Страница 7 из 21
Piosenka o porcelanie
Różowe moje spodeczki,Kwieciste filiżanki,Leżące na brzegu rzeczkiTam kędy przeszły tanki.Wietrzyk nad wami polata,Puchy z pierzyny roni.Na czarny ślad opadaZłamanej cień jabłoni.Ziemia, gdzie spojrzysz, zasłanaBryzgami kruchej piany.Niczego mi proszę panaTak nie żal jak porcelany.Zaledwie wstanie jutrzenkaPonad widnokrąg płaskiSłychać gdzie ziemia stękaMaleńkich spodeczków trzaski.Sny majstrów drogocee,Pióra zamarzłych łabędziIdą w ruczaje podziemneI żadnej o nich pamięci.Więc ledwo zerwę się z ranaMijam to zadumany.Niczego mi proszę panaTak nie żal jak porcelany.Równina do brzegu słońcaMiazgą skorupek pokryta.Ich warstwa rześko chrupiącaPod mymi butami zgrzyta.O świecidełka wy płoneCo radowałyście barwąTeraz ach zaplamioneBrzydką zakrzepłą farbą.Leżą na świeżych kurhanachUszka i denka i dzbany.Niczego mi proszę panaTak nie żal jak porcelany.(Waszyngton, 1949)
(Z tomiku "Światło dzie
e", 1953)