Страница 8 из 21
Na śpiew ptaka nad brzegami Potomaku
Kiedy zakwita magnoliowe drzewoI park zielonym zmąca się obłokiem,Słyszę twój śpiew nad brzegiem PotomakuW uśpione płatkiem wiśniowym wieczory.Wybacz mi, proszę, brak tego wzruszenia,Które prowadzi przemocą z powrotemW miejsca i wiosny dawno zapomniane,Aby maluczkich uwodził poetaPatriotycznym sentymentem, serceCisnął stęsknione i farbując łzyMieszał dzieciństwo, młodość, okolice.Mnie to niemiłe. Po cóż mi wspominaćŻółte od liści młodziutkich Ponary,Zapach wilczego łyka migdałowy,Echa po lasach od wrzasku cietrzewi?Po cóż mi znowu iść w te ciemne saleGimnazjum króla Zygmunta AugustaAlbo o sosny potrącać biczyskiemNa drodze z Jaszun, jak ongi Słowacki?Nad Mereczanką nasze to zabawyByły, czy dworzan króla Władysława,Nasze miłości i nasze rozstaniaCzy też miłości z pieśni Filomatów,Już nie pamiętam. Ptaku, wdzięczny ptaku,Ty, który dzisiaj śpiewasz mi to samoCo słyszał tutaj indyjski myśliwyStojący z łukiem na ścieżce jeleni,Cóż możesz wiedzieć o zmianie pokoleńI o następstwie form w ciągu jednegoLudzkiego życia? Tamte moje śladyZatarł nie tylko pęd zim i jesieni.Ja byłem świadkiem nieszczęść, wiem co znaczyŻycie oszukać kolorem pamiątek.Radośnie słucham twoich ślicznych nutNa wielkiej, wiosną odnowionej ziemi.Mój dom sekunda: w niej świata początek.Śpiewaj! Na perłę popielatych wódSyp rosę pieśni z brzegów Potomaku!(Waszyngton, 1947)
(Z tomiku "Światło dzie
e", 1953)