Страница 65 из 90
– Bankructwa. Bardzo sprytne. Federalni jeszcze na to nie wpadli. Wiesz, jak to się odbywało?
LuA
– Czy stoi za tym jakaś grapa ludzi, jakaś organizacja? Donovan twierdzi, że rząd. Tylko mi nie mów, że ma rację. To by było zbyt skomplikowane.
– To nie rząd. – LuA
Riggs popatrzył na nią z niedowierzaniem.
– Jedna osoba? Niemożliwe.
– Ma współpracowników, dwóch nawet znam, ale mózgiem jest na pewno on.
– Czy jednym z tych ludzi był Charlie?
LuA
– Skąd to przypuszczenie?
Riggs wzruszył ramionami.
– Ta historia z wujkiem jest trochę naciągana. Zauważyłem też, że nie macie przed sobą tajemnic. Sprawdzając ciebie, nie natknąłem się na żadną wzmiankę o jakimkolwiek wujku, przyjąłem więc, że pojawił się na scenie po tym przekręcie z loterią.
– Nie odpowiem na to pytanie. – Ani myślała obciążać Charliego.
– Rozumiem. A ten „mózg”? Co możesz mi o nim powiedzieć?
– Każe siebie nazywać Jacksonem. – LuA
Riggs ścisnął ją za rękę.
– Nie jesteś już sama, LuA
O mało nie parsknęła śmiechem.
– Matthew, będziemy mieli niebywale szczęście, jeśli on zabije nas od razu, bez tortur.
Riggs poczuł, jak drży jej ręka. Zaniepokoiło go to, bo wiedział przecież, że jest silna i odważna.
– Może poczujesz się lepiej, kiedy ci powiem, że miewałem swego czasu do czynienia z rozmaitymi typami spod ciemnej gwiazdy i jakoś żyję. Każdy ma swoje słabe strony.
– Tak, to prawda – bąknęła bez przekonania LuA
– Jeśli chcesz czekać z założonymi rękami, aż cię zabije, to proszę bardzo – ofuknął ją Riggs. – Ale nie potrafię zrozumieć, jak to może pomóc Lisie. Jeśli ten facet jest tak bezwzględny, jak twierdzisz, to myślisz, że zostawi ją w spokoju?
– Ona o niczym nie wie.
– Ale Jackson nie ma co do tego pewności. Założy, że Lisa jest we wszystko wprowadzona i że trzeba ją na wszelki wypadek wyeliminować.
– Wiem – przyznała LuA
– Powiedziałem już, że cię sprawdziłem. Znam twoją przeszłość. Jackson cię wykorzystał. Do diabła, będąc na twoim miejscu, też bez zastanowienia chwyciłbym się szansy zostania bogatym.
– Problem polega na tym, że ja się jej bez zastanowienia nie chwyciłam. Zdecydowałam się w to nie wchodzić, ale najpierw odkryłam, że Duane handluje narkotykami, a zaraz potem ile sił w nogach uciekałam z dzieckiem na ręku z przyczepy, w której leżały dwa trupy. Chyba… chyba nie miałam wyboru. Musiałam zniknąć.
– Rozumiem cię, LuA
– Od tamtego czasu wciąż uciekam. Boję się własnego cienia, boję się, że wszystko się wyda. To tylko dziesięć lat, a mnie się wydaje, że upłynęło już sto. – Pokręciła głową i splotła dłonie.
– Jak rozumiem, Jackson kręci się w okolicy.
– Czterdzieści pięć minut temu widziałam go w swoim ogrodzie.
– Co?
– Nie wiem, co tam robił, ale przypuszczam, że przygotowywał grunt pod wprowadzenie w życie planu, który uknuł.
– Jakiego planu?
– Na początek chce zabić Donovana.
– Słyszałem, jak go ostrzegałaś.
– A potem weźmie się prawdopodobnie za nas. – LuA
– Więcej go nie zobaczysz.
– O nie, Matt. Muszę się z nim spotkać. I to wkrótce.
Spojrzał na nią wstrząśnięty.
– Zwariowałaś?
– Wczoraj wieczorem Jackson zjawił się niespodziewanie w mojej sypialni. Odbyliśmy długą rozmowę. Obiecałam mu, że postaram się lepiej ciebie poznać. Nie żądał, żebym poszła z tobą do łóżka, ale tak jakoś wyszło.
– LuA
– Mało brakowało, a by cię zabił. Wczoraj wieczorem w chacie. Pewnie wróciłeś tam po swojego jeepa. Powiedział mi, że miał cię na wyciągnięcie ręki. Masz szczęście, że żyjesz.
Riggs opadł na oparcie kanapy. A więc instynkt go nie zawiódł. To pokrzepiające, pomimo że nieświadomie otarł się o śmierć.
– Chciał cię sprawdzić. Niepokoi go twoja niejasna przeszłość. Zamierza cię prześwietlić, a gdyby natrafił na coś niepokojącego, zabić.
– Ale?
– Ale powiedziałam, żeby zostawił to mnie.
– Ryzykowałaś.
– Nie tak jak ty, kiedy nadstawiałeś karku za mnie. Miałam wobec ciebie dług wdzięczności. I nie chciałam, żeby coś ci się stało. Na dodatek przeze mnie.
Riggs rozrzucił szeroko ręce.
– A co miał z tego ustawienia loterii? Oddałaś mu część swojej wygranej?
– Całą. – Riggs wpatrywał się w nią tępo. – Obracał tymi pieniędzmi przez dziesięć lat. Tak było w umowie i ten okres właśnie minął. Inwestował i wypłacał mi część zysków z tych inwestycji.
