Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 18 из 72

Warszawa, czwartek

Panie Januszu,

wydawałoby się, że pruderii i wszelkim tabu ostatecznie powiedzieliśmy „adieu”. Tacy jesteśmy wyedukowani. A jednak seksuolodzy biją na alarm. My, ludzie nadal jesteśmy bardzo dalecy od zrozumienia istoty fizycznej strony kochania. Zadajemy pytania natury podstawowej, i z odpowiedziami mamy nie lada kłopot. Okazuje się bowiem, że im więcej dowolności w tym, co już obyczajowo dozwolone, tym trudniej przychodzi nam radzenie sobie ze wskazaniami, poradami i technikami. Nawet już po pigułkę nie chce się sięgnąć. Warto się jednak w tym lenistwie przełamać i wyciągnąć rękę po książkę Olivii Judson. „Dr. Tatiana's Sex Adviee to Ali Creation” (Porady seksualne dr Tatiany – dla wszystkich stworzeń dużych i małych). By dowiedzieć się, że każdy sposób jest dobry na to, żeby tłumaczyć nam maluczkim, o co tak naprawdę chodzi mężczyźnie i kobiecie. W łóżku. Z powodów, które wciąż pozostają niejasne, wyrzeczenie się seksu i płci niemal zawsze prowadzi do klęski i wymierania. Rezygnując z płci, zawsze wypadasz z gry – pisze Judson, uznana specjalistka od biologii ewolucyjnej. Kochamy się więc i uprawiamy seks przede wszystkim po to, żeby przetrwać i wydać na świat potomstwa My i zwierzęta. W ich świecie zmie

Genetyka poszła na rękę temperamentowi. Na dowód doktor Judson przytacza opowieść o lwach kopulujących z dwiema partnerkami 157 razy w ciągu 55 godzin. Niektóre zwierzęta do perfekcji opanowały łączenie seksu z jedzeniem – samiec na randkę przychodzi już z zakąską. Jak widać, miłość to nie tylko ściąganie spodni – konkluduje Judson. Radzi także, żeby nigdy nie dać się zjeść podczas gry wstępnej, zwłaszcza że niektórzy faceci-zwierzęta nie mogą się pogodzić z odmową. Co ciekawe, samice rzadko walczą o swoich partnerów na śmierć i życie. A jeśli, to tylko wówczas, gdy są zdesperowane, bo podaż samców jest zbyt mała. Nie dają także za wygraną, gdy akurat ten, a nie i

Pozdrawiam,

MD

Frankfurt nad Menem, piątek nocą

Godzinę temu zastanawiałem się, czy nasz los jest przypadkiem, czy przeznaczeniem. A jeśli przeznaczeniem, to kto pisze jego scenariusz? Kto dostał takie prawo? I od kogo? Jeśli Bóg, to od jakiego i

Wracając wczoraj późnym wieczorem do domu, jechałem samochodem pustą ulicą w jednej z miejscowości pod Frankfurtem. Żadnych skrzyżowań. Lekki łuk oświetlony lampami żółtych lamp. Dobrze widoczna biała przerywana linia na dobrym asfalcie. Co 100 metrów znaki przypominające, że dopuszczalna prędkość wynosi 40 km/h. Pustka ulicy w wypieszczonym niemieckim miasteczku około dziesiątej wieczorem. Nagle zatrzymują mnie fioletowe światła migoczące na dachu policyjnego auta. Za czerwonym szlabanem zamykającym ulicę karetka pogotowia, obok mercedes, którym przyjechał lekarz (w niemieckich karetkach są sanitariusze, ale nigdy lekarz; lekarz jest przywoływany tylko, gdy zajdzie taka potrzeba). Arogancki policjant w czarnej skórzanej kurtce nakazuje mi zaparkować na poboczu. Parkuję i podaję dokumenty policjantowi. Kontroluje moje dokumenty. Sprawdza ich prawdziwość w komputerze w swoim samochodzie. Mam polskie nazwisko. Mówię z akcentem. Korzystając z nieuwagi policjanta, podchodzę bliżej karetki. Na poboczu ulicy wbity w przydrożne drzewo stoi czarny vw golf z dachem wgniecionym od strony pasażera do wysokości klamki. Na asfalcie ciało przykryte czarną folię. Dwóch młodych mężczyzn wydobywa metalizowaną trumnę ze srebrnego mercedesa stojącego naprzeciwko wraka. Jeden z nich ma papierosa w ustach. Stawiają trumnę na asfalcie obok ciała leżącego pod folią. Podnoszą ciało, nie zdejmując z niego folii. Folia przesuwa się. Dostrzegam białe buty z ostrym szpicem kończące się 10 cm za kostkę. Takie same kupowałem ostatnio z moją młodszą córką. Wpychają ciało do trumny. Zatrzaskują ją i wstawiają do mercedesa. Znajduję telefon w kieszeni kurtki. Dzwonię do córki. Odbiera.

– Ada, do cholery gdzie jesteś?! – krzyczę do telefonu.

– W domu, a gdzie mam być? – odpowiada spokojnie. – Czemu tak wrzeszczysz?

W tym momencie policjant w skórzanej kurtce wraca z dokumentami. Z krzykiem każe mi natychmiast wrócić do samochodu i odjechać. Nie rozumie polskiego. Nie ruszam się z miejsca. Zaczyna mi grozić. Przywołuje do pomocy kolegę. Odchodzę.

„W domu, a gdzie mam być…”. Jej głos, jej własny. Boże…

Przed godziną pojechałem w to miejsce. Do drzewa przybity drewniany krzyż. Świece. Pluszowe misie. Kwiaty. Miała na imię Sabrina. Na przybitej do drzewa fotografii postać młodej uśmiechniętej dziewczyny. W styczniu miała skończyć 17 lat. Przy drzewie młodzi ludzie, jechała ze swoim chłopakiem z tego samego gimnazjum, z maturalnej klasy. Nikt nie wie, jak doszło do tego wypadku. Chłopakowi, oprócz zgniecionej stopy, nic się nie stało. W karetce pobrali mu tylko krew do analizy. Nie stwierdzili obecności alkoholu. Jest w szpitalu psychiatrycznym.

Przypadek czy przeznaczenie? Na ten temat powstały książki, naukowe i pseudonaukowe rozprawy: filozofów, teologów, matematyków, astrologów lub szamanów. Niektórzy są na tyle aroganccy, że z przewidywania przeznaczenia, bądź jak kto woli przypadku, zrobili sobie zawód i za ustaloną stawkę wróżą z linii dłoni, układu gwiazd lub kart. Ja jestem wierzącym w Boga fizykiem, informatykiem, a ostatnio także chemikiem i wiem, że odpowiedź na to pytanie jest uzależniona od chwili. Są takie momenty, gdy wierzę, że coś zostało mi przeznaczone, aby tydzień lub godzinę później być pewnym, że to nic i

Zapalę jutro świecę przy drzewie Sabriny.

Pozdrawiam,

JLW