Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 67 из 90

Niespełna trzy minuty po wyjściu LuA

– Ktoś nieupoważniony włamał się przed chwilą poprzez Zautomatyzowany System Identyfikacji Linii Papilarnych do pliku z twoimi odciskami palców. I był to ktoś znający się na rzeczy, bo zorientowaliśmy się dopiero po fakcie. Zachowaj szczególną ostrożność, badamy sprawę.

Riggs trzasnął słuchawką i porwał odbiornik. Z szuflady biurka zabrał dwa pistolety, dwa pełne magazynki i kaburę, którą przypiął sobie paskami do łydki. Większy pistolet schował do kieszeni, mniejszy do kabury i wybiegł do jeepa. Miał nadzieję, że LuA

ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY SZÓSTY

LuA

– Ja też jestem w tej chwili w drodze – powiedział. – Musimy porozmawiać.

– Zgłaszam się, jak pan sobie życzył.

– Słyszę. Pewnie masz mi wiele do powiedzenia.

– Nie sądzę, żebyśmy stali wobec jakiegoś poważnego problemu.

– O, doprawdy? Miło mi to słyszeć.

– Mam mówić czy nie? – warknęła LuA

– Tak, ale nie przez telefon.

– Dlaczego?

– A dlaczego nie? – odparował. – Spotkamy się osobiście. Ja też mam informacje, które mogą cię zainteresować.

– Na jaki temat?

– Nie na jaki, lecz na czyj temat. Matta Riggsa. Jego prawdziwe nazwisko, prawdziwa przeszłość i coś jeszcze, co powi

– Może mi pan to powiedzieć od razu.

– Widzę, że mnie nie zrozumiałaś, LuA

– Po co mam się z panem spotykać?

– Podam ci bardzo dobry powód. Po to, żebym w ciągu najbliższych trzydziestu minut nie znalazł Riggsa i nie zabił go. Utnę mu głowę i wyślę ci ją pocztą. Jeśli ostrzeżesz go przez telefon, to pojadę do twojego domu i pozabijam tam wszystkich od pokojówek po ogrodników, a następnie zrównam go z ziemią. Potem pojadę do ekskluzywnej szkoły twojej ukochanej córeczki i wyrżnę tam wszystkich do nogi. Możesz sobie dzwonić do woli, ostrzegać całe miasto, a ja zacznę zabijać kogo popadnie. To chyba wystarczający powód, żebyśmy się spotkali, prawda LuA

– Gdzie i kiedy? – wykrztusiła LuA

– Jak za starych dobrych czasów. A skoro już mowa o starych dobrych czasach, to może zabierzesz ze sobą Charliego. Jego też to dotyczy.

LuA

– Nie ma go tutaj w tej chwili.

– No, no. A myślałem, że nie odstępuje cię na krok.

Coś w tonie jego głosu trąciło jakąś strunę w pamięci LuA

– Nie jesteśmy sklejeni. Charlie ma własne życie.

Do czasu – pomyślał Jackson. Do czasu, tak jak i ty. Mam jednak pewne wątpliwości, naprawdę je mam.

– Spotkajmy się w chacie, w której uwił sobie gniazdko twój wścibski przyjaciel. Za trzydzieści minut. Zdążysz?

– W chacie za trzydzieści minut.

Jackson odłożył słuchawkę i odruchowo namacał nóż w kieszeni.

Oddalona dziesięć mil od niego LuA

Zmierzch już zapadał, kiedy LuA

Spojrzała na chatę. Był tam już, nie miała najmniejszych wątpliwości. Wyczuwała go, tak jak wyczuwa się bliskość wilgotnego, zapleśniałego grobu. Wzięła jeszcze jeden głęboki oddech i podeszła do drzwi.

Przekroczywszy próg, rozejrzała się po małym wnętrzu.

– Jesteś przed czasem. – Jackson wynurzył się z mrocznego kąta. Twarz miał tę samą co podczas ich pierwszego spotkania. Cenił sobie konsekwencję. Ubrany był w skórzaną kurtkę i dżinsy. Na głowie miał czarną narciarską czapkę, na nogach ciemne buty turystyczne. – Ale przynajmniej sama – dorzucił.

– Mam nadzieję, że pan też. – LuA

Jackson zauważył to i uśmiechnął się. Założył ręce na piersi, oparł się o ścianę i wydął wargi.

– No to składaj swój raport – powiedział.

LuA

– Dobrze pamiętam, jak się zarzekałaś, że nie potrafiłabyś zabić z zimną krwią – zakpił, przekrzywiając głowę.

– Od każdej reguły są wyjątki.

– Fascynujące, ale nie mamy czasu na przekomarzania. Raport.

