Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 70 из 72

W Słupsku „czytają Wiśniewskiego”. To w komentarzu do Szczuki. Wiem to także od moich studentów. Często najpierw podpisuję ich indeksy, a potem swoje książki. Stąd wiem. Zastanawiałem się także, ile ze studentek, którym te książki podpisuję, to feministki. Kiedyś w czasie przerwy nawet zapytałem. Nie uzyskałem żadnej konkretnej odpowiedzi. Te młode kobiety (ale już nie naiwnie młode: prowadzę zajęcia dla studentów IV roku) po prostu nie interesują się feminizmem. Tylko jedna z nich (na 56) zadeklarowała głośno, że jest feministką. Ale nie utożsamia się ani z Tobą, ani z Dunin, ani z Graff, ani ze Szczuką. Ponieważ się „opowiedziała”, wykorzystałem ją (intelektualnie) i zacząłem drążyć temat Powiedziała coś bardzo charakterystycznego: feministki w Polsce przypominają jej małe dziewczynki, które zamknięto na klucz w komórce. Tupią nóżkami, wrzeszczą, kopią w drzwi, ale nic oprócz stłumionego wrzasku spoza drzwi z tego nie wynika. Są jedynie infantylne, a momentami nawet żenujące, zachowując się jak rozdrażniona „sufrażystka przed okresem”. Szczególnie te, które będąc już feministycznymi matronami, „pozują na wieczną młodość w T-shirtach z podobizną Mado

Wiem, że moje książki czytają w większości kobiety. Wiem to z ponad 17 tysięcy e-maili, które do mnie napisano. Ponad 72% z tych e-maili napisały kobiety Starsze, młodsze, z Polski i z zagranicy, kobiety z tytułami naukowymi uniwersytetów i politechnik urzędniczki, ale także fryzjerki, kucharki, sprzątaczki, gospodynie domowe sprzedawczynie w sklepach, studentki i ucze

Serdecznie,

Janusz L.

PS Trochę spóźnione podziękowania za Twoje interesujące omówienie „Milczenia owieczek”.

Warszawa, wtorek

Januszu,

wcale mnie nie zaskoczyło, że Twoje studentki nie uważają się za feministki, bo one po prostu i najzwyczajniej w świecie nimi są. Bez ideologii, ale bardziej w zgodzie z definicją, według której feministka to ta, która myśli i działa po swojemu, czyli tak, jak jej dusza i rozum dyktują. Jej, a nie jej mężczyźnie. Że to oczywiste? Ale by się te śliczne i z pewnością bystre dziewczyny zdziwiły, gdyby usłyszały, że Szwajcarki jeszcze całkiem niedawno nie miały praw wyborczych, że w latach 60. Niemki musiały mieć pisemne pozwolenie od męża, gdy chciały pójść do pracy itd. Tak więc te „Twoje” dziewczyny nie muszą się już identyfikować z feminizmem, co więcej, ich dzieci już z mlekiem matki przejmą takie, a nie i

Poza tym życie i płynące z niego doświadczenia uczą nas pokory i nagle okazuje się, że przypominamy sobie felietony Dunin i jej koleżanek. Coś gdzieś zaczyna brzmieć bardzo znajomo. Już to gdzieś słyszałam, ktoś mnie przed czymś przestrzegał, ale wówczas wydawało mi się, że to tylko feministyczne tupanie nóżką. Piszesz Januszu, że Twoje studentki nie utożsamiają się z żadną z nas, a dlaczego miałyby to robić? One mają się utożsamiać z samymi sobą, i o to głównie idzie w feminizmie. Jeśli im się to udaje, to dowód na zwycięstwo sufrażystek. Bądź sobą, taka, jaka jesteś i jaka chcesz być, dziewczyno. Trudno mi się jednak zgodzić z tym, że feminizm niesie ze sobą infantylizm. To byłoby uproszczenie i niezasłużona niesprawiedliwość. Nie ma bowiem ruchu, który nie ma liderów, zwłaszcza gdy w jego „politycznym” programie nie ma przyzwolenia na bicie, maltretowanie, poniżanie, aborcyjne podziemie. Tyle tylko, że każda z nas ma prawo do własnego programu politycznego. Swój uważam za zrealizowany, gdy dostaję od młodej czy dojrzałej kobiety list ze słowami: „Dziękuję, bo napisała pani o mnie”. O pani, o i

Pozdrawiam,

M.

Frankfurt nad Menem, środa wieczorem

Małgorzato,

wczoraj…

Dzwoni wieczorem telefon. Automatycznie podnoszę słuchawkę i przyciskam ją do ucha. „Halo”. Usta poruszają się bez mojej kontroli. Wargi i język dokonują akrobatyki, aby wypchnąć sylaby układające się w słowa, które i

Podświadomość…

Zygmunt Freud narysował model ludzkiej psychiki w postaci triady złożonej z komponentu osobowościowego, psychicznego i społecznego. Pomiędzy superego (nadjaźń), czyli kajdanami społeczno-obyczajowo-środowiskowymi a id (ono, nieświadomość), czyli zbiornikiem pierwotnych popędów jest ogromna przestrzeń ego (świadomość) stanowiąca najogólniej rzecz biorąc… zdrowy rozsądek. Dwie skrajne warstwy komunikują się ze sobą – twierdził Freud – tylko czasami. Najczęściej gdy śnimy, rzadziej gdy leżymy w rodzaju półsnu na kozetce i poddajemy się psychoanalizie. Okazuje się, że na razie nikt nie potrafi udowodnić, że Freud nie miał racji. Chociaż wielu by chciało. Jego model nadal obowiązuje. Można znaleźć go prawie w każdym podręczniku psychiatrii lub psychologii, a sam Freud, „wiedeński lekarz od nerwów” – jak go kiedyś nazywano – trafił do encyklopedii.