Страница 49 из 72
Z szacunkiem i bardzo serdecznie,
JLW
PS Czy Pani wierzy w Boga?
Warszawa, środa
Panie Januszu,
tak, wierzę w Boga i w to, że jest mądry, dobry, wyrozumiały, cierpliwy i wszystko o mnie wie i do niczego nie jest Mu potrzebne moje chodzenie do spowiedzi świętej. Dlatego nie lubię, gdy ktoś manifestuje swoją bogobojność do tego stopnia, że uważa, że wyjawienie grzechów przed obcym księdzem usprawiedliwia popełnianie następnych grzechów do czasu kolejnej spowiedzi itd. Każdy z nas wierzy w coś albo w kogoś, kto daje nam ukojenie przed lękiem, który z naszego życia czyni mękę. Nikt z nas nie chce być ukrzyżowany, nawet jeśli pocieszają go, że cierpienie uszlachetnia i potem szybciej trafia się do nieba. W nagrodę. Pamiętam swoją rozmowę z Romą Ligocką, która zadała kłam temu stwierdzeniu. Cierpienie nie czyni nas wcale lepszymi. Ono tylko niektórym z nas – być może dzięki genom, o których Pan pisze – daje szansę na uważniejsze zajrzenie w głąb siebie. Powstają potem mądre książki i poruszające pieśni. Dla większości z nas cierpienie jest nieuzasadnioną udręką, która prędzej czy później czyni z nas skrzywionych, psychicznie okaleczonych i emocjonalnie nadwyrężonych. Poszukujemy Boga w największych chwilach zwątpienia. Gdy jesteśmy szczęśliwi, myślimy o nim o wiele rzadziej. Jeśli w ogóle. Komunie, które wyprawiamy swoim dzieciom, przepychem mają przygnieść sąsiada. Śluby z wiankiem na głowie, ale bez dziewictwa, najwyraźniej naszym zdaniem Bogu nie przeszkadzają. Wszystko na zewnątrz, nic do środka.
Niedawno siedziałam wieczorem w jednym z żoliborskich kościołów, bo nie mogłam w tym momencie siedzieć nigdzie indziej Coś gnało mnie przed ołtarz, przy którym tyle razy stał ksiądz Popiełuszko. Metafizycznie akurat tego dnia czułam obecność serdecznej mi osoby, nieżyjącego już Edwarda Wende. Czy to dowód na to, że wierzy się w Boga? Ludzie wchodzili i wychodzili, a cisza była taka, że odnosiło się wrażenie, że od kościelnych ścian odbijają się ich myśli. Każdy z nas posiadał wówczas w sobie ten gen Boga, który sprawia, że religijność staje się albo może stać się narzędna. Nade wszystko. „Pewnego dnia trzeba się rozliczyć ze wszystkiego, ale to ze wszystkiego. Rzecz nieuchro
Pozdrawiam,
M.
Frankfurt nad Menem, czwartek po południu
Małgorzato,
myśli Pani sobie czasami, że ma tylko jedno życie? I czy, gdyby przyszło teraz umrzeć, zadałaby Pani sobie pytania typu:
– Czy śmiałam się wystarczająco często?
– Czy wystarczająco często płakałam?
– Czy wystarczająco często tańczyłam, pracowałam, odpoczywałam?
– Czy przeczytałam wystarczająco dużo książek?
– Czy wypiłam wystarczająco dużo słonej wody, kąpiąc się w morzu?
– Czy wystarczająco dużo błękitu nieba było w moich oczach?
– Czy wystarczająco często bosymi stopami spacerowałam po rosie na łące?
– Czy wystarczająco kochałam i czy byłam wystarczająco kochana?
