Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 66 из 90

ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY CZWARTY

George Masters wpatrywał się w leżące przed nim akta. Siedział w swoim pokoju w budynku Hoovera w Waszyngtonie. W FBI pracował już od ponad dwudziestu pięciu lat, z czego dziesięć spędził w nowojorskim oddziale Biura. Teraz patrzył na znane mu dobrze z tamtego dziesięcioletniego okresu nazwisko: LuA

Po nieudanej próbie przeszkodzenia LuA

Teraz, biorąc znowu na warsztat sprawę LuA

Masters poprawił się nerwowo na krześle i zapalił papierosa. W chwilę potem nieomal zerwał się na równe nogi. Przy Romanellu znaleziono bilet kolejowy. Romanello był w Georgii i wrócił do Nowego Jorku tym samym pociągiem co LuA

Przebrnął przez akta LuA

LuA

Na tę myśl posępnolicym agentem FBI wstrząsnął dreszcz podniecenia. Nie mógł uwierzyć, że nie wpadł na to przed dziesięciu laty, z drugiej jednak strony, jak taka możliwość mogła mu wtedy przyjść do głowy? Szukał tylko i wyłącznie potencjalnej morderczyni. Poza tym wówczas nie wiedział jeszcze o Romanellu.

Nie był aż tak stary, żeby pamiętać loteryjne oszustwa z ubiegłego stulecia, ale skandale na tym tle z lat pięćdziesiątych już pamiętał. Jednak tamte były śmiechu warte w porównaniu z aferą, która się teraz kroiła.

Przed dziesięcioma laty ktoś ustawił Loterię Stanów Zjednoczonych. Przynajmniej jedno ciągnienie, być może więcej. O implikacjach aż strach było pomyśleć. Zyski z tej loterii rząd federalny przeznaczał na finansowanie mnóstwa programów, programów tak teraz upolitycznionych, że przerwanie ich byłoby praktycznie niemożliwe. Ale skoro źródło tych pieniędzy zostało skażone, to co będzie, jeśli dowie się o tym naród amerykański?

Na tę myśl Mastersowi zaschło w ustach. Nalał sobie wody ze stojącej na biurku karafki i popił nią dwie aspiryny, by zdusić w zarodku narastający ból głowy. Poprawił się na krześle i sięgnął po słuchawkę.

– Połączcie mnie z dyrektorem – rzucił.

Opadł na oparcie i czekał na połączenie. Wiedział, że sprawa oprze się w końcu o Biały Dom. Ale najpierw dyrektor musi porozmawiać z prokuratorem generalnym. Ten zadecyduje, czy poinformować prezydenta. Jeśli to prawda, zrobi się smród, jakiego najstarsi ludzie nie pamiętają.

ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY PIĄTY

Jackson siedział znowu w swoim hotelowym pokoju, wpatrzony w ekran laptopa. LuA

Zastanawiał się, czy nie ściągnąć posiłków na obstawienie wszystkich baz, ale zrezygnował z tego pomysłu. Zbyt wielu obcych kręcących się po miasteczku mogło wzbudzić podejrzenia. A tego w miarę możliwości chciał uniknąć. Zwłaszcza z uwagi na jokera, którego do tej pory nie rozpracował: Matta Riggsa. Przed chwilą przesłał odciski palców Riggsa do tego samego informatora i czekał teraz na odpowiedź.

Jacksonowi twarz się wydłużyła, kiedy na ekranie pojawiły się oczekiwane informacje. Właściciel odcisków palców nie nazywał się Matthew Riggs. W pierwszej chwili Jacksonowi przemknęło przez myśl, że przez pomyłkę zdjął w chacie odciski palców kogoś i

– Było z tym trochę zachodu – powiedział jego rozmówca. – Najpierw próbowaliśmy normalnymi kanałami, żeby nie wzbudzać podejrzeń. Zapytanie odesłane zostało chyba na wyższy poziom, a w końcu przyszła odpowiedź, że takich odcisków palców nie znaleziono.

– Ale zidentyfikowaliście tę osobę – zauważył Jackson.

– Tak, ale już i

– Nazwisko się nie zgadza, i mam tu, że on zmarł, a przecież żyje.

– Chwileczkę, chodzi o to, że standardowa procedura postępowania w przypadku śmierci jakiegoś przestępcy nakazuje zdjąć trupowi odciski palców i wysłać je do FBI celem zweryfikowania. Po weryfikacji wskaźnik tych odcisków – czyli ścieżka dostępu służąca do wyszukiwania ich w bazie danych – zostaje wykasowany. Rezultat jest taki, że w bazie danych nie ma odcisków palców żadnego zmarłego przestępcy.

– Jak więc wyjaśnicie to, co mi przed chwilą przesłaliście? Dlaczego ta osoba figuruje tam, chociaż rzekomo zmarła, i do tego pod fałszywym nazwiskiem?

– Cóż, moim zdaniem prawdziwe jest nazwisko figurujące w bazie danych, a fałszywe to, którego obecnie używa. Z faktu, że występuje tam jako zmarły, wynika, że federalnym zależy, by za takiego go uważano. Informacja ta przeznaczona jest zwłaszcza dla tych, którzy się nim interesują i mogą podejmować próby dostania się do ich bazy danych. Wiem, że Fedzi robili już takie numery.

– Po co?

Jackson wysłuchał odpowiedzi i powoli odłożył słuchawkę. Teraz to wszystko nabierało sensu. Patrzył w ekran. Daniel Buckman: Zmarł.