Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 43 из 72

Umówiliśmy się z żoną, że jeśli w telewizji nie powiedzą nic o katastrofie lotniczej samolotu LOT-u, to znaczy, że doleciałem szczęśliwie. Nie wydawało się nam prawdopodobne, że władze PRL-u, pomimo obowiązującej propagandy sukcesu (sukcesem było wtedy przyłapanie obywatela, który pędził bimber i któremu można było za to odebrać „narzędzie przestępstwa”, na przykład telewizor, za którym przechowywał aparaturę), zataję katastrofę i nie poinformuję także o mojej śmierci w dzie

Dostałem swoje 12-miesięczne „pięć minut”. Jak się ma tylko pięć minut, to trzeba wykorzystać każdą sekundę. Fundacja przelewała na konto bankowe (posiadanie konta bankowego przez obywatela PRL za granicę było wtedy nielegalne, ale – przypominam wszystkim prawnikom – to już przedawnione „przestępstwo”) stypendysty sumę 770 dolarów. Pozornie była to ogromna suma, zważywszy, że w Polsce zarabiałem wtedy miesięcznie odpowiednik około 25 dolarów. Ale to nic nie znaczyło. Na Manhattanie za 770 dolarów nie można było wynajęć nawet najmniejszego mieszkania. Wynająłem pokój poza Manhattanem, około sześciu kilometrów od uniwersytetu, w którym pracowałem, w Queens graniczącym przez rzekę, u stewardesy Pan Amu. Po tygodniu miałem ustalony harmonogram dnia. Zaczynał się o czwartej rano, kończył około pierwszej trzydzieści w nocy. Obejmował pora

W Nowym Jorku pozbyłem się nie tylko kilogramów. Pozbyłem się czegoś, co ciążyło mi o wiele bardziej. Pozbyłem się raz na zawsze skrywanego głęboko kompleksu niższości z tego powodu, że urodziłem się i kształciłem w kraju, któremu z racji systemu politycznego odbierano znaczenie. To była właśnie ta moja „inicjacja”. Zrozumiałem, że nie jestem gorszy tylko dlatego, że jestem z „trzecioligowej” informatycznej Polski. Pisałem lepsze programy komputerowe niż moi koledzy urodzeni i wykształceni w USA (jeśli ma się jeden komputer na jedną uczelnię, a nie na jedno biurko, to trzeba się bardziej starać), moje referaty wygłaszane w trakcie seminariów nie były gorsze niż referaty i

Poza tym obiecałem sobie wtedy, że przyjdzie taki czas, że z domu stewardesy, u której wynajmowałem pokój, nie będę iść pieszo, tylko przyjadę na ten uniwersytet taksówką. Dzisiaj zamówiłem taksówkę. Pojechałem. Wysiadając, czułem tylko swoją starość i było mi cholernie smutno.

Pozdrawiam,

JLW

PS Mam ostatnio wrażenie, że wszyscy „pochylają się” nad Nowym Jorkiem. Po 11 września stało się to bardzo modne. Szczególnie w mediach, a szczególnie w polskich mediach. Nawet ci, którzy nigdy nie widzieli wież WTC, piszą o nich tak, jakby spędzili dzieciństwo na Manhattanie i chodzili do przedszkola w pobliżu WTC (dla zainteresowanych: najbliższe przedszkole jest daleko od Ground Zero, dopiero w Greenwich Village i czesne w nim jest porównywalne z czesnym w Harvard University). Dlatego dzisiaj nie chcę dokładać się swoimi opowieściami do martyrologii ii września. Chcę tylko Pani powiedzieć, że Nowy Jork to nie jest żadne „zranione miasto, które nie podniosło się do dzisiaj z kolan”, jak wyczytałem ostatnio w polskim bulwarowym dzie

PPS Pytanie #7: Jaki okres w swoim życiu uważa Pani za najważniejszy?

Warszawa, czwartek

Ma Pan rację, najgorsze, co może się nam w życiu przydarzyć, to upokarzające poczucie niższości. Z tego się rodzę same nieszczęścia Jestem gorsza. Nawet nie idzie o kompleksy, które naprawdę mogę nam wiele spraw pokomplikować i sprawić, że lepiej lub gorzej ułożymy sobie życie. Tu idzie o głębokie przeświadczenie, że przez tę naszą gorszość (taki nowy przymiotnik, może być?), psychiczną ułomność i intelektualną podrzędność wielu ważnych spraw i pewnych emocji nigdy nie doświadczymy. Pamiętam spotkanie z młodymi Niemcami z Hamburga. Lata 70. Byłam dla nich niewątpliwą atrakcją zza Odry. Wanda, co nie chciała Niemca. Jak się okazało po latach – do czasu. Spędzałam, zwłaszcza z jednym z nich, wiele czasu, ale mój zachwyt dla jego nieprzeciętnej aryjskiej urody rósł wprost proporcjonalnie do rozczarowania, jakie wzbudzał we mnie nie tyle swoją niewiedzą, co nazwijmy to niedoinformowaniem. Charakterystycznym luzem Świat zewnętrzny, począwszy od polityki, a na showbiznesie skończywszy, był mu potrzebny o tyle, o ile w danej chwili się nad nim pochylał. Nie, nie, z pewnością nie był wychowanym w kapitalistycznym ciepełku kretynem. Chociaż trzeba przyznać, że kapitalizm nie szczędził mu dóbr. Nie miał jednak żadnego dyskomfortu z tego powodu, że nie znał życiorysu Sartre'a i nie wiedział, że Simone de Beauvoir prała mu koszule. Tylko czasami najwyraźniej zaskoczony pytał, skąd o tym wiem i po co mi ta wiedza. Gdy ja z konsekwencją (w uszach brzmiało mi gierkowskie pomożecie) wystawiałam dobre świadectwo socjalistycznej edukacji, wyrzucając z siebie przy każdej okazji z szybkością karabinu maszynowego nazwiska, daty i zjawiska, moi niemieccy koledzy kiwali z uznaniem głowami. Dziś jestem pewna, że ani przez moment nie przychodziło im do głowy, żeby z tego powodu mieć poczucie, że są dziećmi gorszego Boga.

Bardzo mnie to złościło i konsekwentnie budowałam między nimi a mną. na podobieństwo berlińskiego, mur. Ja jestem zza żelaznej kurtyny i wiem a wy, którzy macie wszystko podane na tacy, nie wiecie? Wstyd. Poza tym gdzie tu sprawiedliwość? Czy nie jestem lepsza i czy w związku z tym nie zasługuję na lepsze życie? Paradoksalnie z perspektywy dwudziestu paru lat dziękuję za swoje, spowodowane życiem w siermiężnym kraju, kompleksy. Pozbyłam się ich jak wielu młodych ludzi, którym nie przychodzi dziś do głowy, że mogliby je w tym względzie mieć. Dostojewski, Proust, Kafka przeczytani przed piętnastym rokiem życia. Kino francuskiej nowej fali, włoski neorealizm w jednym paluszku. Żeby tylko ci i