Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 19 из 87

– To było wczoraj.

– Czy człowiek nie może chwilę cieszyć się swoim tytułem? Jeszcze nie jestem gotowy ci go oddać.

– Rozumiem.

Le

Najgorsze, a może powinienem powiedzieć najlepsze, było to, że wciąż miałem nadzieję. Oto co znaleźliśmy w domku dziadka: zwłoki mojej siostry, włosy Tary w kojcu (potwierdzone badaniem DNA) oraz należący do niej różowy śpioszek w czarne pingwiny. Czego nie znaleźliśmy do tej pory: pieniędzy z okupu, żadnego ze wspólników Stacy – i Tary. Właśnie. Nie znaleźliśmy mojej córki.

Wiem, że las jest rozległy i gęsty. Grób jest mały i łatwo go ukryć. Mógł zostać zamaskowany głazami. Jakieś zwierzę mogło go rozkopać i porozwłóczyć szczątki po krzakach. Mógł znajdować się wiele kilometrów od domku mojego dziadka. A może w zupełnie i

Albo – chociaż tą myślą nie dzieliłem się z nikim – nie było go wcale. Tak więc widzicie, że wciąż żywiłem nadzieję. Tak jak smutek nadzieja czai się, dopada cię niespodziewanie, drwi z ciebie i nigdy cię nie opuszcza. Nie jestem pewien, które z tych dwóch uczuć jest bardziej bezwzględne. Policja i FBI skłaniały się do teorii, że moja siostra działała wspólnie z jakimiś bardzo złymi ludźmi. Chociaż nikt nie wie, czy ich celem od początku było porwanie i rabunek, niemal wszyscy zgodnie uważają, że ktoś wpadł w panikę. Może myśleli, że Moniki i mnie nie będzie w domu.

Może sądzili, że będą mieli do czynienia tylko z opiekunką do dziecka. Tak czy inaczej sprawcy zobaczyli nas i któryś z nich, działając pod wpływem narkotyków lub alkoholu, strzelił. Ktoś i

Ta wersja wygląda mniej więcej tak. Po pierwsze, mąż ofiary zawsze jest podejrzanym numer jeden. Po drugie, nadal nie znaleziono mojego Smitha amp; Wessona kaliber trzydzieści osiem.

Wciąż pytają mnie, gdzie się podziała broń. Chciałbym to wiedzieć. Po trzecie, nie chciałem tego dziecka. Ciąża Moniki zmusiła mnie do zawarcia małżeństwa. Uważają, że mają dowody na to, iż zamierzałem się rozwieść (owszem, zastanawiałem się nad tym), i zaplanowałem to wszystko, od początku do końca.

Zaprosiłem siostrę do naszego domu i poprosiłem o pomoc, żeby później zrzucić na nią całą winę. Ukryłem gdzieś pieniądze.

Zabiłem moją córkę i zakopałem jej ciało. Okropne, owszem, ale już mnie to nie irytuje. Nie mam siły się złościć. Nie wiem, czy mam siłę dalej żyć. Oczywiście, główną słabością tej ostatniej teorii jest wyjaśnienie, dlaczego zabójca pozostawił mnie, żebym się wykrwawił. I czy to ja zabiłem Stacy? Czy to ona strzeliła do mnie? A może – i tu policja nabierała wiatru w żagle – mamy do czynienia z jeszcze i

Wałkowali to bez końca.

W rezultacie, pomijając wszystkie te bzdury, ani oni, ani ja nie dysponowaliśmy niczym konkretnym. Nie odkryliśmy, gdzie są pieniądze. I kim są sprawcy. Ani jakie były ich motywy. A co najważniejsze, nie natrafiliśmy na ciało.

Tak wyglądała sytuacja półtora roku po porwaniu. Formalnie śledztwo nie zostało zamknięte, ale Regan i Tickner zajęli się i

Nie znalazłem. Nie wiem, jak długo tak siedziałem. Pewnie nie dłużej niż dziesięć minut. Z radia popłynął stary przebój Jamesa Taylora. Przywrócił mnie do rzeczywistości. Uśmiechnąłem się, zapuściłem silnik i pojechałem do szpitala. Godzinę później myłem się do operacji na ośmioletnim chłopcu, który miał – używając terminologii laików i zawodowców – zdeformowaną twarz.

Towarzyszyła mi Zia Lacroux.

Sam nie wiem, dlaczego wybrałem chirurgię plastyczną. Nie z powołania ani z chęci zysku czy pragnienia pomagania bliźnim.

Wprawdzie od początku bardzo chciałem zostać chirurgiem, ale swoją przyszłość widziałem raczej w kardiochirurgu. Kiedy odrabiałem drugi rok stażu, opiekujący się stażystami chirurg kardiolog był – nie ma lepszego określenia – parszywym kutasem.

Natomiast ordynator oddziału chirurgii plastycznej, Liam Reese, był niezrównany. Doktor Reese był nie tylko przystojny, ale ponadto posiadał godną pozazdroszczenia spokojną pewność siebie i wewnętrzne ciepło, które zjednywało mu powszechną sympatię. Po prostu chciałeś sprawić mu przyjemność. Chciałeś być taki jak on.

Doktor Reese stał się moim mentorem. Udowodnił mi, że chirurgia plastyczna może być twórczym, zbawie

Odwołał się do drzemiącego we mnie technomaniaka, opowiadając o mikro-chirurgii, implantach kostnych i syntetycznej skórze.

Pamiętam wizytę w jego domu w Scarsdale. Jego żona była długonoga i piękna. Córka była najlepszą ucze

Operowałem tak okropne i straszliwe rany, że wprost trudno było uwierzyć, że człowiek jest w stanie znaleźć w sobie tyle okrucieństwa, by je zadać. Jednak nawet w najgorszych chwilach czułem uniesienie. Nie potrafię wyjaśnić dlaczego. Jak już mówiłem, ta praca mnie rajcuje. Być może częściowo jest to spowodowane satysfakcją płynącą z chęci pomagania ludziom w potrzebie. A może ta praca pociąga mnie w taki sam sposób, w jaki niektórzy czują potrzebę uprawiania sportów ekstremalnych: muszą ryzykować życie, by poczuć, że żyją. Kiedy wróciłem, założyliśmy z Zią fundację One World i zabraliśmy się do roboty. Uwielbiam tę pracę. Może jest podobna do któregoś ze sportów ekstremalnych, ale ma również – wybaczcie porównanie – ludzką twarz. I lubię ją.

Lubię moich pacjentów, ale także ten wykalkulowany dystans, chłód niezbędny przy tym, co robię. Troszczę się o pacjentów, ale szybko znikają z mojego życia jak w namiętnym, lecz krótkim romansie. Dzisiejszy pacjent stawiał nas przed dość trudnym wyzwaniem. Moim patronem, świętym wielu chirurgów plastycznych, jest francuski badacz, Rene LeFort. Zrzucał z dachu ofiary burd, żeby odkryć naturalne linie pęknięć kości czaszki. Założę się, że to robiło wrażenie na paniach. Przeprowadzał również doświadczenia ze spuszczaniem coraz większych ciężarów na czaszki nieboszczyków, aby określić rozległość uszkodzeń górnej szczęki.