Страница 34 из 72
Jego reguły, które być może powtórzył już Pan swoim córkom pewnie najpierw przymierzył Pan do siebie, do własnego życiorysu Ja robię to właśnie w tym momencie. Zastanawiam się, czy rzeczywiście życie jest niesprawiedliwe? Raczej powiedziałabym, że jest nieodgadnione. W punkcie drugim wykładu Gatesa widzę pewną nielogiczność. Jeśli świata nie interesuje, co o sobie myślisz, a mimo to spodziewa się, że osiągniesz coś, zanim poczujesz, że jesteś wielki, to przecież musisz o tym wiedzieć, zanim dowie się o tym świat? Czy bowiem z brakiem poczucia własnej wartości można wygenerować sukces? Bez względu na to, czy dotyczy to sfery zawodowej czy prywatnej. Według moich doświadczeń nie można, a jeśli nawet, to jest to wyjątek, który potwierdza regułę albo fakt istnienia przeznaczenia. Mimo że jest na liście Gatesa wiele oczywistości, a on sam przemawia jak Matuzalem, to jedna z nich wydaje mi się wyjątkowo ważna i bliska. „Zanim się urodziłeś, twoi rodzice nie byli tak nudni, jak są teraz. Po twoim urodzeniu płacili twoje rachunki, prali twoje ubrania i słuchali twoich przemówień, jaki jesteś cool itd.”. A potem… Gdy kilkunastoletnie dziewczynki nie mają nic przeciwko temu, żeby w przyszłości być takimi jak mamy. Podziwiają je za wszystko: za to, jak wyglądają, jak gotują i za to, że noszą ładniejsze korale niż mamy koleżanek. A dzieciństwo to bez wątpienia najszczęśliwszy moment we wzajemnych relacjach matki i córki, bo ta pierwsza autorytatywnie i po swojemu objaśnia świat, a ta druga nie zna lepszego nauczyciela od matki. Dopiero dorastające panienki nie wyobrażają sobie tego, że mogłyby żyć tak jak ich matki. Nie wiem, jak moja matka to wytrzymywała – mówią i wznoszą oczy go góry. Potem następuje cała litania pobożnych życzeń: moje życie będzie wyglądało zupełnie inaczej, nie pozwolę. żeby ktoś zabił moją osobowość, nie będę czyjąś służącą. A jednak to właśnie te „posługaczki” jak mało kto wiedzą, że w życiu nie ma nic za darmo, że każdy wybór ma swoją cenę. I że jeśli nie uda się im zaprzyjaźnić z własnym dzieckiem, to ich bycie kobietą matką pójdzie na marne. Na starość zostaną przez niewdzięczne dzieci umieszczone w „salonie osób niepotrzebnych”. Z tabliczkami zawieszonymi na szyjach: nudny ojciec i stara matka. Nasi rodzice, my rodzice. Przeznaczenie czy pech?
PS Na pytanie, czym była dla mnie utrata dziewictwa, odpowiadam: umożliwieniem niemożliwego.
Pozdrawiam,
M.
Frankfurt nad Menem, poniedziałek nocą
Pani Małgorzato,
zaczęło się lato na naszej (północnej) półkuli. W powitaniu lata wyniosłem laptopa na balkon mojego mieszkania, otworzyłem butelkę schłodzonego Pinot Grigio i piszę ten list pod letnim już niebem. Szkoda, że światła Mainhattanu (tak we Frankfurcie nazywa się dzielnicę drapaczy chmur, w pobliżu której mieszkam) zakłócają ciemność rozgwieżdżonego dzisiaj nieba. Denerwuje mnie, że czerwone światełka sygnalizacyjne na szczytach wieżowców mieszają się z białymi światełkami gwiazd. Nagle dyszel Wielkiego Wozu ma światło stopu. Okropne! Współczesność zawsze okropnie przeszkadza (przez jakiś czas) wieczności. Potem zaczyna się do niej zaliczać. Ciekawe od kiedy i kto o tym decyduje?
À propos Wielkiego Wozu. Ostatnio nie mogę uwolnić się od niemieckiego dowcipu o Polakach, który swego czasu wypuścił w obieg niezrównany niemiecki komediant Harald Schmidt, który około godziny 23.00 każdego dnia tygodnia (oprócz weekendów) naśmiewa się w telewizji SAT1 z każdego absurdu, który w ciągu ostatnich 24 godzin dotknął ludzkość Harald Schmidt wie doskonale, że absurdem jest oskarżać Polaków o namiętne kradzieże samochodów. Sam cytował dane, z których wynika, że we Włoszech ginie każdego dnia więcej samochodów niż w Polsce (okay, we Włoszech żyje więcej ludzi i jest więcej samochodów, ale nie bądźmy aż tak skrupulatni…). Pomimo to w Niemczech kradzieże samochodów, o czym wie każde tureckie dziecko mieszkające w tym kraju, kojarzone są z „nosicielami polskiego paszportu”. Takiego jak mój.