– Czy wystarczająco…
Myśli Pani czasami o końcu swojego życia i zadaje sobie wtedy takie lub podobne pytania? Ja zupełnie nieoczekiwanie wczoraj zostałem sprowokowany, aby je sobie zadać…
Moja niemiecka koleżanka Sandra skończyła wczoraj 35 lat. Przygotowała kilka misek sałatki kartoflanej, zamówiła w firmie cateringowej kilka kartonów fantazyjnie kolorowych kanapek, przywiozła osiem skrzynek schłodzonego szampana i podwiesiła pod sufitem w sali seminaryjnej naszej firmy kilka kolorowych balonów. Rano „rozpuściła” firmowym Intranetem e-mail z zaproszeniem i o 16.00 czekała na swoich urodzinowych gości (w mojej firmie wolno organizować „prywatne spotkania” dopiero po 16.00). Przyszli wszyscy. Niektórzy na pięć minut, niektórzy na pięć kieliszków, niektórzy tylko, aby się najeść. Ci, co lubią Sandrę, zostali prawie do końca. Ja ją bardzo lubię. Zostałem do samego końca. Gdy wszyscy już wrócili do swoich biur lub do swoich domów, zostaliśmy sami, tylko we dwoje i rozmawialiśmy, jedząc kanapki z kawiorem, popijając je szampanem. Wtedy właśnie, podczas tej rozmowy, Sandra zadawała sobie na głos w mojej obecności takie pytania. To pewnie przez te urodziny Czy liczba 35 jest jakoś wyjątkowa dla kobiet według ciebie? Czy po prostu każda liczba lat ponad 30 jest dla kobiety powodem do smutku lub do filozoficznych refleksji o przemijaniu? Jak sądzisz?
Typowa Niemka nie zadawałaby, nawet sobie, takich pytań w obecności kolegi z pracy. W Niemczech, Niemki i Niemcy z kolegami z pracy nie rozmawiają zazwyczaj o swoich przekonaniach, o religii. którą wyznają (i na którą odprowadzają podatki), o partii, na którą głosowali w ostatnich wyborach, o stosunku do homoseksualizmu lub o podejściu do aborcji. Tym bardziej nie zadaje się pytania typu „czy wystarczająco kocham i czy jestem wystarczająco kochana?”. Sandra nie jest jednak typową Niemką. Jest bardzo ładna, ma doktorat z marketingu i tatuaż na plecach. Latem, gdy jest gorąco, chodzi boso po korytarzach biura i do zwiewnych kwiecistych spódnic nosi skąpe T-shirty odsłaniające piersi i ten tatuaż. Lubię na nią patrzeć. Przyznaję, że bardziej kiedy stoi do mnie przodem, chociaż ten tatuaż jest również bardzo interesujący, szczególnie, gdy jej plecy są opalone. Poza tym Sandra ma artystyczne usposobienie i w wolnych chwilach maluje abstrakcyjne obrazy, które nasza firma zgodziła się zawieszać na ścianach korytarzy. Kiedyś wyznała mi w tajemnicy że chciałaby napisać książkę, że ją nawet „nosi w sobie”, tylko nie ma jeszcze odwagi „wypuścić jej z siebie w świat”.
Myślę, że od pewnej liczby przeżytych lat każde tzw. okrągłe urodziny zatrzymują człowieka. Niektóre zatrzymują na dłużej. Gdy ja skończyłem 30 lat (w Polsce), to przez dwa tygodnie trwałem w stanie, który można porównać do depresji. Wydawało mi się, że mam już za sobą więcej niż jedną trzecią życia, a nie osiągnąłem nawet jednej trzysetnej z tego, co chciałem osiągnąć. Miałem poczucie klęski. Co ciekawe, dziesięć lat później, w dniu moich 40. urodzin (w Niemczech), nic takiego nie odczuwałem. Także miałem wrażenie, że ciągle jestem dużo poniżej jednej trzysetnej w realizacji swoich planów, ale nie wywoływało to we mnie żadnego długotrwałego smutku lub melancholii.
Dopiero gdy skończyłem 44 lata, zupełnie bez racjonalnie uzasadnionego powodu dopadło mnie paraliżujące przeczucie zbliżającej się śmierci. To przeczucie jest chyba najbardziej trafnym opisem tzw. kryzysu wieku średniego u mężczyzny Ciągle jeszcze biegniemy w wyścigu szczurów, ale uświadamiamy sobie nagle, że medale już zostały rozdane, a my nie mamy szans na stanięcie na podium. Biegniemy coraz bardziej zdyszani, ale i tak o wiele wolniej niż nasze pragnienia. Pamiętam, że nie chciałem się z tym pogodzić. W pewnym sensie z tego niepogodzenia zacząłem pisać „Samotność…”
Sandrę 35. urodziny także zatrzymały. Zastanawiała się w tym dniu między i