Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 22 из 38

Teraz, kiedy patrzę na jezioro, na genewską fonta

Widzę dźwigi i Alpy nad dachami Genewy, jest duszno, w pokoju huczy klimatyzacja. Moja babcia Maria z Chmielów Czyżowa nie lubiła podróżować. Nie była w Warszawie, nie widziała morza. Bywała za granicą, bo granice same, a to czeska, a to niemiecka, a to au- striacka, raz po raz w tym stuleciu przechodziły przez próg albo tuż za progiem domu. Moja babcia Czyżowa czytała Biblię i atlas geograficzny. Pilnie oglądała wizerunki obcych miast, które Andrzej Wantuła przysyłał z całej ziemi.

Podnoszę słuchawkę, wybieram kierunkowy, wystukuję tamten stary numer: 27 – 56. Mu- szę jej powiedzieć, że tu jestem. Muszę jej powiedzieć, że widziałem wszystko, co było na pocztówkach: zegar, fonta

Ulica Filarecka

Jestem kronikarzem upału, jestem narratorem skwaru, jestem rybą płynącą przez żółty ocean kanikuły. Nic tak nie rozjaśnia umysłu jak brak tchu, odrętwienie ciała, piaszczyste powietrze. (Wapie

Człowiek w kanikule na ogół zrzuca z siebie przyodziewek, zbliża się przez to do natury, ergo: oddala od kultury. W slipach niepodobna wszakże nawet podejść do regału, na którym stoją klasycy filozofii. Uzasadniony przez czterdzieści stopni w cieniu odwrót od kultury po- zwala w taki czas sięgać wyłącznie po teksty na pewien sposób analogiczne do golizny, po teksty, które formalnie są tworami kultury, ale istotowo należą do świata natury (dzie

Początkiem moich upałów albo upałem mojego początku była kanikuła pogrążonej w wiecznych półciemnościach ulicy Filareckiej. Przez pierwszych sześć, a może przez pierw- szych osiem lat życia upałów nie było. W latach pięćdziesiątych szły deszcze, śniegi, nad Wi- słą sunęły chłodne tafle niebios, upałów nie było wcale, nie to, że były, a ja nie pamiętam, nie to, że były, a ja nie zauważyłem, obiektywnie ich nie było, dobrze pamiętam, dobrze pamię- tam całoroczne karpackie mżawki, w ogóle wszystko z tamtego czasu pamiętam. Pamiętam gazetową fotografię leżącego w otwartej trumnie Bolesława Bieruta, pamiętam śmierć Stali- na, pamiętam siwe ściany izby porodowej, mam pamięć filogenetyczną, pamiętam, o czym myślał mój dziadek, kiedy szedł na wojnę. Pamiętam – w głębokim dzieciństwie upałów nie było.

Dopiero podróż do Krakowa to była wyprawa do centrum tropiku. Pociąg osobowy stojący na peronie w Wiśle wypełniało obce, podróżne powietrze. Siedzieliśmy w przedziale, czekali- śmy na odjazd, ale już brały nas w swoje posiadanie widma nieznanych miast za oknami

(Czechowice, Chybie, Chrzanów), jeszcze pachniały perfumy tajemniczej letniczki, kurz się unosił z obitych przedwoje

Powietrze gęste jak tran, taksówka jadąca pomiędzy ceglanymi ścianami, opowieść tak- sówkarza o całodzie

Przedwoje

– Niech pan czyta, panie inżynierze! Niech pan czyta! Wie pan, co zrobili? Wie pan, co zrobili? Pieska, panie inżynierze, pieska wystrzelili w kosmos!

Uchylały się drzwiczki i pan Kaziu wychodził ze swojej budki, która była jak postawiona na sztorc jednoosobowa łódź podwodna.

– Panie inżynierze! Mało było Gułag, mało było Katyń – głos pana Kazia niósł się po ca- łym placu Na Stawach, ojciec gorączkowo szukał drobnych – mało było wszystkiego, panie inżynierze, to jeszcze teraz bezbro

Oddalaliśmy się, szliśmy spiesznym krokiem z powrotem w głąb ulicy Filareckiej. – Pie- ska wystrzelili w kosmos, jakby Mongołów było mało – dochodził nas ciągle wibrujący naj- świętszym oburzeniem głos pana Kazia.