Страница 39 из 72
Ale pozostawmy spekulacje na temat chemii feromonów i wróćmy do Francuzów oraz ich flirtu. Moralność? W tym kontekście (flirtu) nie interesuje ona zbytnio Francuzów. „Żyć moralnie to tak, jakby żyć życiem które nie sprawia żadnej radości” – cytował Jean-Pierre w odpowiedzi na moje pytanie o moralność. Cytował kobietę. Francuzkę. I to wyjątkową. Cytował Edith Piaf. Sama wielokrotnie publicznie przyznawała, że nigdy nie rezygnowała z żadnej radości życia, a żegnając się z nim, zaśpiewała o tym w niezapomnianym songu „Non. je ne regrette rien” (Niczego nie żałuję). Jean-Pierre uważa, że Piaf powiedziała tylko to, o czym zawsze myśli przeciętna francuska kobieta. Flirt jest według niego dla francuskich zarówno mężatek, jak i panien „przyprawą życia”, którą chętnie dodają do często mdłej zupy swojej codzie
Tym tłumaczył także wyjątkową – muszę tutaj koniecznie zaznaczyć, że Jean-Pierre nigdy jeszcze nie odwiedził Polski – atrakcyjność swoich rodaczek. Francuska kobieta jest piękna, atrakcyjna i zadbana, ponieważ chce być nieusta
Zdobycie kobiety jest dla francuskich mężczyzn wyzwaniem, które chętnie podejmują. Francuzi nie znoszą łatwych zwycięstw. Kobieta, która zbyt wcześnie mówi „oui”, psuje cały ich misternie przygotowany plan, jest zbyt łatwą zdobyczą. A jeśli do końca nie mówi „oui”, to także nic wielkiego się nie stanie. Francuski flirtujący mężczyzna nie jest alpinistą i nie zależy mu tak naprawdę na „szczytowaniu” (nie zapytałem Jean-Pierre'a, czy chodzi mu o orgazm). Dla niego „droga jest celem”.
– Dokładnie tak jak dla kobiety i to niekoniecznie z Francji – dodał, uśmiechając się.
Z tym „szczytowaniem” trudno się z Jean-Pierre'em nie zgodzić. Jeśli traktować flirt jako rodzaj namiastki aktu miłosnego, to dla kobiet samo „szczytowanie” gra drugorzędną rolę. O wiele ważniejsze jest to, co dzieje się po drodze. Tak twierdzą i seksuolodzy, i antropolodzy, i neurochemicy, i… oczywiście same kobiety Ale to już oddzielny temat, do którego pozwolę sobie nawiązać w przyszłości.
Bien cordialement,
JLW
PS Pytanie #5: Jaki mężczyzna wywołał u Pani ostatnio zachwyt?
Warszawa, niedziela
Panie Januszu,
ponownie nie odrobiłam zadania i nie odpowiedziałam Panu profesorowi na pytanie: za czym tęsknię ostatnio najbardziej? Odpowiadam: tęsknię za ciszą od spraw, ludzi i rzeczy, które nie są tego warte, żeby się nimi zajmować. W pewnym sensie wychodzi na to, że tęsknię za czasem, gdy jako straszna staruszka w domku pod laskiem będę sobie pisała na przykład miłosne historie z happy endem. A wracając do tematu, to aż głupio się przyznać, ale nigdy nie zostałam poddana próbom oczarowywania przez Francuza. Chociaż podejrzewam, że i Pana rozpuszczony przez kobiety kolega, Jean-Pierre, tak jak większość mężczyzn jest oszołomiony kobietą, dopóki nie pozna jej charakteru i niespodziewanie, i ku jego ogromnemu zaskoczeniu, nie okaże się, że miła z wyglądu blondynka nie jest ani małomówna, ani gospodarna, ani tym bardziej oszczędna. Czar pryska. Jak trafnie cała rzecz ujął kiedyś francuski humorysta Tristan Bernard: „Dawniej mężczyźni żenili się z kucharkami i flirtowali z chórzystkami, dziś żenią się z chórzystkami i zatrudniają dobre kucharki”. Hurra, równouprawnienie górą. I chórzystki, i kucharki są w równym stopniu niezastąpione i nareszcie docenione. A za nimi maszerują lekarki, studentki, gospodynie domowe, pływaczki i adeptki sztuk wszelkich.
Moja świętej pamięci babcia Helena miała zwyczaj mawiać, że gdy kobieta patrzy tylko na jednego mężczyznę albo na jednego tylko nie patrzy, nasuwa się to samo podejrzenie – jest nim zainteresowana i szykuje się do tańca godowego – co w ustach mojej babci oznaczało flirt. Ponieważ było to wystarczająco dawno, to i ja mogę się dziś do tego przyznać, że wybierałam tę drugą opcję. Skuteczniejsza.
Ale na poważnie. Seksowna, duże niebieskie oczy i mąż w domu, który zawsze stanowi jakieś zabezpieczenie, gdy sytuacja wymyka się spod kontroli, to to, co robi wrażenie na mężczyznach gotowych do przygody. Sama przyjemność i zero niebezpieczeństwa.
Z kobietami nie jest już tak prosto. Mężczyzna, który wzbudza w nich dreszcz emocji, nie powinien być zbyt łatwy do osiągnięcia. Nie musi, co z pewnością wielu mężczyznom wyda się niezrozumiałe i nielogiczne, być przystojny. W każdym razie nie na pierwszy rzut oka. Niespodziewanie może się okazać, że ma piękne dłonie i olśniewający garnitur zębów w pełnym uśmiechu. To jego czar.
Gdy więc pada określenie „słodki brzydal”, każda z nas już wie, co za tymi słowami może się kryć. „Słodka brzydula” i koledzy patrzą na wypowiadającego te słowa ze współczuciem. No, może gdyby zgasło światło. Takie jest męskie myślenie. Wiem, wiem mózg jest biologiczny. Dla kobiet głęboka bruzda na czole, wyraźnie zarysowany podbródek, trzydniowy zarost u mężczyzny to zapowiedź ciekawej duszy i nocnej Polaków rozmowy. Mężczyzna trudny jest wart grzechu, bowiem z nim nie tylko flirt, ale też ewentualna miłość może być na całe życie. Jest więc o co walczyć, co dla kobiety znaczy o wszystko. Trudna kobieta jest dla mężczyzny wyzwaniem dla jego ego. Wygra tylko seta czy cały mecz? Przy czym zwycięstwo wcale nie oznacza początku czegoś nowego, ale koniec tego, co nawet się nie zaczęło. Upatrzona kobieta z trudnej staje się łatwa. Koniec.
A czy może być inaczej, skoro z badań przeprowadzonych przez niemieckiego socjologa (zastanawiam się, czy rzeczywiście to Niemcy najbardziej koncentrują się nad seksualnością ludzi w Europie) Wernera Habermehla wynika, że „tylko jedna na dziesięć par jest naprawdę szczęśliwa w łóżku”. Już sobie poflirtowali i wystarczy?
Dr Co
Pozdrawiam.
PS Zachwyt każdego dnia wywołuje we mnie mój ojczym, tym że ciągle chce mu się żyć na takich obrotach, i mimo wieku nie przestaje być prawdziwym mężczyzną (nic to, że czasami nieco przedwoje