LuA

– Miałam spotkanie z Donovanem. Tym człowiekiem, który mnie śledził, Thomasem Donovanem. – Zakładała, że Jackson ustalił już tożsamość Donovana. W drodze tutaj zdecydowała, że najlepiej będzie mówić prawdę, a odchodzić od niej tylko w krytycznych momentach. Powi

Jackson przykucnął i złożył ręce jak do pacierza. Nie spuszczał z niej wzroku.

– Dalej.

– Pisze artykuł o loterii. O dwanaściorgu zwycięzców sprzed dziesięciu lat – spojrzała na niego znacząco. – Wie pan, o których. Wszystkim świetnie się powodzi.

– No i?

– No i Donovan chce się dowiedzieć, dlaczego, bo z pozostałych zwycięzców większość splajtowała. Znaczny odsetek, tak powiedział. I na tym tle pańska dwunastka się wyróżnia.

Jackson dobrze ukrył irytację. Nie cierpiał niedoróbek, a ta była poważna. LuA

– Co mu powiedziałaś?

– Że ktoś z loterii polecił mi bardzo dobrą firmę inwestycyjną. Podałam mu nazwę tej, o której pan mi kiedyś wspominał. Zakładam, że jest legalna.

– Bardzo – odparł Jackson. – Przynajmniej z wierzchu. A i

– Powiedziałam Donovanowi, że nic mi o nich nie wiadomo, ale możliwe, że zostali skierowani do tej samej, co ja, firmy.

– Kupił to?

– Powiedzmy, że był rozczarowany. Chciał napisać artykuł o tym, jak bogaci wykorzystują biednych – wie pan, ktoś wygrywa na loterii, a potem dopadają go pasożytnicze firmy inwestycyjne, oskubują do czysta i musi ogłosić bankructwo. Powiedziałam mu, że ode mnie na pewno nie doczeka się potwierdzenia swojej tezy, bo bardzo dobrze sobie radzę.

– A wie coś o Georgii?

– Podejrzewam, że właśnie to go do mnie przyciągnęło. – LuA

Oczy Jacksona zabłysły ponuro.

– Wysuwał jakieś i

LuA

– Nie – zaprzeczyła stanowczo. – Ale był przekonany, że natrafił na wielki temat. Powiedziałam mu, że nie mam nic do ukrycia, a jak nie wierzy, to niech sprawdzi w tej firmie inwestycyjnej. Od razu spuścił z tonu. Powiedziałam też, że jak chce pójść na policję w Georgii, to proszę bardzo. Może już pora wyjaśnić tę sprawę.

– Chyba nie mówiłaś tego poważnie?

– Starałam się, żeby tak to odebrał. Pomyślałam sobie, że jak zacznę kręcić i się wypierać, to rozbudzę tylko jego podejrzliwość. Bo tak w ogóle to on jakby słyszał, że dzwonią, ale nie wiedział, w którym kościele.

– I na czym się skończyło?

– Podziękował mi, że poświęciłam mu czas, nawet przeprosił, że zawracał mi głowę. Powiedział, że może się jeszcze ze mną skontaktuje, ale raczej wątpi. – LuA

Jackson nie odzywał się przez parę chwil, potem wstał powoli i bezgłośnie zaklaskał.

– Uwielbiam dobre przedstawienia i uważam, że popisowo to rozegrałaś, LuA

– Miałam dobrego nauczyciela.

– Słucham?

– Przed dziesięciu laty. Na lotnisku, gdy przybrał pan dla siebie i dla mnie bliźniacze wcielenie. Powiedział mi pan wtedy, że najlepszy sposób na ukrycie się to wcale się nie ukrywać. Uciekłam się do tej zasady. Wystarczy mówić otwarcie, afiszować swoją chęć do współpracy, a wyprowadzi się w pole nawet najbardziej podejrzliwych ludzi.

– Jestem zaszczycony, że to wszystko pamiętasz.

LuA

– Nie tak łatwo pana zapomnieć – powiedziała. – Tak więc z Donovanem nie musi pan nic robić, jest nieszkodliwy. Proszę mi teraz opowiedzieć, czego dowiedział się pan o Riggsie.

Wargi Jacksona rozciągnęły się w uśmiechu.

– Byłem dzisiaj rano świadkiem twojego nieplanowanego spotkania z Riggsem na terenie posiadłości. Było na co popatrzeć. Jeśli wnioskować ze skąpości twojego stroju, panu Riggsowi sympatycznie dzień się zaczął.

LuA

– Tym bardziej powi

– Zacznijmy od tego, że naprawdę nazywa się Daniel Buckman.

– Buckman? Dlaczego zmienił nazwisko?

– Zabawnie brzmi w twoich ustach to pytanie. Po co ludzie zmieniają nazwiska, LuA