Страница 1 из 98
Sapkowski Andrzej
Wieża Jaskółki
Rozdział pierwszy
— Mogę dać ci wszystko, czego zapragniesz — powiedziała wróżka. - Bogactwo, władzę i sceptr, sławę, długie i szczęśliwe życie. Wybieraj.
— Nie chcę bogactwa ni sławy, władzy ni sceptru — odrzekła wiedźminka. - Chcę mieć konia, który byłby czarny i niedościgły jak nocny wicher. Chcę mieć miecz, który byłby jasny i ostry jak promień księżyca. Chcę nocą czarną przebiegać na mym czarnym koniu świat, chcę porażać moce Zła i Ciemności moim świetlistym mieczem. Tego pragnę.
— Dam ci konia, który będzie czarniejszy niż noc i lotniejszy od nocnego wichru — przyrzekła wróżka. - Dam ci miecz, który będzie jaśniejszy i ostrzejszy aniżeli księżycowy promień. Ale żądasz niemało, wiedźminko, będziesz więc musiała drogo mi zapłacić.
— Czym? Wszakże nie mam niczego.
— Twoją krwią.
Jak powszechnie wiadomo, Wszechświat — podobnie jak życie — toczy się kołem. Kołem, na którego obręczy zaznaczono osiem magicznych punktów, dających pełny obrót, czyli cykl roczny. Punktami tymi, leżącymi na obręczy koła w parach dokładnie naprzeciw siebie, są: Imbaelk — czyli Kiełkowanie, Lammas — czyli Dojrzewanie, Belleteyn — Rozkwit oraz Saovine — Zamieranie. Są także na kole zaznaczone dwa Solstycja, czyli Przesilenia — zimowe, zwane Midinvaerne oraz Midaete, letnie. Są także dwa Ekwinokcja, czyli Równonoce — Birke, wiose
Lądując na plażach w okolicach ujść Jarugi i Pontaru, ludzie przywieźli tu ze sobą własny kalendarz, oparty na księżycu, dzielący rok na dwanaście miesięcy, dających cykl rocznej pracy rolnika — od początku, od wykonywanych w styczniu tyk aż do końca — do czasu, gdy mróz zamieni ziemię w twardą grudę. Ale choć ludzie inaczej dzielili rok i liczyli daty, zaakceptowali elfie koło i osiem punktów na jego okręgu. Przejęte z elfiego kalendarza Imbaelk i Lammas, Saovine i Belleteyn, oba Przesilenia obie Równonoce również wśród ludzi stały się ważnymi świętami, datami uroczystymi. Wyróżniały się wśród i
Daty te wyróżnia bowiem magia.
Nie było — i nie jest — żadną tajemnicą, że owych osiem dat to dni i noce, podczas których niezwykle nasila się czarodziejska aura. Nikogo nie dziwią już magiczne fenomeny i zagadkowe zjawiska, które towarzyszą tym ośmiu datom, zwłaszcza zaś Ekwinokcjom i Solstycjom. Do fenomenów takich wszyscy już się przyzwyczaili i rzadko budzą one większą sensację.
Ale tego roku było inaczej.
Tego roku ludzie jak zwykle uczcili jesie
Tuż przed północą zerwała się straszliwa zawierucha, zadął potępieńczy wicher, w którym poprzez szum przyginanych niemal do ziemi drzew, skrzyp krokwi i łomot okie
Gdy Gon przegalopował i rozwiały się chmury, ludzie zobaczyli księżyc — malejący, jak zwykle w czas Zrównania. Ale tej nocy księżyc miał barwę krwi.
Lud prosty miał dla ekwinokcyjnych fenomenów wiele wytłumaczeń, różniących się zresztą znacznie, stosownie do specyfik regionalnych demonologii. Astrologowie, druidzi i czarodzieje też mieli wytłumaczenia, ale w większości błędne i sklecone na wyrost. Mało, niezwykle mało było ludzi, którzy potrafili zjawiska te powiązać z rzeczywistymi faktami.
Na Wyspach Skellige, dla przykładu, nieliczni bardzo zabobo
Jak świat długi i szeroki, była też noc jesie
Mało było jednak ludzi zdolnych wszystkie te zjawiska i fenomeny połączyć z rzeczywistym, konkretnym faktem. I konkretną osobą. Traf sprawił, że troje z tych ludzi spędzało noc jesie
— Kozodoje… — jęknął pisarczyk Jarre, wpatrzony w ciemność zalegającą świąty
— Nie gadaj bzdur! — Triss Merigold odwróciła się gwałtownie, uniosła zaciśniętą pięść, przez moment wyglądało, że pchnie lub uderzy chłopca w pierś. - Wierzysz w głupie zabobony? Wrzesień się kończy, lelki grupują się przed odlotem! To całkiem naturalne!
— Ona umiera…
— Nikt me umiera! — krzyknęła czarodziejka, blednąc z wściekłości. - Nikt, pojmujesz? Przestań pleść!
W bibliotecznym korytarzu przybywało adeptek, pobudzonych nocnym alarmem. Ich twarze były poważne i blade.