Schmidt zaczął bardzo poważnie:
– Proszę państwa, wczoraj pierwszy polski astronauta został wystrzelony w kosmos. Gratulujemy, podziwiamy i zazdrościmy. To nie udało się nawet w byłym NRD… (pierwszy śmiech na widowni).
Gdy zapadła pełna oczekiwania cisza, Schmidt złożył obie ręce i dodał z grobową miną:
– I proszę państwa, od wczoraj na niebie nie ma Wielkiego Wozu…
Lubię Schmidta na tyle, że mu to wybaczyłem, chociaż poczułem ukłucie w moją polską dumę. Nie śmiałem się razem z widownią. Nie chciałem dać im tej satysfakcji. Śmiałem się z opóźnieniem.
Lato…
Jeszcze tak niedawno był sylwester. Mam uczucie, jak gdyby to było dwa tygodnie temu. Przerażające, jak ten czas goni. Czy Pani ma także takie uczucie? Mój kolega matematyk Jean-Pierre, Francuz z biura obok, ma na to bardzo proste (dla niego) wytłumaczenie. Gdy mamy 10 lat, to jeden rok jest jedną dziesiątą naszego życia. Gdy mamy lat 50, to jest to jedynie jedna pięćdziesiąta. To takie proste! Jedna pięćdziesiąta musi być (pięć razy) krótsza od jednej dziesiątej. On w to wierzy Żyje monotonicznie zresztą, tak jakby lata życia były ciągiem monotonicznie malejących liczb naturalnych. Stara się zmieścić jak najwięcej kobiet w monotonicznie malejących odcinkach swojego życia. Kiedyś opiszę to Pani. Sztukę flirtu Jean-Pierre opanował do perfekcji. Zupełnie nie pasuje tym do wizerunku matematyka. Nikt nie uwodzi kobiet z taką gracją. I z taką skutecznością…
Zaczynające się właśnie lato to dobry pretekst, aby powrócić do tematu zdrady kobiet. Latem dzieje się o wiele więcej w życiu seksualnym kobiet niż np. jesienią. Tak przynajmniej twierdzą naukowcy z Kinsey Institute przy Indiana University w Bloomington w Stanach Zjednoczonych. Instytut Kinseya to światowy autorytet w sprawach seksu pojmowanego naukowo. Jego powstanie sięga czasów sły
W tych okolicznościach powrócę do mojej listy przyczyn zdrady kobiet Nie stoi za mną żaden instytut. Tak naprawdę nie stoi za mną nic i nikt. Ale jeśli biolog Kinsey zajmujący się – przed studiami i badaniami nad seksem ludzi – bzykaniem os owocówek z rodziny Cynipidae napisał opasły raport, który przeszedł do historii, to chemio-informatyk także może spróbować, prawda? Są to moje własne przemyślenia, trochę podparte statystyką. A ta jest jednoznaczna, Ponad 52% („Der Spiegel”) wszystkich kobiet znajdujących się w stałych związkach (badania Durexu) życzy sobie „drugiego mężczyzny”. Około 34% kobiet już go ma. Dlaczego?
1. Bo ona chce i on chce…
Kobiety uwielbiają, gdy mężczyzna chce. Samo pragnienie wyrażane przez mężczyznę jest – tak mi się wydaje – dla kobiety o wiele ważniejsze niż jego spełnienie. Gdy nie doświadczają tego w swoim domu, chcą poczuć to poza nim Zupełnie nie wystarczy im okazjonalny seks dla podwyższenia statystyki lub aby mieć to „w tym tygodniu już za sobą”. Szczególnie, gdy jest to wydarzenie tak samo rzadkie jak na przykład długie weekendy, kwiaty bez okazji, wspólna nagość w łazience lub kolacja, która nie jest jedynie posiłkiem, ale elementem ceremonii przed pójściem do sypialni. Kobiety chcę, aby on chciał. I aby to okazywał. Mam w swoim archiwum artykuł ze „Sterna” sprzed dwóch lat. Dzie