Страница 12 из 54
– A czarny od każdej strony k' czortu podobny! – Ja wolę czarnych od Żydów – stwierdził Szafranek.
– Bo Żydzi nie jedzą moich kiełbas, a dla Murzyna nie ma 'koszer', oni wszystko jedzą. Pawlak pojął, jak niskie były motywacje tolerancyjnego stosunku prezydenta rzeźników do czarnej rasy. Jeśli szanowny pan Szafranek chce wiedzieć, na czym opiera się światopogląd Kaźmierza, to musi wiedzieć, że on nie zapomni nigdy, co pisał w swoich pierwszych listach z Chicago ten, kto ich tam dziś zapraszał. Czytali te listy przy naftowej lampie i płakali wszyscy jak przy wędzeniu wielkanocnej szynki, kiedy dym jałowca snuł się wokół beczki. Jego matka, a prababka Ani najpierw żegnała się szeroko, nim zaczęła uroczystym głosem odczytywać słowa listu wygnańca. A zaczynało się to zawsze tak: W pierwszych słowach mojego listu wstępuje w nasze progi, całuje ręce Ojca i Matki i na dowód, żem wiary swej się nie zaparł, przemawiam tymi słowy: niech będzie Jezus Chrystus pochwalony, a ten Kargul na wieki przeklęty!” Kiedy tylko ta inwokacja została odczytana, Leonia wzdychała z ulgą, że jej syn najstarszy w bojaźni bożej żyje, a Kacper wąsiska szarpał i mruczał: 'Moja krew! Swojego nie daruje!' Każde przekleństwo pod adresem Kargula tato przyjmował życzliwym gestem głowy jako świadectwo, że Jaśko, choć za górami i morzami, to przysięgi swojej nie zapomniał, ziemi swojej wierny będzie i wróci tu kiedyś, żeby kości Pawlaków nie szukały się po świecie… Prezydent Szafranek ze wzruszeniem słuchał opowieści Pawlaka: to nie taka była rodzina jak jego, co meble w piwnicy ukryła, by wyłudzić od 'bogatego wujka z Ameryki' dolary. Z większą teraz sympatią spoglądał na tę delegację rodzi
Obiecanej trafić z roboty w rzeźni do domu, to kredą rysuje ślad na kamieniach, bo spytać o drogę nie umie. Niech Ania nie myśli, że jego brat pojechał tam na wycieczkę z „Orbisem”. Pojechał, bo czekała go rozprawa sądowa za użycie niewłaściwego argumentu w dyskusji sąsiedzkiej. A że Pawlaki zawsze więcej wierzyli w sprawiedliwość boską niż w ludzką, to woleli ostatnią krowinę sprzedać, byle nie dopuścić do takiej hańby jak więzienie. Wszystko bowiem można było Pawlakom zarzucić, nawet to, że kuropatwy we wnyki na dworskich polach chwytali, ale nie żeby dali się złapać na gorącym uczynku. Owszem, przebił Jaśko płuco tu obecnego Władysława Kargula kosą, ale w dobrej intencji, żeby tych zachła
– A co ma do tego polityka, że ja wolę deresza od wronego? Obejrzał się przez ramię w stronę Murzyna, żeby nikt nie miał wątpliwości, że tym wronym jest ten' który bezczelnie pławi się w luksusie na polskim statku noszącym historyczne imię”. – Człowiek to nie koń – syknęła Ania, chcąc uzmysłowić dziadkowi absurd jego wywodów. – Taż pewnie! Na koniu można jechać, a na człowieku aby potknąć sia! W tej chwili Ania dostrzegła, że przed Murzynem i jego sąsiadką kelner stawia ogromny puchar melby z owocami i zamówiła to samo.
– Ty mi dzikich nie małpuj – syknął doprowadzony do ostateczności Kaźmierz.
– Z niej taka rozdziawa, że nawet w partii by kariery nie zrobiwszy. – Ot, gorączka człek, prosto jak Jaśko – westchnął Kargul.
– Do Ameryki jedzie, a zacofany jak sanacyjny chłop!
– Ot, patrzaj, jaki to on nowoczesny, a nie wiedział, że w kajucie okna nie otwiera sia, bo woda by naleciawszy! Gruby prezydent polskich rzeźników zapalił cygaro i przeczytał głośno program rozrywkowy na „Batorym”: dziś jest koncert, bingo, potem podwieczorek, film w kinie i dancing… – Aj, człowiecze -szczerze westchnął Pawlak, podnosząc się od stołu – taż jak to wszystko wytrzymać?! – Pod moją opieką jakoś pańska wnuczka da sobie radę… Ta oferta Szafranka ożywiła czujność Pawlaka: obiecał Zenkowi, że oka z Ani nie spuści, a nie będzie przecież przechodził golgoty bingo, koncertu czy dancingu. – Ania! Ano do kajuty galopem leć!
– Dlaczego, dziadku?
– Ty zapomniała, że u mnie posłuch musi być? Albo jest rodzina, albo tałatajstwo! Ószukany przez bliskich rzeźnik z żalem patrzył w ślad za wyprowadzaną pod eskortą swoich dziadków dziewczyną. Miał cichą nadzieję, że utraciwszy swoją rodzinę może liczyć na rekompensatę ze strony cudzej, która pojmie jego bezgraniczną tęsknotę do szczerej, polskiej natury, co wyżej ceni serce i godność niż konta w banku. Skąd mógł wiedzieć, że Ania tylko dlatego otrzymała zgodę męża na tę podróż, że złożyła mu specjalną przysięgę wierności…
Rozdział 13
Ich kajuta była ulokowana tuż pod maszynownią i dudnienie potężnego silnika wprawiało Pawlaka w taką wibrację, że nim się ogolił, trzy razy się zdążył zaciąć. – Jest fryzjer – przekonywała go Ania.
– Ogoli dziadka.
– Ty mnie nie dziwacz- spojrzał na nią zdumiony, jakby wnuczka proponowała mu kąpiel nago w pokładowym basenie.
– Mnie cudza ręka dopieruto ogoli, jak ja już do trumny będę szykował sia. -I – Kargul machnął na to ręką – obiecanki-cacanki! Już raz żeś do umarcia gotów był, jakeś chciał Anię na ziemi zatrzymać. I co? Póki co, żyjesz… – Ale co to za życie? – westchnął Pawlak, patrząc przez bulaj na sine wody morza.
– Cóż mnie począć, jak ja nie mam o co rąk zaczepić? Taż z tego nieróbstwa prosto wariacji można dostać! Wciskał Pawlak kapelusz i wychodził na pokład. Niedługo dane mu było patrzeć na ołowiane fale, kipiące białym grzebieniem. Po pięciu minutach pojawiał się na pokładzie Kargul i tak stali obok siebie przytrzymując kapelusze, by ich wiatr nie porwał, jakby już tej Ameryki doczekać się nie mogli. Kaźmierz sięgał do kieszonki kamizelki, wyciągał zegarek na dewizce i sprawdzał godzinę: chyba o tej porze Marynia już krowy podoiła, teraz Anielcia wygania je na pastwisko. Ciekawość, czy Zenek pamięta, że miał tę holenderkę, co się bydłuje, zaprowadzić do byka, co jego Bru