Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 8 из 72

„Nie będziesz pożądał domu bliźniego twego. Nie będziesz pożądał żony bliźniego twego ani jego niewolnika, ani jego niewolnicy, ani jego wołu, ani jego osła, ani żadnej rzeczy, która należy do bliźniego twego”.

Z e – maili przechwyconych przez żonę wynika, że nie pożądał ani wołu, ani osła, ani nawet niewolnika. Pożądał jedynie Klarysy z Moskwy, którą poznał na międzynarodowym czacie na portalu Yahoo. Zaczął jej pożądać, gdy na jego prośbę wysłała mu swoją fotografię z wakacji, zrobioną w trakcie urlopu (z mężem i dwójką dzieci) na plaży nad Morzem Czarnym.

Czy sądzi Pani, że Dekalog w czasach Internetu jest ciągle aktualny? Watykan zdecydowanie uważa, że tak. W 1998 roku kardynał Antonio Sciortino, redaktor naczelny wpływowej papieskiej gazety „Famiglia Cristiana”, w odpowiedzi na zapytanie czytelniczki, zagubionej mężatki z Triestu, pisał w artykule wstępnym, że:

„Wirtualna rzeczywistość jest tak samo pełna pokus jak realna. Można popełnić grzech cudzołóstwa w Internecie, nie ruszając się z domu”.

Marina, żona mojego hiszpańskiego kolegi z biura, wprawdzie nie znała wypowiedzi kardynała z Rzymu, ale czuła, że gdy do e – maila dołączona jest fotografia nagiej Klarysy na plaży, to jest to wyraźnie sprzeczne nie tylko z dziewiątym, ale także z szóstym przykazaniem. Poza tym przeczytała komentarz swojego męża odnośnie ciała Klarysy. To już ją zupełnie przekonało.

Czy Dekalog, gdy nakazuje „nie pożądaj”, nie stawia przypadkiem przed człowiekiem niewyobrażalnie wielkich wymagań?

Z jednej strony – pozostając na gruncie kreacjonizmu, bo przecież mówimy o Dekalogu – Bóg wyposaża ludzi we wszystko, co ma wzmagać pożądanie: hormony, neuroprzekaźniki, neuropeptydy, jednym słowem w całą chemię pożądania, a z drugiej strony wciąż strofuje człowieka i nakazuje mu, aby używał tej chemii tylko dla potrzeb jednej reakcji (prokreacji) i to tylko w jednym laboratorium. To musi prowadzić do buntu ciała wobec ducha. Nie uważa Pani?

Szczególnie teraz, gdy nagość jest wszechobecna i na każdym kroku, nieusta

A może w tym zaplanowanym przez Boga buncie jest całe sedno sprawy? Może właśnie poprzez umiejętność stłumienia tego buntu dowodzimy, że mając niewiele więcej genów niż kopulująca ze wszystkimi samcami małpka bonobo, jesteśmy ludźmi?

Dziewiąte przykazanie zatrzymuje moją uwagę również z tego powodu, że zdecydowanie wyróżnia kobiety. Nie ma w nim ani słowa o pożądaniu „męża bliźniego swego”. Są woły, są osły, są niewolnicy, niewolnice, ale nie ma mężów. Wynikać z tego mogłoby, że kobiety wolne są od pożądania i wystarczy, że przestrzegają tylko szóstego przykazania: „nie będziesz cudzołożył”.

Z drugiej strony, zważywszy jak dawno ustanowiono te przykazania, oddzielenie „żony bliźniego twego” od „ani jego niewolnika” świadczy o tym, że równouprawnienie kobiet już wtedy było stosunkowo daleko posunięte. Później jeszcze bardziej się posuwało, chociaż raczej powoli. W średniowieczu na przykład (cytuję za podręcznikami historii państwa i prawa) „mężczyzna miał pełne prawo karcenia żony”. Ale już pod koniec XIV wieku zostało one istotnie ograniczone: „nie mógł jej karcić nożem ani łańcuchem”. To już duży postęp. Nie uważa Pani?

Serdecznie,

JLW

Warszawa, piątek

Panie Januszu,

to tak, jakby mnie Pan pytał o to, czy powi

Dla mnie pycha, to bezpodstawne poczucie wyższości wobec słabszych. Mężczyzny wobec kobiety, młodszego wobec starszego i tego, który nie radząc sobie z własnymi kompleksami, dręczy i

Pozdrawiam,

MD

PS Kalendarze mamy wypełnione coraz to nowymi terminami. Tyle że coraz trudniej zrobić w nich taki oto zapis: termin na miłość.

Frankfurt nad Menem, sobota wieczorem

Joëlle jest Francuzką, która przed 16 laty opuściła Paryż i przyjechała do Frankfurtu. Mówi po niemiecku ze słodkim francuskim akcentem, a gdy się zdenerwuje, to wtrąca, nieświadomie, francuskie słowa. Wtedy jest najbardziej czarująca.

Joëlle jest żonę Stefana, z którym pracuję w mojej frankfurckiej firmie i od czasu do czasu grywam w squasha. Około 10 lat temu Stefan po jednym z naszych squashowych wieczorów zaprosił mnie do swojego domu. Tak poznałem Joëlle.

Joëlle jest wprawdzie po historii sztuki na Sorbonie, ale pracuje w jednym z banków we Frankfurcie. Zna się na homeopatii, maluje na jedwabiu, gra we francuskim teatrze amatorskim, skończyła kurs szybkiego czytania i czyta średnio cztery książki w tygodniu. Często wymieniamy się książkami. Ostatnio, po pracy, wpadłem wieczorem do Joëlle z nową książką. Siedziała przy kuche

– Jak myślisz, jak długo trwa miłość? – zapytała smutnym głosem, podnosząc kieliszek do ust.

Rozmawialiśmy. Głównie mówiła Joëlle. Z tym swoim słodkim francuskim akcentem.

„14 lat i 6 miesięcy nie są aż tak ważnym powodem, aby wrócić punktualnie do domu, prawda Janusz? Wiem to sama. To przecież żaden powód, aby robić mu wyrzuty. Co mam mu powiedzieć?! Zapomniałeś o naszej miesięcznej rocznicy?! Idiotyzm. Nie pamiętamy już o nich przecież oboje od 12 lat. Nie obchodzimy ich. Kiedyś tak. W siódmą miesięczną rocznicę na przykład, w trakcie długiego weekendu na Rugii. W wąskim śpiworze. To były czasy…