Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 20 из 44

BLIŹNIACZKI

Po Bożym Narodzeniu uznano widocznie, że Erna jest już zdrowa, bo musiała wrócić do swojego pokoju, który dzieliła z Bertą i Marie. Ale starsze siostry nadal traktowały ją jak osobę chorą: z pełną szacunku troskliwością i ostrożnym dystansem.

– Droga Erno, czy nie miałabyś nic przeciwko temu, żeby… – mówiły za każdym razem, gdy chciały otworzyć okno, poczytać w łóżku, pograć w chińczyka. Milkły, gdy wchodziła, a potem udawały, że ciągną dalej rozmowę, jak gdyby nigdy nic. Erna czuła ich brak swobody i to właśnie spinało ją najbardziej. Krepowało ją, że krępuje i

– Bon, tres bien – powtarzała Marie, chodząc w tę i z powrotem i naśladując akcent nauczycielki francuskiego. Berta uspokajała ją bez przekonania, rzucając niepewne spojrzenia na Ernę. Dyskutowały też zawzięcie o kapeluszach z futrzaną bordiurą i o rodzajach modnego aksamitu. Nie nudziły się ze sobą. Erna czasem próbowała się wkupić w ich łaski. Dawała im się czesać i głośno zachwycała się dziwacznymi fryzurami, jakie tworzyły z jej marnych kosmyków.

Erna czuła się o wiele lepiej w pokoju bliźniaczek i małej Liny. Była tam zawsze pełna szelestów cisza, nic z tego gwaru, jaki robiły młode kobiety.

Pokój młodszych dziewczynek mieścił się w drugim końcu korytarza, naprzeciwko pokoju chłopców. Bliźniaczki mieszkały z Liną, która w ich obecności stawała się smutna i płaczliwa. Traktowały Linę jak wroga, choć tak głupiutkiego, że aż niegroźnego. Ich walka z nią polegała na wiecznym dokuczaniu, złośliwościach, drobnych prześladowaniach, takich jak włożenie pod kołdrę pająka czy wywrócenie nocą ubrania na lewą stronę. Wojna była prowadzona tylko w pokoju, poza nim spontanicznie następowało zawieszenie broni. Dlatego mała Lina często szukała pomocy i towarzystwa starszych, a wtedy bliźniaczki osiągały to, o co im chodziło: miały cały pokój dla siebie.

Wyciągały spod szafy swoje oklejone kolorowymi papierami pudełka, grzebały w nich i zamieniały się ich zawartością.

Katharine i Christine mogłyby być jedną osobą, która przyjęła dwie postaci tylko po to, żeby móc więcej poznać, zdziałać, zobaczyć, posmakować. Ich ciekawość, pragnienie dotykania, sprawdzania, doświadczania były niezwykłe. Szperały nawet w biurku ojca, w kuche

Zeszłej wiosny zdarzył się wypadek, który przekonał je, że są potężne.

Gdy tylko słońce zaczęło docierać w kwietniu do ich okna, przesiadywały całe godziny na szerokim parapecie, rzucając lusterkiem zajączki – prosto w oczy podwórzowych kotów, które wygrzewały się na dachu pralni. Zajączek zaczepiał też przechodzących mężczyzn i odbijał się od szyb. Potem dziewczynki zrezygnowały ze straszenia kotów i złapanym w lusterko słońcem oświetlały wnętrza mieszkań w oficynie, w których pootwierano okna. Na drugim piętrze mieszkała samotna nauczycielka muzyki. Kiedy jej okno było otwarte, dochodziły stamtąd monoto

Nikomu nie powiedziały o tym odkryciu, jakby ich zabawa plamką światła mogła mieć związek z tą śmiercią. Popatrzyły na siebie i wróciły do grzebania w swoich pudełkach. Po południu przyjechała policja i doktor z czarną torbą. Dziewczynki widziały, jak szli przez podwórko. Nauczycielka powiesiła się na żyrandolu.

– Mogę u was posiedzieć? – zapytała je Erna, podchodząc do okna. Widok z niego był taki sam jak z jej pokoju. Bliźniaczki nie odpowiedziały od razu. Porozumiały się wzrokiem i przez chwilę zajęte były zbieraniem czegoś z podłogi.

– Pozwolimy ci, ale pod warunkiem – zaczęła Katharine.

– Jakim?

– Że nam opowiesz o duchach.

– Nie – powiedziała Erna, ale nie ruszyła się od okna.

– Więc dobrze, zostań – bliźniaczki znowu popatrzyły na siebie, kończąc zbierać rozsypane na podłodze koraliki. Erna przyglądała się im kątem oka. Ich rytmiczna ruchliwość i milczenie (ponoć bliźniakom słowa są niepotrzebne) wpływały na nią kojąco. Sunęła za nimi wzrokiem coraz bardziej ciężkim i se

Erna patrzyła na nie bez ciekawości. Sam widok ich namaszczonych, pełnych powagi ruchów dawał jej wytchnienie. Patrzyła, jak grzebały w tych swoich szufladkach, jak przekładały jakieś papierowe torebki, woreczki po naftalinie wypełnione Bóg wie czym, jakieś ramki, bezwłose szczoteczki. Nagle jedna z nich, Erna nie wiedziała która, zaśmiała się krótko i schowała coś szybko do kieszeni. Ich rozbawione spojrzenie spotkało się ze wzrokiem Erny. Zastygły na chwilę, jakby czekając na jej reakcję, a gdy ona o nic nie zapytała, znowu zaczęły to swoje grzebanie.