Страница 14 из 72
Ale dlaczego kobiety?! Doszedłem do wniosku, że być może wynika to z przewrotnej mądrości tych kobiet Ogólne mniemanie, iż mężczyźni mają wyrzuty sumienia, jest oparte na bardzo śmiałej tezie, że mężczyźni w ogóle sumienie posiadają. Wyznanie zdrady przez mężczyznę (osobiście uważam, że to w każdym wypadku jest błąd) dowodzi, że niektórzy z nas sumienie jednak mają i że ono czasami gryzie. Zgodzi się Pani, że nie można mieć wyrzutów sumienia bez sumienia. Gdy nagle się okazuje, że mężczyzna, z którym mieszkam i na którym już tyle razy się zawiodłam, okazuje sumienie, to znaczy, że nie jest taki zły, za jakiego go ostatnio uważałam i dlatego może warto mu przebaczyć. Ten ostatni raz. Szczególnie, gdy on kłamie, tak jak to lubię najbardziej: „no wiesz, to było wieczorem w hotelu, minuta słabości, 3,5 promila alkoholu we krwi…”. Wyznał „kiedy”, wyznał „gdzie”, wyznał „jak”. Lepiej przebaczyć i nie drążyć „dlaczego” – dla własnego komfortu. Może stąd bierze się te (aż) 41%?
Powyższe dane dotyczą wyłącznie zdrad, które (już) wyszły na jaw. Całe „podziemie” zdrad skrywanych ciągle czeka na swoich ankieterów. Z danych zebranych ostatnio w Polsce wynika, że regularne podwójne życie prowadzi w Polsce 25% populacji, ale tylko 4% tej populacji ma poczucie bycia zdradzanym. Najlepiej dla wszystkich byłoby, gdyby te zdrady pozostały do końca tajemnicą. Według psychoterapeutów zajmujących się terapią par wyznanie zdrady przynosi o wiele więcej strat niż jej konsekwentne skrywanie. W związku z tym – dla dobra zainteresowanych – nawołują do stosowania konsekwentnie „wszelkich możliwych metod”, aby zdradę zatuszować. Powołują się przy tym na dane ze swoich gabinetów: przeciętny związek przetrwa we „trójkę z zatajeniem” o wiele dłużej niż we „trójkę odtajnioną”. Autor wymienionej wyżej „Skrywanej miłości”, psychoanalityk i psychoterapeuta z Monachium, Wofgang Schmidbauer, zachęca wręcz do okresowego stosowania – w przypadku wątpliwości i ewentualnych podejrzeń partnera – kłamstw i oszustw, tak „jak stosuje się penicylinę przy zapaleniu płuc”. Moim zdaniem jest to dziwna recepta jeszcze bardziej dziwnego lekarza. Ale ostatnio w domach z betonu jest dużo dziwnej miłości. Nie sądzi Pani?
Serdecznie i z zadumą,
JLW
Warszawa, piętek
Panie Januszu,
po raz kolejny wracamy do zdrady. Chyba nie jestem wdzięcznym partnerem w tym temacie? Niewierność daje to, czego nie daje wierność – twierdzą zwole
Tak jak potrafię zrozumieć wszystkie powody, dla których ludzie są sobie niewierni, tak nie chciałabym być z kimś, kto mnie zdradził albo z kimś, kogo ja zdradziłam. Wiem, są jeszcze jakieś układy rodzi
Nudne, staroświeckie i nienowoczesne. Trudno. Szczerze mówiąc, nie chce mi się na ten temat pisać, bo przez ostatnie ćwierć wieku nie zmieniłam w tym względzie zdania. Jezu!
