Страница 21 из 71
Armii Biafry jeszcze to nie groziło. Jeszcze, choć z trudem, mogła się zaopatrzyć sama (przynajmniej w żywność i transport), ale i tak grzęzła coraz bardziej.
Niemniej wszystkie kłopoty powi
– Stąd już jest tylko jeden dzień drogi do Syrinx – powiedział. – Chyba musimy się zastanowić, co dalej.
Notabene, o czym oczywiście Suhren nie mógł wiedzieć, grubo ponad dziewięćset lat później powstała sztuka teatralna pod tytułem właśnie „Dzień drogi do Syrinx” opisująca to, co wydarzyło się owego ranka. Ponieważ jednak był to stek wyssanych z palca bzdur, nie będziemy cytować żadnej kwestii. Poza jedną myślą. Autor, który jeszcze się nie narodził, nie dysponował praktycznie żadnymi źródłami poza strzępami kilku pamiętników i trafnie odgadł tylko jedną rzecz: „…to był dzień, w którym decydowały się losy świata. To był dzień, który wtedy postrzegany jako mało brzemie
Karczma, w której rozsiadło się dowództwo Armii Arkach, była właściwie drewnianym pomostem wybudowanym na palach nad powierzchnią morza. Arendarz miał własną hodowlę ostryg, na wielkich ramach opuszczonych w skaliste zagłębienie. Wciągał te ramy przy gościach i podawał muszle od razu na stół, z doskonale schłodzonym, cienkim winem i cytrynami. Poza tym jeszcze miał małże, krewetki i ośmiornice. Achaja czuła, jak łzy zbierają się jej pod powiekami. To były potrawy, które pamiętała z dzieciństwa w Troy. Nie jadła owoców morza od wielu lat. A tu… Wschód słońca, leciutki wiatr znad wydm, szum fal… Zbyt wiele wspomnień, zbyt wiele rzeczy, które przypominały jej szczęśliwe dzieciństwo, po raz pierwszy od tak dawna, od tak dawna… Walczyła desperacko, żeby się nie rozpłakać na głos. Połykała ostrygi i małże, nie nadążała z żuciem, mając ciągle pełne usta ledwie mogła zmieścić w nich trochę wina. Biafra natomiast nie tykał tego świństwa, pił jedynie wino. On był wychowany w kraju odciętym od morza, dla niego istniały tylko wieprzowina, baranina, wołowina, nie mógł zrozumieć, jak ktoś może w ogóle tykać się tych galaretowatych, śmierdzących obrzydliwości. Suhren zachowywał się powściągliwie zarówno w jedzeniu jak i piciu. W jego rozumieniu knajpa była świetna, oczywiście w kategoriach, do których przywykł, tu mógł zjeść jedynie lekkie śniadanie. Nie rozumiał ani Biafry żłopiącego wyłącznie cienkusza, ani Achai, która nie nadążała z połykaniem. Dla niego zachowanie obydwojga wyglądało na normalne barbarzyństwo. Tylko gospodarz był zadowolony, sądząc po ilościach jedzenia pochłanianych przez tę dzikuskę i ilościach wina, które chyba tylko cudem jakimś mieściły się w żołądku tego barbarzyńskiego króla. Będzie to najlepszy wynik finansowy, jaki zanotował jednego dnia od wielu lat prowadzenia nadmorskiej karczmy. Skakał wokół gości, wymyślając coraz to nowe koncepcje kulinarne.
– Dzień drogi do Syrinx – mruknął Suhren, nawiązując rozmowę. – Myślę, że nadszedł już czas, żeby się cofnąć.
– Co? – Biafra aż wylał wino. Gospodarz biegiem przyniósł mu nowy kielich, który podał z pełnym szacunku ukłonem. Jego szacunek był prawdziwy – nigdy w życiu nie widział człowieka, który mógł tak szybko pochłonąć tak niewyobrażalne ilości alkoholu o tak wczesnej porze. Ale wiadomo… Barbaria! Oni to tam u siebie podobno nawet szczyny piją, czy jakoś tak.
– No… pokazaliśmy cesarzowi, na co nas stać. Pewnie trzęsie się z wściekłości, czytając codzie
– Chcesz się cofnąć?
– Mhm. Do Negger Bank – Suhren upił mały łyk wina. – Chyba nie chcecie zniszczyć Luan, prawda?
– To nigdy nie miała być taka wojna – wybełkotała Achaja z pełnymi ustami. – Tak jakoś jednak wyszło.
– No dobrze. Pokazaliśmy cesarzowi, że możemy nawet napoić konie w głównym kanale na przedmieściach Syrinx. Czas już, żeby wyciągnąć z tej wojny korzyści.