– Miał do dyspozycji sto twoich milionów?! Ile zarabiałaś rocznie?
– W pierwszym roku było tego około czterdziestu milionów. Inwestował też sumy, których nie zdołałam wydać. Moje dochody wzrastały każdego roku o dziesiątki milionów.
Riggs zrobił wielkie oczy.
– To czterdzieści procent od samej wygranej.
– Wiem. A Jackson zgarniał z pewnością o wiele więcej. Nie robił tego przecież z dobroci serca. Sam mi powiedział, że to obopólnie korzystna transakcja.
– Jeśli ty wyciągałaś czterdzieści procent, to on co najmniej tyle samo. Czyli w sumie osiemdziesiąt procent zysku z twoich pieniędzy. Takie przebicie mógł osiągnąć tylko na nielegalnych operacjach.
– Nic mi o tym nie wiadomo.
– A po upływie dziesięciu lat?
– Zwrócił mi moje sto milionów.
Riggs potarł czoło.
– A więc jeśli było was dwanaścioro i załóżmy, że od każdego dostał przeciętnie siedemdziesiąt milionów, to miał do dyspozycji prawie miliard dolarów, które mógł inwestować. Teraz ma na pewno o wiele więcej. – Riggs zmarszczył czoło.
– O czym myślisz?
– Jeszcze jedno spędza sen z oczu FBI.
Spojrzała na niego pytająco.
– Wiem na pewno – wyjaśnił – że od paru lat FBI, Interpol i kilka i
– Jesteś pewien, że Federalni nie wiedzą o loterii?
Riggs zmieszał się.
– Mogę cię zapewnić, że jeśli nawet wiedzą, to nie ode mnie. Ale teraz zaczną coś podejrzewać, bo o ciebie pytałem. Nie dało się tego obejść.
– A jeśli sami do tego doszli? To mamy teraz na karku i Jacksona, i Biuro Federalne. Dobrze mówię?
Riggs odwrócił na chwilę wzrok, a potem spojrzał jej prosto w oczy.
– Dobrze.
– Prawdę mówiąc, nie wiem, kogo bardziej się bać.
Popatrzyli na siebie, podobne myśli przyszły im do głów. Oni dwoje przeciwko temu wszystkiemu. Pierwsza przerwała milczenie LuA
– Muszę już iść – powiedziała.
– Dokąd?
– Jackson na pewno śledzi każdy mój krok. Wie, że spotkaliśmy się już kilka razy. Może też wiedzieć o moim spotkaniu z Donovanem. Jeśli natychmiast nie nawiążę z nim kontaktu, to… – gardło jej się ścisnęło – to będzie niewesoło.
Riggs chwycił ją mocno za ramiona.
– LuA
Pogłaskała go czule po przedramionach.
– No to muszę się postarać, żeby ich nie nabrał.
– Jak, u diabła, zamierzasz to zrobić? On już je pewnie ma. Ja bym powiadomił policję stanową. Niech go zdejmą.
– A ja? Co ze mną?
Riggs stropił się.
– Prawdopodobnie mogłabyś zawrzeć jakiś układ z władzami – rzekł bez przekonania.
– A ludzie z Georgii? Słyszałeś, co mówił Donovan. Chcą mnie zlinczować.
– Federalni mogliby z nimi porozmawiać i… – Riggs urwał, uświadamiając sobie, że wszystko to jest palcem na wodzie pisane.
– Tak, tak, dogadałabym się jakoś ze wszystkimi. Oddałabym pieniądze. Może cię to zdziwi, ale wcale mi na nich nie zależy. Potem przydzielono by mi może jakiegoś ludzkiego sędziego, który ulgowo by mnie potraktował. Zakładając to wszystko, ile mogłabym dostać?! Dwadzieścia lat?!
– Niekoniecznie aż tyle.
– A ile?
– Nie potrafię powiedzieć. Nie wiem.
– Mogłabym sobie wziąć dobrego adwokata, tak? Już widzę te nagłówki w gazetach: Handlarka narkotykami, morderczyni, złodziejka, zbiegła LuA
Riggs milczał. Nie potrafił spojrzeć jej w oczy.
– Powiedzmy teraz, że wystawiamy Jacksona. A jeśli uda mu się wymknąć? Załóżmy zresztą, że go schwytają. Myślisz, że z takimi pieniędzmi i wpływami, jakie ma, długo posiedzi? Może też wynająć kogoś, kto zemści się za niego. Biorąc to wszystko pod uwagę, ile, twoim zdaniem, warte jest moje życie?! I życie mojej córki?!
Tym razem Riggs odpowiedział.
– Nic. No dobrze, wiem, do czego zmierzasz. Ale dlaczego nie skontaktujesz się z tym facetem przez telefon? Nie musisz się z nim spotykać osobiście.
LuA
– Spróbuję – mruknęła po chwili, wstając. Spojrzała na Riggsa z góry. Wyglądała znowu na silną, wysmukłą, pewną siebie dwudziestolatkę. – Owszem, mam furę dolarów i zjeździłam cały świat, ale nie jestem z FBI. Jestem nadal głupią dziewczyną z Georgii, ale zdziwiłbyś się, na co mnie stać, kiedy już sobie coś postanowię. – Przed oczyma stanęła jej buzia Lisy. – A wiele mam do stracenia. Zbyt wiele. – Urwała. Kiedy znów się odezwała, jej głos przesycony był uporem zdradzającym południowe korzenie. – A więc się nie poddam.