Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 40 из 86

Sukces nie przyniósł szczęścia zwycięskim De

Dziś ssaki de

– Nigdy? Przecież rozmawiamy!

Połączenie urwało się nagle. Dopiero następnego dnia Filip wyznał, że po prostu przestraszył się. Nie, nie krabów. Te pozwalały żyć De

– To bardzo ponętne zostać informatorem – tłumaczył mój rozmówca. – Dzieci etatowych donosicieli nie uczestniczą w losowaniu ofiarniaków…

– W takim razie, dlaczego wszyscy nie zostają donosicielami – zapytałem.

– A godność? – odparł Filip.

Potem opowiedział mi o epoce ciemnoty. Po przejęciu władzy przez Kraby rozpoczęła się planowa degeneracja De

W rezultacie, przed około pięćdziesięciu laty – według ziemskiej rachuby (Filip podał mi wyliczenie w kilobytnicach) podjęto program „Kontakt”. Skonstruowano radio i wytknięto nad powierzchnię pierwszą antenę. Potem drogą analiz rozpracowano język ludzki. Ponieważ najsilniejszą odbieraną stacją było Papetee, stolica francuskiej Oceanii, pierwszą mową, jaką opanowali De

Od niepamiętnych czasów Kraby, bardziej od wstrząsów dna, bały się ssaczej solidarności. Istniały stare przepowiednie, o Dniu, kiedy Powierzchnia zjednoczy się z Dnem i skończy się Era Kraba. Stąd w ciemnych wiekach były wpajane De

Kiedy słuchałem, jak mówią o nas pełni sympatii i zachwytu, częściej od dumy ogarniał mnie wstyd. Ale czy miałem prawo prostować? Pozbawiać ich nadziei?

Po pierwszej wpadce na długo przestano marzyć o kontakcie z ludźmi. Natomiast język francuski odpowiadający, jak się okazało, organom głosowym De

– A resztę – dorzuciła Lucille – sprawia modyfikator przy naszej słuchawce…

Trochę mnie zabolała myśl, że uroczy głosik De

– Dlaczego? – pytałem. – Nie przypuszczasz chyba, że nasze małe kraby mogą być w zmowie z waszymi…

– Nie o to chodzi! Oni są świetnie poinformowani o waszym świecie, dużo lepiej niż my…

W głosie mojego rozmówcy zabrzmiała gorycz. Zresztą pojawiała się zawsze, gdy rozmowa schodziła na temat skorupiaków. Normalny żal gatunku, który był kiedyś wielki, a obecnie przychodzi mu żyć w upodleniu. Władza Krabów była bezlitosna, wszechmocna i niezmie

A co się tyczy wiedzy o świecie? Od ponad pięćdziesięciu lat liczne krabie ekspedycje wylatywały z głębin w hermetycznych krążkach, przypominających złożone ze sobą talerze. Krążąc nad ziemią, skorupiaki zbierały informacje, kradły technologie… Czasami wysadzały na ląd swoje roboty, niewielkich wielkogłowych dwunogów, przypominających wyglądem ludzi, obdarzonych przeważnie jednym wizjerem. Filip nie potrafił (nie znał pojęcia kolorów) wytłumaczyć, dlaczego ludzie nazywali te roboty mianem Zielonych…

Idea porozumienia Ludzi i De

– Czego oczekujecie sobie po tym kontakcie? – zapytałem wprost, chyba podczas naszej ósmej sesji telefonicznej.

Moment zakłopotania.

– Są różne zdania. Niektórzy się boją… – powiedział niewyraźnie.

– Czego u licha?

– Niektórzy mają wątpliwości, czy sojusz z ludźmi byłby możliwy.

– I słusznie.

– Jednak nie możemy dłużej czekać.

– Dlaczego?

– Powiedzmy, że otrzymalibyście wiadomość, że Kraby szykują inwazję na Ziemię. Czy waszą odpowiedzią nie byłoby zbombardowanie rowów oceanicznych i zniszczenie pospołu Krabów i De

Nie potrafiłem odpowiedzieć, milczałem…

– Oczywiście to tylko taka hipoteza – Filip zaczął mówić szybko, jakby żałując poprzedniej wypowiedzi. – Żadna inwazja nie jest przygotowywana… Chwilowo!

Wyczułem nerwowość istoty, która chyba powiedziała zbyt wiele.

– Albo – do rozmowy włączyła się Lucille – gdybyśmy wysłali zamówienia na krabobójczą broń, wraz ze schematami. Czy wykonanoby nam ją na Ziemi, w tajemnicy, a potem opuszczono we wskazanym miejscu głębi…

– Nie mam pojęcia, musiałbym porozmawiać z przedstawicielami władz…

– Z nikim nie rozmawiaj – przerwał Filip. – Na razie poznajemy się dopiero. Dziś dość tego tematu. Obiecywałeś, że opowiesz nam trochę o waszym Bogu…

Może postąpiłem źle, zachowując całe odkrycie dla siebie. Ale czy w ogóle w tamtych dniach zachowywałem się rozsądnie? Chodziłem jak w transie. Przestałem rozmawiać z A

A

– Nie mam ochoty na spotkanie z tym starym nudziarzem – odpowiedziałem A

– Jak uważasz, kochany!

Od tsunami minęło pół miesiąca. Miasteczko podniosło się z ruin, zazieleniły się kwietniki, napłynęli turyści. Do mego bungalowu znowu doprowadzono światło i telefon.

Któregoś dnia opowiedziałem Lucille o świecie obrazów. Mówiłem o kolorach, o świetle słonecznym, usiłując przełożyć te wrażenia na szyfr zapachów, dotyku, smaku i dźwięku.

– Nie podobałabym się tobie – przerwała w pewnej chwili. – Wiesz, że ja mam…

– Nie chcę o tym słuchać!

– Ale kiedyś przecież się zobaczymy. Dzięki batyskafom zejdziesz na dno i chciałabym, żebyś…

– Nie mów nic.

Wiesz – powiedziała po dłuższej pauzie – bardzo chciałabym, żebyś był szczęśliwy.