– O jakich korzyściach myślisz?
– Cofamy się do Negger Bank. Może uda się nawet utrzymać przełęcze w łańcuchu gór ograniczające prowincję. Może w rokowaniach uda się nawet zatrzymać połowę terenu. Na dwa, trzy lata. Miasto musi pozostać nasze. My mamy handel, mamy wpływy do kasy, w dwa, trzy lata skonstruujemy armię, która będzie w stanie utrzymać te zdobycze nawet przez dziesięć lat. A potem… kto wie, co się zdarzy? Możemy iść na przetrzymanie, jak Troy. Krok w przód, dwa kroki w tył, LaMoy może stać się takim samym punktem przetargowym jak Yach! Możemy się utrzymać i sto lat!
– Szlag! – Biafra skrzywił się i osuszył swój kielich. – Wplątaliśmy w to Zakon.
– Eeeee… Zakon nierychliwy. Jak po zawarciu rozejmu oboje się ukorzycie przed Mistrzem i przejdziecie na klęczkach na przykład drogę z najbliższej świątyni do portu, gdzie zacumuje jego statek, to wam daruje. Zakonem nie rządzą idioci. Jeśli pozwolicie im zachować powagę, to wam odpuszczą. Noooo… Zapłacicie powiedzmy – wydał wargi – czterdzieści od sta od zwiększonych zysków i spokój. Oni też potrafią liczyć.
– A Troy? – spytała Achaja.
– Już najwyższy czas wystawić Troy do wiatru, zanim się za bardzo nie zaplączecie we wzajemne układy. My mamy Negger Bank, oni mają parę portów i wielki kawał pustyni. Poradzą sobie.
– Zaan mnie zabije, jeśli skrewimy – mruknął Biafra.
– Najpierw jednak Zakon zabije jego.
– No, nie wiem… A gdyby tak kontynuować marsz?
– Bogowie! Po co? Pokazaliśmy cesarzowi, co potrafimy. On w tej chwili jest w kiepskiej sytuacji i będzie musiał przełknąć tę żabę, a potem ją żuć przez jakieś dwa, trzy lata, jak mówię. Co zyskamy przez dalszy marsz? Chcecie zdobyć Syrinx? Czym? Wasze armaty nie rozwalą murów. Zrobi się półroczne oblężenie, to leżymy, jak przyjdą zimowe deszcze. Wykończymy się sami. Chcecie budować machiny oblężnicze? Macie tylu cieśli? A co zrobi Mohr, który kończy w tej chwili Królestwa Północy? Zbierze sto tysięcy ludzi do wojska? Owszem, zbierze! A Tepp, który w tej chwili baluje w stolicy, zapijając żale z powodu chwilowej klęski? Zbierze lub kupi dwieście tysięcy? Owszem. Trzystutysięczna armia nakryje nasze dziewięć tysięcy hełmami. A Arkach w tej chwili więcej nie wystawi. Ale przez parę lat? Mając szlak przez Las i Negger Bank? Wystawimy sto tysięcy najemników. I powstrzymamy cesarstwo w trzeciej bitwie pod Yarra. My zyskujemy z każdym rokiem, oni tracą. Na jedną naszą złotą monetę oni będą musieli położyć trzy albo nawet cztery. Jeśli powstrzymamy Cesarstwo, to wtedy pozostanie nam tylko worki na złoto szeroko otworzyć – samo będzie wpływać. Wtedy to być może uda się nawet renegocjować umowę z Zakonem. Bo co do was Zakon ma tak naprawdę? Pokrzyczeliście? Pomachaliście mieczykiem? Ukorzycie się i spokój. Zapłacicie i spokój. Spokój, mówię! To nie są durnie. To są ludzie, z którymi można negocjować, z którymi można się dogadać, jeśli im kasę napełnicie. Jak będą mieli dodatnie saldo, potraktują wasze kalumnie „inaczej”, zinterpretują bullę o obrazie Zakonu „inaczej”… Uwierzcie mi!
– Zakon mi nie daruje – Biafra strzelił palcami na gospodarza, który podskoczył błyskawicznie z nowym dzbanem wina. – Ja wiem takie rzeczy o Zaanie, a przez to takie rzeczy o Zakonie, że…
– No to może zrezygnujesz? Ustąpisz?
Achaja o mało nie udławiła się kawałkiem ośmiornicy.
– Co?
– No… – powiedział Suhren. – Zrobimy z tą twoją śliczniuteńką księżniczką przewrót. Ciebie zakuje się w dyby, oskarży o wszelkie antyzako