz wiele warstw pudru, żeby zakryć tatuaż. Dziewczyna poddawała się tym zabiegom obojętnie.

Tuż obok Biafra naradzał się z wynajętym prowokatorem, młodym, może raptem siedemnastoletnim chłopcem.

– Robimy tak, jak księcia Siriusa chciały obrazić Wielkie Rody – powiedział właśnie chłopak.

– Na „dziewczynę”? To się nie udało w Troy.

– Tu się uda. – Chłopak mimo młodego wieku miał już bezczelne, wredne oczy, takie jakie widuje się u starych donosicieli albo u katów, ale tylko tych, którzy z wykonywania swojego zawodu czerpią przyjemność. – Facet przecież myśli, że przyjechał, żeby wam nieba uchylić. Jego intencje są czyste. Będzie pokój, myśli. Nie spodziewa się prowokacji.

– Królowa mnie zabije za ten numer. – Biafra zagryzł wargi. – To przecież jawna…

– Prowokacja – dokończył chłopak, uśmiechając się tak, jakby ta dodatkowa trudność szczególnie go radowała. – Ja jestem prowokatorem, panie. Przecież do tego mnie najęliście.

– Wiem. – Biafra podszedł do okna i dłuższą chwilę mełł przekleństwa. Nalał sobie wódki do wielkiego metalowego kubka i wypił jednym haustem. Zerknął na Achaję, której cyrulicy układali właśnie wspaniałą fryzurę.

– Dobra – mruknął. – Poradzę sobie jakoś.

Chłopak uśmiechnął się znowu. Potem skinął na swoje sługi. Bez żadnego skrępowania, w obecności kilku kobiet zaczął się rozbierać. Nawet Achaja zerknęła z boku zdziwiona. Dwie służące nałożyły mu gorset, a po chwili ścisnęły w pasie tak, że ledwie mógł oddychać. Dwie i

– Kurde – westchnął chłopak. – Jak kobiety w tym chodzą?

Poruszył nogami skrępowanymi przez wąską, wspaniałą suknię.

– Chyba się nie potkniesz? – spytał Biafra.

Tamten uśmiechnął się samym skrzywieniem warg.

– Tak tylko mówię. – Wzruszył ramionami. – Ćwiczyłem krok chyba we wszystkich strojach, jakie wymyślił człowiek. – Roześmiał się nagle. – Kiedyś byłem przebrany za baletnicę i odtańczyłem na uczcie cały kawałek. – Rozłożył ręce. – Brawo mi bili. A ten, co na niego mnie wynajęli, to od razu wziął mnie do łożnicy. A jak wpadli ci, co byli nagotowani, żeby tumult uczynić i klienta na sąd dostawić, to się bałem, że mnie zgwałcą. Za dobrze, szlag, udawałem. Za dobrze.

Biafra uśmiechnął się lekko. Achaja wydęła wargi. Na szczęście służący uporali się nareszcie z jej fryzurą. Najwyższa z dziewczyn zasłoniła ją trzymaną w rękach tkaniną od reszty obecnych w pokoju i Achaja mogła zrzucić swoją szeroką koszulę. Dwie służące nałożyły jej gorset i, stękając z wysiłku, zacisnęły wszystkie paski. Achai pociemniało w oczach. I tak było jej łatwiej – w czymś takim chodziła latami jeszcze w Troy. Jak mógł wytrzymać tę torturę osiemnastoletni chłopak? Nie mogła zrozumieć.

Włożyła cieniutką, wąską suknię. Mogła w niej rozstawić stopy mniej więcej na odległość jednej dłoni. Nieszczególnie jej to przeszkadzało. Miała jednak nadzieję, że chłopak, ubrany w coś takiego, przewróci się i rozwali sobie nos. Zerknęła do lustra na swój, podkreślony gorsetem, kształtny tyłek. Poruszyła nim lekko. Wyglądał bardzo pociągająco. Spojrzała ukradkiem na Biafrę, czy widzi. Widział. Niestety, pochwycił jej spojrzenie. Uśmiechnął się. Szlag.

– Masz. – Podał jej dziwny, czarno-złoty przedmiot. – To okulary.

– Co?

– Takie coś, co zasłania oczy.

Gruby, złoty drut obejmował dwa idealnie okrągłe, świetnie wyszlifowane kawałki ciemnego kryształu. Pomógł jej założyć to na nos i zaczepił końce drutu o uszy.