Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 68 из 90

Pot wystąpił jej na czoło.

– Bo mają coś do ukrycia.

– No właśnie.

– Jest szpiegiem?

Jackson roześmiał się.

– Niezupełnie. Prawdę mówiąc, to jest niczym.

– Co to znaczy?

– Zmarli mogą być tylko zmarłymi i niczym więcej, prawda?

– Zmarli? – LuA

– Zdobyłem jego odciski palców – podjął Jackson – przepuściłem je przez bazę danych i komputer powiedział mi, że on nie żyje.

– To jakaś pomyłka.

– Komputer wierzy we wszystko, co mu się powie. Komuś zależało, żeby Riggs uchodził za zmarłego. Na wypadek, gdyby ktoś go szukał.

– Szukał? Kto?

– Wrogowie. Słyszałaś o Programie Ochrony i Relokacji Świadków?

– Nie. Co to takiego?

– Za długo mieszkałaś za granicą. To program realizowany przez rząd federalny. Ma chronić osoby zeznające na niekorzyść niebezpiecznych ludzi albo organizacji. Dostają nową tożsamość, nowe życie. Oficjalnie taki Riggs umiera. A potem pojawia się w jakimś małym miasteczku i rozpoczyna nowe życie pod nowym nazwiskiem. Może nawet ze zmienioną fizjonomią. Nie wiem tego na pewno, ale mam powody, by przypuszczać, że Riggs należy do tej wyselekcjonowanej grupy.

– Riggs… Buckman… był świadkiem? W jakiej sprawie?

– Któż to wie? Czy to zresztą ważne? Próbuję ci uświadomić, że Riggs jest przestępcą. A raczej był. Prawdopodobnie narkotyki albo coś w tym rodzaju. Może miał powiązania z mafią. Programem Ochrony Świadków nie obejmuje się pospolitych złodziejaszków.

– Riggs przestępcą. – LuA

– Mam nadzieję, że z niczego mu się nie zwierzyłaś? Nie wiadomo, co z niego za ptaszek.

– Nie – wykrztusiła LuA

– No więc, co możesz mi o nim powiedzieć?

– Niewiele tego. Nie wie nic ponad to, co już wiedział. Nie drąży sprawy. Uważa Donovana za potencjalnego porywacza. Na podstawie tego, co od pana usłyszałam, dochodzę do przekonania, że nie chce zwracać na siebie uwagi.

– Nie wątpię. To dla nas bardzo dobrze. Widzę, że wasza dzisiejsza randka była owocna.

– To nie pański interes – zaperzyła się. Wymiana informacji dobiegła końca i teraz nie zamierzała puścić tej aluzji płazem.

– Oj, twój pierwszy błąd podczas tej sesji. Nie wytrzymujesz bez popełnienia jakiejś gafy. – Wymierzył w nią długi palec. – Wszystko, co wiąże się z tobą, jest moim interesem. Stworzyłem cię. I czuję się za ciebie odpowiedzialny. Nie lekceważę tej odpowiedzialności.

– Dziesięć lat minęło! – wybuchnęła LuA

– Nie posłuchałaś mnie.

– Dziesięć cholernych lat stosowałam się do pańskich instrukcji. Dwadzieścia krajów, ciągłe oglądanie się za siebie. I podejrzewam, że tak już będzie do końca życia. – Patrzyli sobie długo w oczy.

– Kiedy wyjeżdżasz?

– Jak tylko się spakuję. Jutro rano już nas tu nie będzie.

Jackson potarł w zamyśleniu brodę.

– Powiedz mi coś, LuA

Była przygotowana na to pytanie.

– Bo Donovanowi mogłoby się wydać dziwne, że zginęłam zaraz po rozmowie z nim. Teraz niczego nie podejrzewa. Ale mogę panu zagwarantować, że moja śmierć by to zmieniła. Potrzebne panu takie kłopoty?

Jackson stał chwilę z zaciśniętymi mocno ustami, potem wskazał na drzwi.

– Idź się pakować.

Teraz LuA

– Pan przodem.

– Wyjdźmy razem, LuA

Nie spuszczając z siebie oczu, ruszyli razem do drzwi.