Pozdrawiam,
MD
Frankfurt nad Menem, sobota wieczorem
Czy Pani też czuje się w listopadzie „wypalona”? Listopad jest dla mnie ponury i deprymujący. Gdybym mógł zmienić kalendarz, wykreśliłbym z niego listopad. Każdego roku obiecuję sobie, że zrezygnuję z urlopu latem i wyjadę w listopadzie tam, gdzie akurat kończy się wiosna, przechodząc powoli w lato. Ucieczka z melancholii północy w acedię południa. Niby to samo (tak uważają permanetnie depresyjni Finowie), ale jest to „smutek w słońcu”. Niestety, dotychczas nie dotrzymałem słowa. Jedyną zaletą listopada są coraz dłuższe wieczory. W takie wieczory (około 19.00) uciekam od komputera, chemii i programów i czytam. Odwracam telewizor ekranem do ściany i wyciągam książki ze sterty odłożonych „koniecznie do przeczytania”. Niektóre są ze stycznia mijającego roku.
W listopadzie najchętniej czytam filozofów. Filozofia jest fascynująca. Narodziła się z ludzkiego zadziwienia i sama to zadziwienie rodzi. Poza tym jest rodzajem mojej „nieskonsumowanej miłości”. Studiując fizykę na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu (druga połowa XX wieku), zdecydowałem się na równoległe studia na drugim fakultecie. Zupełnie bezsensownie – z perspektywy czasu – wybrałem ekonomię. Jestem magistrem fizyki i magistrem ekonomii. Ale ten drugi tytuł kojarzy mi się bardziej z magistrem alchemii. W drugiej połowie XX wieku (późny Gierek) „ekonomia” nie była nawet mistyczna (filozofia była). Była mistyfikacją.
Gdybym miał przyporządkować filozofom miesiące, to listopadowi przyporządkowałbym Schopenhauera (urodzony w Gdańsku) i Nietzschego. Żadni i
Czytając Schopenhauera i Nietzschego w listopadzie, pijąc wino i słuchając pieśni Cohena, ma się uczucie, że do pełni (nie)szczęścia brakuje tylko brzytwy, którą można by się pociąć…
Pani z definicji i z przekonania nie powi
Nie sądzi Pani, że pesymizm i ostateczny nihilizm Schopenhauera (wiem że jako feministka, przekornie, zna Pani jego prace lepiej niż i
Nietzsche z kolei rozpowszechnił dekadentyzm katastrofizm i ateizm. Zaprzeczał wszystkiemu. Łącznie z prawem(!) do istnienia Boga. Widział sens istnienia w byciu nadczłowiekiem. A nadczłowiek to zdaniem Freuda ateista, ponieważ „każdy staje się ateistą, kiedy poczuje się lepszy od swego Boga”. To on zapytał: „Gdyby Bóg był, jak bym zniósł to, że nim nie jestem?”.
Nietzsche był fanem Schopenhauera. Czasami sobie wyobrażam spotkanie obu w trakcie Pani telewizyjnej „Gorączki”. Wiem że zaprosiłaby Pani ich obu. To byłoby spotkanie tysiąclecia. Schopenhauer, Nietzsche i Domagalik!!! Nietzsche prawdopodobnie przyszedłby (gdyby mógł chodzić w wieku 45 lat zachorował na syfilis, a w konsekwencji na paraliż i rzadko opuszczał łóżko) z pejczem jak się odgrażał („Idziesz do kobiety? Nie zapomnij pejcza!”, to jego własne słowa). Schopenhauer konsekwentnie nie patrzyłby w Pani oczy. A Pani zadałaby im pytanie „Panowie, czy mieliście wiele kobiet?”. Tak jak mnie podczas mojej „Gorączki” z Panią. Ciekawe, co mogliby odpowiedzieć? Schopenhauer pewnie z dumą odpowiedziałby, że żadnej, i zacząłby instruować Panią i widzów przed telewizorami odnośnie „bezsensu bliskości wynikającego z konieczności zdławienia w sobie pędu do działania, aby doświadczyć ulgi poprzez totalne odrzucenie świata”, przy czym powoływałby się na swoją pracę pt. „O podstawie moralności”. Musiałaby Pani przerwać jego wywód, ponieważ Schopenhauer jako mówca był dręczycielem. Dopuszczony do głosu nie przestawał mówić, dopóki ktokolwiek ze słuchających zdradzał oznaki zainteresowania. Ale Pani potrafi przecież przerwać swojemu rozmówcy w połowie zdania z taką gracją, że nawet Schopenhauer zamilkłby natychmiast.