Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 20 из 71

Natchniony sukcesami swojego dowódcy cesarz nakazał bezpośredni atak na Negger Bank i odzyskanie miasta. Suhren… Suhren jednak wycofał się do LaMoy. On jeden wiedział, co stanie się z jego poharatanym już mocno wojskiem w ogniu artylerii, ze zrzucanymi z góry granatami, wśród karabinowych kul odpalanych tym razem spokojnie, z murów, zza bezpiecznej osłony. Nie miał żadnych szans. Wszystkie dotychczasowe sukcesy wynikały nie tyle z jego geniuszu, co raczej z żenującej niekompetencji dowódców wrogich sił. Nikt z Arkach nie wiedział, jak należy walczyć w nowej sytuacji taktycznej. On sam jednak, widząc swoich ludzi dosłownie rozstrzeliwanych z dalekich, bezpiecznych pozycji, nie mógł uwierzyć, że tamci nie sięgają po łatwe w jego przekonaniu zwycięstwo. Nie mógł zrozumieć, jak ktoś, kto ma na tyle zdyscyplinowane wojsko, by na wrogim, nieprzyjaznym terenie oderwać się od jego korpusu i wykonać świetny manewr wymijający, nie potrafi… w ogóle atakować.

Cesarz jednak miał i

Suhren spodziewał się, co czeka go w stolicy. Wskoczył na konia i, niezatrzymywany przez warty, złożone przecież z jego własnych żołnierzy, pogalopował do Negger Bank. Ponieważ był sam i bez broni, dopuszczono go przed oblicze Biafry.

– Mam dwa pytania – powiedział zmęczony po całodzie

– Odpowiem ci na drugie pytanie – mruknął Biafra. – Stać nas.

– Rozumiem, że… mogę zacząć dowodzić?

– Możesz – Biafra wzruszył ramionami. – Achaja, pilnuj go!

Suhren zaczął od niszczenia sił Arkach już po wstępnej inspekcji wojsk. Pierwszą Dywizję Górską spacyfikował, umieszczając ją w obozie przejściowym i pozbawiając uzbrojenia. Ta jednostka naprawdę już się do niczego nie nadawała, a mogła być zarzewiem buntu w i

Zwolnił kupców od podatku na dwa lata, wydał za darmo wszelkie łodzie i statki, które znajdowały się w posiadaniu garnizonu. Handel ruszył. Miasta nie trzeba było już utrzymywać, miasto powoli i z bólem, ale jednak, zaczęło przynosić zyski z ceł i opłat portowych. A po kilkudziesięciu zaledwie dniach lwią część zysków przynosiły same wykupy koncesyjne. Liczba zagranicznych kupców, którzy postanowili skorzystać z ulg podatkowych i osiedlić się w wolnym mieście, znacznie przekroczyła liczbę handlarzy luańskich. Po stu dniach dochody z handlu samego Negger Bank mogły być porównywalne z dochodami reszty Arkach z wyłączeniem szlaku przez Wielki Las.

W międzyczasie jednak Suhren uderzył. Właściwie wykorzystał starą taktykę Biafry, lekko zmodyfikowaną, ponieważ on wiedział, co czuje żołnierz, do którego się strzela z wielkiej odległości, a Biafra nie. Suhren pomaszerował pod Yarra. Napotkawszy czołówki Teppa, ustawił się dokładnie jak jego przeciwnik w poprzedniej bitwie w tym samym miejscu. Dwie dywizje (ale tym razem grenadierów) od czoła, z wielką luką w centrum i rezerwową, Drugą Górską z tyłu. Tepp postąpił jak on sam nie tak dawno. Uderzył w centralną lukę, przeszedł i właśnie miał wykonać płytkie obejście, kiedy dostał się pod ogień Drugiej Górskiej wzmocnionej całą artylerią Armii Arkach! Korpus Luan broniący prowincji przestał istnieć w przeciągu jednego dnia. LaMoy zajęto trzy dni później. Przełęcze w górach odgradzających Negger Bank od centralnych prowincji Cesarstwa zostały opanowane w dziesięć dni.

Suhren pozbył się handlarzy wódką i winem, „mistrzów tatuażu”, pokątnych spekulantów, pośredników w handlu łupami i całego tego chłamu, który posuwa się za każdą zwycięską armią. Wypuścił naprzód trzy tysiące dziewczyn ze zwiadu, a sam pomaszerował cesarską drogą numer jedenaście prosto na Syrinx. Ignorował bezpieczeństwo własnych skrzydeł, lekceważył wszystkie pułapki, jakie mógł napotkać, wszystkie możliwe i niemożliwe manewry Mohra prowadzącego zwycięską wojnę z Królestwami Północy. On jedyny na świecie wiedział, do czego ta szczupła, nowoczesna armia jest tak naprawdę zdolna. On już osobiście przeżył jej wściekły, morderczy ostrzał i wyciągnął z tego faktu wnioski. Niestety, Biafra nie był już tak lekceważąco nastawiony do sił, którymi dysponowało Cesarstwo.

Nikt nie miał bladego pojęcia, jakie siły Luan gromadzi na Północy. Informacje, które mógłby ewentualnie dostarczyć na ten temat wywiad, nie docierały z powodu chaosu w państwie i braku jakiejkolwiek łączności. Teoretycznie, żeby uniknąć starć z ciągle przeważającą liczebnie Armią Luan należało przyspieszyć marsz na Syrinx, żeby jak najszybciej połączyć się z Zaanem. Żołnierze sił ekspedycyjnych Arkach nie byli jednak szkoleni w szybkich marszach po idealnie równych, szerokich drogach cesarstwa. Sznurowane buty nad kostkę, tak zbawie

Biafra wpadł na genialny (jego zdaniem) pomysł. Żeby przyspieszyć ruch oddziałów na drodze, kazał im nie maszerować już, ale jechać na zdobycznych wozach ciągniętych przez konie. Istotnie, po krótkim okresie zamieszania, oddziały wystrzeliły w przód, by… zaraz zwolnić jeszcze bardziej niż przedtem. W krótkim czasie okazało się bowiem, że wozem, wbrew pozorom, nie może kierować byle kto – „drogowy”, pociągowy koń to jednak nie to samo co wiejska chabeta, nawet wieśniaczki z Armii Arkach nie potrafiły sobie z nimi za bardzo poradzić, zaraz pojawiły się odparzenia od nieumiejętnie konserwowanej uprzęży, wzdęcia od karmienia trawą czy sianem. Rasowe, pociągowe konie potrzebowały owsa i fachowej obsługi woźniców. Ale to nie był problem. Zgoniono batami „zdobycznych” luańskich woźniców, a na i

Powoli zaczynał wkradać się bałagan. Stworzono więc dodatkowe służby kwatermistrzowskie, które miały nad tym zapanować, ale to z kolei wymagało użycia dalszych wozów i… jeszcze większej ilości owsa, który trzeba było transportować na… dodatkowych wozach. Armia Arkach grzęzła w gigantycznych korkach, więc zorganizowano specjalne służby drogowe, które miały trasować najbardziej zatkane odcinki, ale… oczywiście… wymagało to użycia nowych wozów, jeszcze większych racji żywieniowych, nowych transportów owsa, nowych woźniców, kowali i cieśli, dodatkowych części zapasowych… Doszło do tego, że czołówka armii nie zajmowała się już niczym i

Taktyka ta powi