W chwili, kiedy Jackson kładł dłoń na gałce, drzwi otworzyły się z impetem do środka. Ledwie zdążyli przed nimi uskoczyć.

W progu stał Riggs z pistoletem wymierzonym w Jacksona. Na jego widok Jackson chwycił LuA

– Matthew, nie! – krzyknęła LuA

Riggs rzucił jej przelotne spojrzenie.

– LuA

LuA

Wyrzucając rękę w bok, zablokowała jego podrywające się przedramię. Riggs syknął z bólu i osunął się na podłogę, chwytając odruchowo za rękojeść sterczącego mu z ramienia noża. LuA

Wpadła na niego z takim impetem, że stracił równowagę i z brzękiem tłuczonego szkła wylecieli oboje przez okno na ganek. LuA

Jackson stanął na chwiejnych nogach. Na jedną straszną chwilę skrzyżowały się ich spojrzenia. I LuA

Jackson spuścił wzrok na jej ręce. Dotknął swojej twarzy, poczuł pod palcami własną skórę, własne włosy, spazmatycznie dyszał. Zidentyfikowała go. Teraz musiała umrzeć.

LuA

– Wara od niej, sukinsynu! – wrzasnął Riggs. Stał w wybitym oknie śmiertelnie blady, koszulę miał całą we krwi, w drżących rękach trzymał pistolet. Jackson zerwał się z podłogi i z niewiarygodną zwi

– Cholera! – jęknął Riggs i opadł na klęczki, znikając jej z oczu pod parapetem okna.

– Matthew! – LuA

Wbiegła do chaty, ściągając po drodze kurtkę. Po chwili była już przy Riggsie.

– Zostaw, Matt, nie wyciągaj go. – Pomagając sobie zębami oderwała rękaw od kurtki i podarła go na pasy. Następnie rozpruła Riggsowi rękaw koszuli i odsłoniła ranę. Próbowała zatamować krwotok prowizorycznymi tamponami, ale bez powodzenia. Wymacała tętnicę pod pachą Riggsa i ucisnęła ją palcem. To poskutkowało. Ostrożnie wyciągnęła mu nóż z ramienia i odrzuciła. W trakcie tego zabiegu Riggs wpijał się palcami w jej ramię i o mało nie przegryzł sobie wargi.

– Przytrzymaj tu palcem, Matt, tylko nie za mocno, żeby nie zatrzymać całkiem dopływu krwi. – Naprowadziła jego palec na miejsce pod pachą, które uciskała.

– Mam w samochodzie apteczkę. Opatrzę cię najlepiej, jak potrafię, i zawiozę do lekarza.

Podniosła z ganku pistolet i pomogła Riggsowi dojść do BMW. Tam zdezynfekowała mu i opatrzyła ranę. Kiedy zabezpieczała bandaż plastrem, Riggs spojrzał na nią.

– Gdzie się tego nauczyłaś?

LuA

– Pierwszy raz widziałam lekarza, kiedy rodziła się Lisa. A i to tylko przez dwadzieścia minut. Kiedy człowiek nie ma centa przy duszy, musi to umieć, bo inaczej nie przetrwa.

Przed izbą przyjęć pogotowia przy drodze Dwudziestej Dziewiątej LuA

– Zostań. Sam wejdę. Znają mnie tutaj, jestem stałym klientem. Przedsiębiorcy budowlanemu często coś się przytrafia. Powiem, że nieszczęśliwie upadłem i wbiłem sobie nóż myśliwski w ramię.

– Na pewno dasz sobie radę?

– Tak, już i tak dosyć ci narobiłem kłopotu. Wysiadł z wozu.

– Zaczekam tu na ciebie – powiedziała LuA

Uśmiechnął się blado i trzymając za zranione ramię, wszedł do środka.

LuA

Riggs nazwał ją w chacie Lu A

Zerknęła na siedzenie obok i zobaczyła tam biały kartonik. Sięgnęła po niego. Była to wizytówka Donovana z numerem telefonu. Po chwili zastanowienia podniosła słuchawkę telefonu. Zaklęła pod nosem, kiedy odezwała się automatyczna sekretarka. Nagrała na nią relację z wydarzeń tego wieczoru. Jeszcze raz poprosiła dzie