Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 72 из 98

— Zdjąć bogini z szyi Brisingamen? — powtórzyła Sigrdrifa, a w jej głosie więcej było niedowierzania niż świętego oburzenia. - Nie, Ye

Ye

— Gdybym wiedziała — powiedziała zimno — od razu odpłynęłabym wraz z jarlem na Ard Skellig. Nie, nie, czasu spędzonego na rozmowie z tobą bynajmniej nie uważam za stracony. Ale mam go bardzo mało. Naprawdę bardzo mało. Przyznam, zwiodły mnie nieco twoja życzliwość i serdeczność…

— Jestem ci życzliwa — przerwała bez emocji Sigrdrifa. - Twoim planom również sprzyjam, całym sercem. Znałam Ciri, lubiłam to dziecko, porusza mnie jej los. Podziwiam cię za zdecydowanie, z jakim chcesz iść dziewczynie na ratunek. Spełnię każde twoje życzenie. Ale nie Brisingamen, Ye

— Sigrdrifo, by ruszyć Ciri na pomoc, muszę pilnie zdobyć nieco wiedzy. Kilka informacji. Bez nich będę bezsilna. Wiedzę i informacje mogę posiąść wyłącznie w drodze telekomunikacji. Żeby móc komunikować się na odległość, muszę skonstruować za pomocą magii magiczny artefakt: megaskop.

— Urządzenie w rodzaju waszej osławionej kryształowej kuli?

— Znacznie bardziej skomplikowane. Kula umożliwia telekomunikację wyłącznie z i

— Nie spiesz się tak.

Sigrdrifa wstała, przeszła przez nawę, zatrzymując się przed ołtarzem i posągiem Modron Freyji.

— Bogini — powiedziała — jest również patronką wieszczek. Jasnowidzek. Telepatek. Symbolizują to jej święte zwierzęta: kot, który słyszy i widzi ukryte, i sokół, który widzi z wysoka. Symbolizuje to klejnot bogini: Brisingamen, naszyjnik jasnowidzenia. Po co budować jakieś patrzące i słyszące urządzenia, Ye

Ye

— Zbliża się czas wieczornej modlitwy — podjęła Sigrdrifa. - Wraz z i

— Sigrdrifo…

— Proszę. Zrób to dla mnie. I dla Ciri.

Klejnot Brisingamen. Na szyi bogini.

Stłumiła ziewnięcie. Gdyby chociaż jakieś śpiewy, pomyślała, jakieś inkantacje, jakieś misteria… Jakiś mistyczny folklor… Byłoby mniej nudno, sen by tak nie morzył. Ale one po prostu klęczą, schyliwszy głowy. Bez ruchu, bez dźwięku.

Ale jednak potrafią, gdy chcą, operować Mocą, nieraz równie dobrze jak my, czarodziejki. Wciąż jest zagadką, jak one to robią. Żadnych przygotowań, żadnej nauki, żadnych studiów… Tylko modlitwa i medytacja. Dywinaq'a? Rodzaj autohipnozy? Tak twierdziła Tissaia de Vries… Czerpią energię nieświadomie, w transie nabywają zdolności jej przetworzenia analogicznej do naszych zaklęć. Przetwarzają energię, traktując to jako dar i łaskę bóstwa. Wiara daje im siłę.

Dlaczego nam, czarodziejkom, nigdy nie udało się nic takiego?

Spróbować? Korzystając z atmosfery i aury tego miejsca? Mogłabym przecież sama wprowadzić się w trans… Choćby patrząc na ten brylant… Brisingamen… Intensywnie myśląc o tym, jak świetnie pełniłby swą rolę w moim megaskopie…

Brisingamen… Błyszczy jak gwiazda zara

— Ye

Poderwała głowę.

W świątyni bylo ciemno. Intensywnie pachniało dymem.

— Zasnęłam? Wybacz…

— Nie ma nic do wybaczania. Chodź ze mną.

Na zewnątrz, nocne niebo pałało migotliwym, zmieniającym się jak w kalejdoskopie światlem. Zorza polarna? Ye

— Ile jesteś w stanie poświęcić, Ye

— Słucham?

— Jesteś gotowa poświęcić siebie? Swoją bezce

— Sigrdrifo — powiedziała ze złością. - Nie próbuj ze mną tych natchnionych sztuczek. Ja mam dziewięćdziesiąt cztery lata. Ale potraktuj to, proszę, jako tajemnicę spowiedzi. Zwierzam ci się tylko dlatego, byś zrozumiała, że nie można traktować mnie jak dziecka.

— Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.

— I nie zamierzam. Bo to mistycyzm, którego nie akceptuję. Usnęłam na waszym nabożeństwie. Znużyło mnie i znudziło. Bo nie wierzę w twoją boginię.

Sigrdrifa odwróciła się, a Ye

— Niezbyt jest dla mnie pochlebna twoja niewiara — powiedziała kobieta o oczach wypełnionych pły

Jedynym, co Ye

— Przyjdzie czas — powiedziała złotooka kobieta — gdy absolutnie nikt, wliczając dzieci, nie będzie wierzył w czarodziejki. Mówię ci to wyrachowanie złośliwie. W charakterze rewanżu. Chodźmy.

— Nie… — Ye

Złotooka kobieta podeszła bliżej. Brylant w jej naszyjniku płonął jak gwiazda zara

— Wasza mowa pomału przestaje służyć porozumieniu — powiedziała. - Staje się sztuką dla sztuki, im bardziej niezrozumiała, tym uważana za głębszą i mądrzejszą. Zaprawdę, wolałam was, gdy umieliście tylko: «E-e» i «Gugu». Chodź.

— To jest iluzja, trans… Nigdzie nie pójdę!

— Nie chcę cię zmuszać. To byłby wstyd. Jesteś przecież dziewczyną inteligentną i dumną, masz charakter.

Równina. Morze traw. Wrzosowisko. Głaz, wystający znad wrzosów jak grzbiet przyczajonego drapieżnika.

— Ty zapragnęłaś mojego klejnotu, Ye

Ye

— Siła zdolna zmieniać świat — powiedziała kobieta, której nie wolno było nazywać imieniem — jest więc według ciebie Chaosem, sztuką i nauką? Przekleństwem, błogosławieństwem i postępem? A nie jest przypadkiem Wiarą? Miłością? Poświęceniem?

Słyszysz? Pieje kogut Kambi. Fala bije o brzeg, fala pchana dziobem Naglfara. Rozbrzmiewa róg Hemdalla stojącego twarzą ku wrogom na tęczowym łuku Bifrostu. Nadciąga Białe Zimno, nadciąga wichura i zamieć… Ziemia drży od gwałtownych poruszeń Węża… Wilk pożera słońce. Księżyc czernieje. Jest tylko zimno i ciemność. Nienawiść, zemsta i krew…

Po czyjej stronie staniesz, Ye

Pieje kogut Kambi.

Decyduj, Ye

Światło czy Ciemność?

— Dobro i Zło, Światło i Ciemność, Ład i Chaos? To tylko symbole, w rzeczywistości nie istnieje taka biegunowość! Światło i Mrok są w każdym, trochę tego i trochę tego. Bez sensu jest ta rozmowa. Bez sensu. Nie przestawię się na mistycyzm. Dla ciebie i dla Sigrdrify Wilk pożera Słońce. Dla mnie to jest zaćmienie. I niech tak zostanie.